10 marca| Artykuły

Jak poradzić sobie z brakiem czasu? Zrozumieć, co jest jego przyczyną

Wyczytane w internecie: Nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Jest tylko brak motywacji. Nie zgodzę się do końca. Ja bym powiedział tak: Nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Jest nadmiar motywacji.

Zwały definicji czasu jakimi od zarania dziejów zasypują nas filozofowie nie są wcale dowodem na to, że rozkminiliśmy jego tajemnicę. Przeciwnie. Potwierdzają tylko to, że niewiele o nim wiemy. Że jest zagadką, w której tkwimy po uszy. Najbardziej przekonuje mnie Augustyn, kiedy mówi: czas jest bezcennym darem Boga. A Bóg jest poza nim.

Czas to przestrzeń stworzona po ty, by móc kochać. Chyba Wyszyński powiedział, że czas to miłość, prawda?

Względny czas

W istocie nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Nie może go być ani za mało, ani za dużo. Jest go zawsze tyle samo. W sam raz. 24 godziny na dobę. Nie da się go skopiować, rozmnożyć, rozciągnąć. Choć Einstein przebąkiwał coś o jego względności, w praktyce jego bezwzględność jest nie do ominięcia. Ale sprawy, na które ten czas możemy spożytkować to już inna bajka. Czasem chcemy tyle zrobić i tyle zdobyć, że faktycznie można mieć wrażenie, że jest go za mało. To jest problem nadmiaru motywacji.

Czas to oszust

Oszukuje nas na wiele sposobów. Po pierwsze przekonując, że jest go dużo. To kłamstwo. Jedyne w stosunku do czego możemy użyć liczebnika dużo to wieczność. Czas jaki został nam powierzony w doczesności to śmiesznie i niezauważalnie mało. A jednak od tego niezauważalnego odprysku wieczności zależy tak wiele. Wszystko zależy.

Zwane przeszłością chwile minione mogą nas w nieskończoność oskarżać rzucając na teraźniejszość i przyszłość złowrogi cień. Dlaczego? To co się stało już się nie odstanie, a każdy ma prawo zacząć od nowa.

Przyszłość nas przeraża. Bo jest nieznana i obciążona naszymi pełnymi lęków projekcjami. Strachy na lachy.

Ostatnie kłamstwo czasu? Jego trójpodział. Teraźniejszość nie istnieje. Tak zwane tu i teraz to sprawa umowna. To nieustannie poruszający się na osi czasu punkt. Jest tylko to co było i to co będzie. Czas musiałby stanąć w miejscu, by teraźniejszość mogła w pełni zaistnieć. A tak jest jedynie zbiorem tego co przed chwilą się zdarzyło i tego co za chwilę się zdarzy.

Problem nr 1

Myślę, że jest nim chciwość. Gdybym to ja miał zinterpretować znaczenie siedmiu grzechów głównych, uznałbym, że grzechem ojcem jest chciwość właśnie. To przeklęte zerwanie owocu w raju. Chciwość jak nic. Kiedy nie wystarcza ci to co masz, to znaczy, że zaczynasz stąpać po grząskim gruncie.

Sorry za ten przykład, ale kiedy patrzę na mojego głupiego psa, mam wrażenie, że jestem głupszy od niego. Bardziej chciwy i roszczeniowy wobec życia w sensie. Czyli głupszy.  Pies ma od lat tą samą miskę z tą samą ilością tego samego żarcia. Te same, krótkie spacery w te same nieatrakcyjne miejsca. I to samo od lat mizianie. Mizianie czyli głaskanie i takie tam smyry. I mam wrażenie, że pies jest szczęśliwszy niż ja. Bo wystarcza mu to co ma. Czy pies może nawracać człowieka?

Dużo, coraz mniej

A my? Najpierw rower wystarczał. Teraz jedno, dwa, trzy auta. Takie na wypasie, żeby było z czym do ludzi. Na początku M3 w bloku było szczytem marzeń. Potem już nie. Musi być działka pod lasem i z 300 metrów kwadratowych komfortowej powierzchni, żeby było fajnie. W końcu przestaje nam wystarczać 100 subów, bo jaki widzimy, że znajomy ma 100 000 to nas skręca. Po czasie stara żona też może przestać wystarczać. Wielkość bicepsów albo piersi też. Sorry. Wciąż więcej i więcej.

Więc nie dziwmy się, że czasu zaczyna brakować, bo nie ma kiedy tego wszystkiego ogarnąć.

Na pierwszy ogień

Jak już musimy z czegoś zrezygnować bo się nie wyrabiamy, to co odpuszczamy w pierwszej kolejności? Niestety, to co jest najważniejsze. A co jest najważniejsze? Ameryki nie odkrywam: relacje z najbliższymi, zdrowie i duchowa kondycja.

Kasa się zgadza, biznes się kręci, świat leży u stóp (skąd ja to znam?). Ale jakoś tak się dzieje jednocześnie, że rodziny się sypią, na psycho-kozetkach tłok, a przedwczesne zgony coraz mniej dziwią. Główny winny – chciwość.

Ucieczka

Absolutnie rozumiem ludzi, którzy chcą uciec przed tym światem. Światem, w którym nikt nie ma czasu na zwykłe rzeczy, empatii i autentycznego zainteresowania drugim człowiekiem. Światem rozpędzonym jak stado głupich hartów goniących uciekającego króliczka z pękiem dolarów w pysku. Światem, którym rządzi pieniądz, zysk i mentalność bezwzględnego podboju.

Jesteśmy zanurzeni w przekonaniu, że potrzeba kariery i ekspansji usprawiedliwia wszystko – zaniedbanie rodziny, zdrowia i odejście od elementarnych zasad etycznych. Ale czy taka ucieczka to dobry pomysł? Bo jak wszyscy oświeceni wrogowie systemu poukrywają się w swoich dziczach, to kto będzie uświadamiał tych zniewolonych – nieuświadomionych?

Wszystko za życie

Chris McCandless zrobił to. Na tyle znienawidził świata, który poza pieniędzmi nie ma czasu na nic innego, że znalazł w sobie siłę by od niego uciec. To opowieść o odwiecznej tęsknocie człowieka za życiem w symbiozie z naturą, bez cywilizacyjnych reguł i pogoni za iluzją szczęścia. Historię Chrisa pięknie opowiedział filmem Wszystko za życie Sean Penn.

Niestety, film pozostawia nas ze smutnym morałem: człowiek tak bardzo zabrnął w uczynieniu z siebie niewolnika cywilizacji, że nie jest w stanie się z tego uwolnić. Jesteśmy skazani na pogoń za rzeczami, które odzierają nas z piękna i szczęścia. Jesteśmy skazani na życie w nieustannym poczuciu braku czasu. Ale czy to znaczy, że wszystko stracone? Mam nadzieję, że nie.

Niewiele chcieć

Mam pełną świadomość, że takim tekścikiem nie zmienię dokładnie nic. Bo też nie mam zamiaru. Pierwszą osobą, która go przeczyta i z tego czytania może coś wynieść jest ten, który go pisze. Czyli ja. Może ktoś jeszcze.

Co chcę powiedzieć? Że jest źle, ale możemy zrobić coś, by nie było jeszcze gorzej. Bo wbrew wszystkiemu, póki nie smażymy się w piekle, zawsze może być gorzej. Nie oczekujmy spektakularnych zmian. Pokora i docenienie tego co jest to pierwszy krok.

Chciwość w walce z chciwością nie ma przecież sensu. Nie chodzi o to, by powiedzieć sobie coś w stylu: od dzisiaj przestaję tracić czas na rzeczy tego nie warte. Bo nic z tego nie wyjdzie. Chodzi o to, by spróbować dotrzeć do źródła tej naszej życiowej zadyszki. Tego czaso-marnotrawstwa.

Walczy się z przyczynami, a nie ze skutkami. Tak jak z każdą chorobą. Pytanie jest o to, dlaczego tracę czas na rzeczy, które mnie zabijają i dlaczego nie mam go na te, które dają mi życie? Znamy odpowiedź?

Zarządzanie czasem

Nie wierzę w wymyślane przez psychologów i coachów techniki zarządzania czasem. W te litanie czynności, które mają uzdrowić twoje problemy z brakiem czasu. Oczywiście Eisenhower ma rację mówiąc, że to co ważne rzadko bywa pilne, a to co pilne rzadko bywa ważne. Ważna jest świadomość i strategia.

Ale najważniejsze jest to co nam w duszy gra. Jak gra nam tam muzyka chciwości to żadne techniki nic nie dadzą. Może na początku. Ale potem nie zadziała. Problem jest taki, że żyjemy w świecie, który generuje ducha rywalizacji i nad-ambicji już od kołyski. Dzieciom od pierwszych miesięcy stawia się przed oczy smartfona i tak hoduje się kolejne pokolenie, które będzie miało spory problem z tym, by dobrze wykorzystywać swój czas. Ratunku!

Musi przyjść koniec

Każda cywilizacja ma taki sam schemat istnienia. Narodziny – rozwój – okres świetności – przesyt – upadek. Z naszą będzie dokładnie to samo. Nie zmienimy najbardziej oczywistych mechanizmów dziejowych. Ratujmy to co się da. To co możemy. Nawet jedna minuta naszego życia uratowana przed bezpowrotnym zmarnowaniem to już coś. Kończę. Kawa się parzy.

Adam Szefc Szewczyk