28 września| Artykuły

Qulturalne bierzmowanie

Złośliwi katopesymiści sakrament bierzmowania nazywają sakramentem pożegnania z Kościołem. Dla wielu ludzi faktycznie bierzmowanie czymś takim bywa.

Ale nie musi. Kiedy dwa tysiące lat temu Bóg bierzmował Apostołów ogniem swojego Ducha, w wieczerniku działy się cuda. Dlaczego dzisiaj miały by się nie dziać?

Parszywa dwunastka

Po coś Jezus tych Apostołów powoływał. Gdyby chciał, z pewnością dałby sobie radę z ewangelizowaniem świata w pojedynkę. No dobra, w Trójkę. Wszak to Bóg. Ale zrobił inaczej. Zgromadził swoich sympatyków w jednym teamie, który z czasem rozrósł się do sporych rozmiarów. I to członków tego teamu, zwanego dalej Kościołem, uczynił swoimi ustami, rękami, nogami, palcami, oczami. Whatever. Dlaczego tak? Odpowiedź jest prosta jak mądrość Ewangelii: ponieważ spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. I dalej: Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć. 1 Kor 1

Mogło by się zdawać, że Bóg sporo ryzykował powierzając swoją Wielką Sprawę w ręce owej parszywej dwunastki i zgromadzonej wokół niej, nie mniej parszywej reszty świata. To nie tak. Bóg nigdy nie ryzykuje, bo zawsze wszystko ma pod absolutną kontrolą. Ryzykuje człowiek, który Bogu nie powierza swojego życia.

Nie jak Titanic

Mamy więc taką oczywistą oczywistość: każdy członek Kościoła jest współodpowiedzialny za przekazywanie Jezusowego orędzia dalej. I ostatecznie za zbawienie świata. Nie tylko papież. Nie tylko biskup. Nie tylko ksiądz proboszcz. Nie tylko wikary. Nie tylko siostra albo brat zamknięci w klauzurowym zakonie. Każdy ochrzczony. Ty i ja też. To, że po ludzku patrząc Kościół się sypie, wszyscy widzimy. Kiedy tonął Titanic ludzie w popłochu ładowali się do szalup i zwiewali. A orkiestra grała. Jakby wierząc, że wszystko będzie dobrze. Pytanie tylko, w oparciu o co ta wiara?

Kiedy do Philipa Franklina, wiceprezesa nowojorskiego oddziału White Star Line (to oni zbudowali Titanica) dotarły niepokojące wieści o należącym do nich transatlantyku, ten wypalił: pokładamy absolutne zaufanie w Titanicu. Jesteśmy przekonani, że ten statek jest niezatapialny. W momencie kiedy wypowiadał te słowa niezatapialny leżał już na dnie oceanu.

Wielka Piotrowa łódź i jej pasażerowie pokładają absolutne zaufanie w Bogu. Ta ufność ma swoje korzenie w prostej obietnicy Jezusa, który zapewnił, że żadne piekielne wody nie zdołają posłać Kościoła na dno. Więc zasilenie szeregów grającej na jego pokładzie orkiestry ma zupełnie inny wymiar, niż miało to miejsce w przypadku opadającego na dno Titanica. Właśnie o jednej z takich orkiestr jest ten tekst.

Qulturalne bierzmowanie

To idea, która zrodziła się w sercach świeckich ludzi Kościoła kilka lat temu. To szeroka formuła spotkań artystów, członków wewnątrz-kościelnych wspólnot i autentycznych świadków wiary z przygotowującą się do sakramentu bierzmowania młodzieżą. Ma zasięg ogólnopolski i są do niej zaproszone wszystkie dekanaty. Założenie jest proste: konkretne uzupełnienie rocznego cyklu katechez poprzedzających sakrament bierzmowania. Chodzi o to, by pomóc tym zanurzonym w sieci ludziom dostrzec w rzeczywistości bierzmowania i samym sakramencie wielki cud. Nawet jeśli niemożliwym jest powtórka z wieczernika, warto zawalczyć o cokolwiek. Tak myślę.

Po raz pierwszy

Pierwsze Qulturalne bierzmowanie miało miejsce 17 stycznia 2020 roku w Ośrodku Kultury Arsus w Warszawie. Wspomagana Duchem Świętym wystąpiła wtedy Diakonia Ewangelizacji Ruchu Światło Życie oraz Derek Malejonek. Była drama teatralna, koncert i przede wszystkim świadectwa. Organizacyjnie patronował wszystkiemu ks. proboszcz Zbigniew Sajnóg z parafii Św. Józefa w Warszawie. Wydarzenie spotkało się z baaardzo dobrym przyjęciem. Zarówno ze strony uczestników jak i Duszpasterzy. Okazało się, że Qulturalne bierzmowanie to świetne narzędzie, po które warto sięgać częściej.

Po kolei

Wszystko zaczyna się od błogosławieństwa miejscowego Apostoła, czyli Biskupa. Do tej pory inicjatywę poparli ks. kard. Kazimierz Nycz, ks. bp. Romuald Kamiński i ABP Grzegorz Ryś. Z takim glejtem idziemy dalej. Do księży dziekanów, duszpasterzy młodzieży, odpowiedzialnych za ewangelizację. Tutaj świeccy mają konkretny challenge: przekonać duchownych, że ta akcja ma sens. Różnie bywa. Jak to w Kościele. Ale jest o co walczyć, bo dzięki QB:

  • duchowni odpowiedzialni za przygotowanie młodzieży pokazują innych świeckich zaangażowanych w życie Kościoła, dzielących się swoim życiem, talentem, zainteresowaniami. Muzycy często są członkami wspólnot tj: Ruchu Światło Życie, Drogi Neokatechumenalnej, Skautów Europy, KSM  i innych.
  • lokalne wspólnoty działające przy danej parafii otrzymują wsparcie i okazję do zaprezentowania swojej działalności
  • młodzież ma szansę poznać z pierwszej ręki dostępne w parafii/dekanacie wspólnoty, do których mogą dołączyć
  • artyści mają okazję wystąpić z repertuarem dopasowanym do ludzi młodych (muzyka rozrywkowa oparta o chrześcijańskie wartości i świadectwo), co stanowi wsparcie dla rozwoju muzyki chrześcijańskiej w Polsce.

I wreszcie jest to skuteczna próba przekonania młodych, że bierzmowanie to nie jedynie nudny, tradycyjny rytuał, ale żywa, pociągająca i dynamiczna rzeczywistość Kościoła. Czyż nie o to chodzi w dzisiejszej ewangelizacji?

W domu kultury

Dlaczego QB w Domu Kultury, a nie w kościele? Pragmatyzm. I nie tylko. Domy Kultury mają dzisiaj naprawdę zacne warunki do organizowania takich wydarzeń – dobra akustyka, topowe nagłośnienie, magiczne światła i profesjonalna obsługa techniczna. Jak ewangelizować to najlepszymi z dostępnych środków! Ponadto takie spotkanie o wymiarze kulturalno-duchowym w świeckim Domu Kultury jest potwierdzeniem, że wiara nie jest jedynie rzeczywistością zamkniętą w murach świątyni.

Jak to wygląda?

Qulturalne bierzmowanie w Domu Kultury przebiega trójetapowo:

  1. Najpierw swój czas mają lokalne wspólnoty. Wtedy uczestnicy poznają rzeczywistość takich wspólnot i są do nich zapraszani. Mogą temu towarzyszyć akcje artystyczne (typu pantomima, drama itd.). No i świadectwa. To ważny moment, bo uczestnicy dostają wtedy świadectwo z pierwszej ręki.
  2. Zawodowy koncert zespołu CCM. Czyli takiego, który próbuje swoją sztuką przekonywać, że Jezus jest naprawdę OK. Dlaczego współczesny zespół tzw. profesjonalny, a nie np. schola parafialna (która też może być profesjonalna!)? Bo jeśli chcemy do kogoś trafić, musimy mówić ich językiem. A czego dzisiaj słuchają młodzi? Na pewno nie scholek parafialnych. Taki koncert, z dobrym nagłośnieniem, światłami i żywym świadectwem robi robotę. Wtedy mogą dziać się cuda.
  3. Get together. To ostatni punkt programu. Próba jakiejś integracji. Typu ktoś z widowni wchodzi na scenę i śpiewa/gra coś z zespołem. Typu pytania do artystów/wspólnot/organizatorów. Przy odpowiednich możliwościach organizacyjnych można i na wspólną agapę się szarpnąć. Agapa – spotkanie towarzyskie bądź uczta po wspólnej Mszy świętej / Qulturalnym bierzmowaniu, służące umocnieniu więzi pomiędzy członkami wspólnoty wiernych.

Całość trwa około 2 godzin. Nie wierzę, że po czymś takim wszyscy wrócą do domu tacy sami.

Dlaczego o tym piszę? Bo sam stałem się redaktorem tej inicjatywy. Przede mną napisanie listu do Arcybiskupa i próba zarażenia ideą odpowiedzialnych duszpasterzy. Piszę ten tekst kilka dni po tym, jak wróciłem z Festiwalu Życia. Wciąż jestem naładowany. Jestem pełen wiary. Bo wiem, że Kościół miał, ma i będzie mieć Ducha. I że młodzi są Go dzisiaj wyjątkowo spragnieni.