Franciszek do Bartłomieja: wiele się od Ciebie nauczyłem i nadal uczę

List Franciszka jest bardzo osobisty. Podkreślił w nim nie tylko relacje międzyreligijne łączące go z Bartłomiejem, ale także więź, jaka połączyła go z patriarchą, już na początku papieskiej posługi, gdy przybył on do Rzymu na inaugurację pontyfikatu. Papież przyznał, że relacja ta z biegiem czasu przekształciła się w braterską przyjaźń, pielęgnowaną podczas licznych spotkań.
Zaznaczył, że podziela w pełni zrozumienie dla wspólnej odpowiedzialności duszpasterskiej, jaka łączy obu przywódców kościelnych, w obliczu pilnych wyzwań, przed którymi stoi dziś cała rodzina ludzka. „W szczególności zapewniam Cię o moim uznaniu dla Twojego zaangażowania w ochronę stworzenia i Twojego nauczania na ten temat, z którego wiele się nauczyłem i nadal uczę” – napisał Franciszek.

Ojciec Święty zaznaczył, że wraz z wybuchem pandemii i wynikającymi z niej poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, społecznymi i ekonomicznymi dla całej rodziny ludzkiej, świadectwo i nauczanie Bartłomieja o potrzebie duchowego nawrócenia ludzkości nabrało nieprzemijającej aktualności.

Podziękował także za nieustanne wskazywanie dialogu, jako jedynej możliwej drogi pojednania między wierzącymi w Chrystusa i przywrócenia pełnej komunii pomiędzy Kościołami. „Jest to droga, po której, z Bożą pomocą, z pewnością będziemy nadal razem kroczyć, gdyż bliskość i solidarność między naszymi Kościołami stanowią nieodzowny wkład w powszechne braterstwo i sprawiedliwość społeczną, których ludzkość dziś tak pilnie potrzebuje” – zakończył Ojciec Święty.

Źródło: vaticannews.va


Dwa miliony Polaków codziennie odmawia różaniec

Od czasów średniowiecza tę modlitwę kontemplacyjną Zachodu popularyzowali ojcowie dominikanie i franciszkanie, ale później praktycznie każda wspólnota zakonna. W średniowiecznych miastach powstawały Bractwa Różańcowe, modlili się na nim królowie, dowódcy, rzemieślnicy i chłopi. Na Jasnej Górze, która stała się centrum tej modlitwy, przechowywane są różańce Stefana Batorego, Jana III Sobieskiego, królowej Bony i innych. Wielkim impulsem w popularyzacji tej modlitwy było powstanie w 1610 r. Bractwa Różańcowego, które docierało ze swym przesłaniem do najdalszych krańców Rzeczpospolitej. Jasnogórskie sanktuarium jest wielkim propagatorem różańca, stąd płynęły słowa zachęty do jego odmawiania Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II.

Znana od stuleci modlitwa przeżyła niezwykły renesans w XIX w., gdy Paulina Jaricot (niebawem zostanie ogłoszona błogosławioną), córka lyońskiego przemysłowca, zaproponowała, by gromadzić osoby, które zobowiążą się codziennie odmawiać jedną z piętnastu tajemnic modlitwy. Tak powstały żywe róże, czyli piętnastoosobowe wspólnoty modlitwy i formacji, które zbierały także ofiary dla dynamicznie rozwijających się wówczas misji.

Polscy katolicy przejęli pomysł Pauliny Jaricot, w parafiach zaczęły powstawać róże (od wprowadzenia przez Jana Pawła II tajemnic światła są już dwudziestoosobowe) i właściwie jest to znak firmowy polskich parafii. – Nie ma parafii w Polsce, w której nie ma choć jednej, a przeważnie jest kilka róż różańcowych – mówił w wywiadzie ks. Szymon Mucha, do niedawna krajowy moderator Stowarzyszenia Żywego Różańca. Członkowie modlą się w intencji Kościoła, Papieża, misji, nawrócenia grzeszników i istotnych spraw społecznych i – rzecz jasna – osobistych. Nawet w nowych parafiach natychmiast powstają róże, które są najbardziej powszechnymi wspólnotami modlitwy w Polsce. – To potęga – mówił w wywiadzie ks. Mucha.

Na temat tej potęgi krążą stereotypy głoszące, że różaniec odmawiają, a właściwie bezmyślnie „klepią”, stare kościelne dewotki. „Różaniec – atakowany i wyszydzany, uważany za modlitwę prostaczków, daje moc duchową, ujawnia moc Słowa Bożego, egzorcyzmuje, prowadzi do głębi wiary” – pisał dominikanin o. Stanisław Przepierski, wielki propagator różańca. Gdyż przynależność do róży wiąże się z formacją, słuchaniem konferencji i wykładów z mariologii.

- Formację członkom zapewnia Stowarzyszenie Żywego Różańca, które ma zatwierdzony przez Komisję Episkopatu Polski statut – mówi w rozmowie z Family News Service metropolita częstochowski abp Wacław Depo, delegat KEP ds. Stowarzyszenia Żywego Różańca. – W każdej diecezji jest moderator diecezjalny, organizowane są pielgrzymki do sanktuariów maryjnych, odbyło się już dziewięć ogólnopolskich pielgrzymek na Jasną Górę. Pismem formacyjnym członków Żywego Różańca jest miesięcznik „Różaniec”, wydawany przez siostry loretanki z diecezji warszawsko-praskiej. W Gietrzwałdzie, gdzie Matka Boża prosiła dziewczynki o odmawianie tej modlitwy, co roku odbywają się rekolekcje dla zelatorów Żywego Różańca – dodaje metropolita częstochowski.

Co przyciąga wiernych do modlitwy różańcowej? – Trudne czasy, wierni czują, że jest to ratunek dla świata – mówi abp Depo. – A jest to dźwignia, która na ten świat rozlewa dobro – dodaje.

Źródło: KAI


„Spotkaliśmy Jezusa, więc głosimy” - 95. Światowy Dzień Misyjny

Podczas konferencji prasowej w Watykanie abp Giovanni Pietro Dal Toso zaznaczył, że tegoroczny Światowy Dzień Misyjny będzie okazją do przypomnienia postaci Pauliny Jaricot, założycielki Związku Lyońskiego, który stał się podstawą dzisiejszych Papieskich Dzieł Misyjnych. Jej beatyfikacja odbędzie się w Lyonie 22 maja. „Ta uroczystość ma przypomnieć o roli kobiet w Kościele i ogromnym wpływie jaką miały one na tę wspólnotę od samego początku” – powiedział przewodniczący Papieskich Dzieł Misyjnych.

„Paulina była wielką misjonarką. Liczne dzieła, które powołała miały na celu ewangelizację Francuzów i wsparcie misji w okresie silnej dechrystianizacji po rewolucji francuskiej. Zapoczątkowała prawdziwy ruch misyjny, który stał się bardzo popularny ze względu na swoją prostotę. Jej wkład w rozwój misji w XIX i XX wieku jest kluczowy, ponieważ jej dzieła angażowały zwykłych wiernych i uświadamiały im, że też są misjonarzami – powiedział abp Dal Toso. – Najpiękniejsze jest to, że nie mówimy jedynie o historii. W tym roku Papieskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary wsparło 893 okręgi kościelne na terenach misyjnych i zainwestowało ponad 10 mln dolarów w kształcenie katechistów. Papieskie Dzieło św. Piotra Apostoła sfinansowało kształcenie prawie 77 tys. seminarzystów, a w diecezji Caserta powstało nowe stowarzyszenie wiernych inspirowane charyzmatem Pauliny Jaricot”.

Papieskie Dzieła Misyjne w Polsce sfinansowały w tym roku 44 przedsięwzięcia w 6 krajach (Burundi, Demokratycznej Republice Konga, Liberii, Sierra Leone, Tadżykistanie i Tajwanie) na kwotę prawie 950 tys. dolarów. W zeszłym roku PDM w Polsce zebrały podczas Niedzieli Misyjnej prawie 700 tys. dolarów. Pieniądze trafiły później do Stolicy Apostolskiej i zostały przeznaczone na budowę kościołów, kaplic, domów parafialnych, a także formację katechistów, kapłanów i rozwój ewangelizacji medialnej. Aktualnie na misjach posługuje 1800 polskich misjonarzy i misjonarek w 99 krajach na 5 kontynentach.

Źródło: KAI


Dimitri Conejo Sanz / cathopic.com

Kościół katolicki na całym świecie wspomina dziś w liturgii św. Jana Pawła II

W czasie beatyfikacji bezpośredni następca papieża Wojtyły, który już w półtora miesiąca po śmierci swego poprzednika zezwolił, aby rozpocząć jego proces beatyfikacyjny, zapowiedział, że nowy błogosławiony będzie odbierał kult publiczny 22 października, czyli we wspomnienie rozpoczęcia jego pontyfikatu w 1978 r.

"Mocą naszej władzy apostolskiej zezwalamy, aby Czcigodnemu Słudze Bożemu, Janowi Pawłowi II, papieżowi przysługiwał tytuł błogosławionego i aby można było obchodzić jego święto w miejscach i w sposób ustanowiony przez prawo co roku 22 października" – powiedział Benedykt XVI, wygłaszając formułę beatyfikacyjną w Niedzielę Miłosierdzia Bożego 1 maja 2011.

Wiadomość ta zaskoczyła nieco wiele osób, gdyż w Kościele katolickim, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, obowiązuje zasada, że wspomnienie liturgiczne osoby wynoszonej na ołtarze jest zwykle dzień jej śmierci, czyli jej narodziny dla nieba. Nie jest to jednak reguła bezwyjątkowa i w pewnych ważnych wypadkach papież może uznać, że dzień śmierci nie jest najlepszym rozwiązaniem i wówczas wyznacza inny termin. Najczęściej chodzi o to, że danym dniu jest już wspomnienie liturgiczne innego ważnego świętego lub święto i aby nie dochodziło do nakładania się na siebie różnych istotnych rocznic czy wspomnień, wyznacza inny termin, ale w takiej czy innej formie związany z daną osobą.

Gdy na przykład św. Jan Paweł II ogłaszał 3 września 2000 na Placu św. Piotra pięciu nowych błogosławionych, w tym dwóch papieży: Piusa IX i Jana XXIII, postanowił, że wspomnieniem liturgicznym tego drugiego będzie 11 października, chociaż zmarł on 3 czerwca 1963. Ale w tym dniu Kościół wspomina pierwszych rodzimych męczenników z Czarnej Afryki – św. Karola Lwangę i jego 11 towarzyszy z Ugandy, toteż aby niknąć swego rodzaju „konkurencji” wśród świętych i nie stawiać wiernych przed dylematem, komu dać pierwszeństwo, papież Wojtyła postanowił, że Jan XXIII będzie odtąd wspominany 11 października – w dniu rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II, który zwołał i którego pierwszej sesji przewodniczył właśnie papież Giuseppe Roncalli.

W wypadku Jana Pawła II, który zmarł 2 kwietnia 2005, w wigilię ustanowionej przez siebie w całym Kościele Niedzieli Miłosierdzia, Benedykt XVI przypomniał, że bardzo często jest to czas Wielkiego Postu, nierzadko Wielkiego Tygodnia, co nie sprzyja uroczystej i radosnej atmosferze, w jakiej wspominano by tego papieża. Wybrał więc inne ważne wydarzenie, związane z jego postacią, a mianowicie dzień rozpoczęcia jego pontyfikatu w 1978.

Źródło: KAI


Czy Benedykt XVI nie ma już chęci do życia? Jest wręcz przeciwnie!

W liście kondolencyjnym do swojego byłego kolegi o. prof. Gerharda Winklera z opactwa Wilhering, Benedykt XVI napisał między innymi: „Teraz przybył w zaświaty, gdzie jestem pewien, że wielu przyjaciół już na niego czekało. Mam nadzieję, że wkrótce do nich dołączę.” List ten trafił w ostatnich dniach na pierwsze strony wielu gazet na całym świecie.

Stabilny, kryształowy, pełen humoru

Abp Gänswein podkreślił, że list „został napisany z miłością i pochodzi z serca”. Jednocześnie dodał, że papież senior oczywiście świadomie przygotowuje się na śmierć. „Sztuka dobrego umierania, to znaczy ars moriendi, jest częścią życia chrześcijańskiego. Papież Benedykt czyni to od wielu lat. A jednak jest on absolutnie pełen życia. Stabilny w swojej fizycznej słabości, kryształowo czysty w swojej głowie i obdarzony typowym bawarskim humorem” – powiedział arcybiskup.

Rzecznik metropolity Wiednia kard. Christopha Schönborna, Michael Prüller, w podobny sposób zinterpretował słowa papieża seniora w wiedeńskiej gazecie kościelnej „Der Sonntag”. „Rozumienie jego wypowiedzi jako tęsknoty za śmiercią byłoby nieporozumieniem” – stwierdził rzecznik diecezji.

Bóg decyduje

– To, że chrześcijanie z jednej strony gorąco wspierają życie np. poprzez szpitale, walkę z aborcją i eutanazją, odrzucenie kary śmierci i organizowanie „Tygodnia dla Życia”, a jednocześnie mówią o umieraniu jako o „zysku”, przygotowują się do „dobrej śmierci” i czczą męczenników, którzy woleli śmierć od życia, jest tylko pozornie paradoksalne”, wyjaśnił Prüller. Jego zdaniem „obie strony pasują do siebie i przynależą do siebie, gdy tylko w grę wchodzi Bóg, który powołał człowieka do istnienia z miłości i widzi sens każdego indywidualnego życia. Zgodnie z chrześcijańskim zrozumieniem, Bóg też decyduje, kiedy nasze życie się wypełni”.

O. Gerhard Winkler, który zmarł pod koniec września w wieku 91 lat, był cystersem z Wilhering i profesorem historii Kościoła na Uniwersytecie w Salzburgu w latach 1983-1999. Wcześniej od 1974 r. był profesorem na uniwersytecie w Ratyzbonie tak jak Joseph Ratzinger (1969-1977), późniejszy papież Benedykt XVI. W liście kondolencyjnym z 2 października, który opactwo Wilhering opublikowało na swojej stronie internetowej, papież senior, który w 2013 r. zrezygnował z papieskiego urzędu, napisał: „Spośród wszystkich kolegów i przyjaciół był mi najbliższy. Jego pogoda ducha i głęboka wiara zawsze mnie ujmowały. Teraz przybył w zaświaty, gdzie jestem pewien, że wielu przyjaciół już na niego czekało. Mam nadzieję, że wkrótce do nich dołączę”.

Źródło: misyjne.pl


Miecz z czasów wypraw krzyżowych znaleziony w pobliżu góry Karmel

Mieszkaniec wsi Atlit, Shlomi Katzin, podczas nurkowania zobaczył szczątki bardzo starych przedmiotów, w tym fragmenty ceramiki, oraz dobrze zachowane inkrustowane ostrze. Według słów Nira Distelfelda, przedstawiciela Urzędu Starożytności Izraela (IAA), miecz znajduje się w znakomitym stanie, stanowi rzadkie znalezisko i bez żadnych wątpliwości należał do jednego z krzyżowców.

Wyprawy krzyżowe do Ziemi Świętej miały miejsce w latach 1096-1270 w celu wyzwolenia miejsc ważnych dla chrześcijan spod władzy muzułmanów. Odbyło się łącznie siedem krucjat, w których wyniku powstało na Bliskim Wschodzie kilka chrześcijańskich królestw. Ostatecznie jednak nie udało się krzyżowcom utrzymać Ziemi Świętej, która pozostała pod panowaniem państw muzułmańskich.

https://twitter.com/Jerusalem_Post/status/1450232528292491272?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ct

Źródło: misyjne.pl


Photo by Ashwin Vaswani on Unsplash

Franciszek; wolność rodzi się z miłości Boga i rozwija w miłosierdziu

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Na początku audiencji Papież nawiązał do niepełnosprawnego chłopcy, który podszedł do niego w auli Pawła VI i usiadł na krześle przygotowanym dla jednego z bliskich współpracowników Ojca Świętego.

W tych dniach mówimy o wolności wiary, wsłuchując się w list do Galatów. Ale przyszło mi na myśl, to co Jezus powiedział o spontaniczności i wolności dzieci, kiedy to dziecko swobodnie podeszło i poruszało się tak, jakby było u siebie w domu. Jezus mówi nam, że jeśli nie staniecie się jak dzieci, to nie wejdziecie królestwa Niebieskiego. Trzeba odwagi, aby zbliżyć się do Pana, aby być otwartym na Pana, nie bać się Pana. Dziękuję temu dziecku za lekcję, jakie udzieliło nam wszystkim, i niech Pan pomoże jemu w jego rozwoju, pomimo ograniczeń, ponieważ dał to świadectwo, które pochodziło z serca. Dzieci nie mają automatycznego tłumacza z serca do życia. Serce idzie naprzód. Dziękuję.

Apostoł Paweł Listem do Galatów stopniowo wprowadza nas w wielką nowość wiary. Jest to rzeczywiście wielka nowość, ponieważ nie tylko odnawia jedynie jakiś aspekt życia, ale wprowadza nas w to „nowe życie”, które otrzymaliśmy wraz ze Chrztem świętym. To właśnie tam zstąpił na nas największy dar, jakim jest bycie dziećmi Bożymi. Odrodzeni w Chrystusie, przeszliśmy od religijności opartej na nakazach, do żywej wiary, której centrum stanowi komunia z Bogiem i z braćmi, czyli miłosierdzie. Przeszliśmy od niewoli lęku i grzechu do wolności dzieci Bożych. Po raz kolejny pojawia się słowo: wolność.

Spróbujemy dziś lepiej zrozumieć, w czym Apostoł widzi sedno tej wolności. Paweł potwierdza, że jest ona czymś całkowicie odmiennym jak „zachętą do hołdowania ciału” (Ga 5, 13): znaczy to, że wolność nie jest życiem libertyńskim, według ciała, instynktu, indywidualnych zachcianek i popędów egoistycznych. Przeciwnie, wolność Jezusowa prowadzi nas do tego byśmy – jak pisze Apostoł – „służyli sobie wzajemnie” (tamże). Ale jest to niewolnictwo! – powie ktoś. Tak wolność w Chrystusie ma pewien wymiar niewolnictwa, który skłania nas do służenia, aby żyć dla innych. Innymi słowy prawdziwa wolność wyraża się w pełni w miłości. Po raz kolejny stajemy wobec paradoksu Ewangelii: jesteśmy wolni, gdy służymy, a nie wtedy, gdy czynimy to, na co mamy ochotę, jesteśmy wolni służąc innym; odnajdujemy się w pełni, gdy dajemy siebie, gdy mamy odwagę dawania siebie; posiadamy życie, jeśli je tracimy (por. Mk 8, 35). To jest czysta Ewangelia.

Ale jak można wyjaśnić ten paradoks, bo to jest paradoksem? Odpowiedź Apostoła jest równie prosta, co wymagająca: „będąc ożywieni miłością” (por. Ga 5, 13), nie ma wolności bez miłości. Wolność egoistyczna, czynienie tego, co chcę, nie jest wolnością, ponieważ zwraca się ku samym sobie, nie jest owocna. To miłość Chrystusa nas wyzwoliła i to miłość nadal wyzwala nas z najgorszej niewoli, jaką jest niewola naszego ego. Zatem wolność wzrasta wraz z miłością. Ale zwróćmy uwagę: nie intymną miłością rodem z opery mydlanej, nie namiętnością, która szuka jedynie tego, co nam odpowiada i co nam się podoba, lecz miłością, którą widzimy w Chrystusie, jest miłosierdziem: to jest miłość, która jest naprawdę wolna i wyzwalająca. Jest to miłość, która jaśnieje w bezinteresownej służbie, na wzór Jezusa, który umywa nogi swoim uczniom i mówi: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J 13,15). Jest to służenie jedni drugim.

Dla Pawła wolność nie jest więc „czynieniem tego, co się żywnie podoba”. Tego rodzaju wolność, bez celu i bez odniesień, byłaby pustą wolnością, wolnością rodem z cyrku. Pozostawia bowiem pustkę we wnętrzu: ileż to razy, gdy kierujemy się jedynie instynktem, uświadamiamy sobie, że zostaliśmy z wielką pustką w środku, i że źle użyliśmy skarbu naszej wolności, piękna możliwości wyboru prawdziwego dobra dla siebie i dla innych. Prawdziwa wolność zawsze nas wyzwala, natomiast kiedy czynimy to, co chcemy i lubimy, w ostateczności pozostajemy ludźmi pustymi. Tylko ta wolność jest pełna, konkretna i włącza nas w prawdziwe życie każdego dnia.

W innym liście, pierwszym do Koryntian, Apostoł odpowiada tym, którzy mają błędne pojęcie o wolności. Mówią oni „Wszystko jest dozwolone, można robić wszystko!” – ale jest to idea błędna. „Tak, ale nie wszystko jest korzystne” - odpowiada Paweł. „Wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. Niech nikt nie szuka własnego dobra, lecz dobra bliźniego!” (1 Kor 10, 23-24). Jest to reguła pozwalająca zdemaskować wszelką wolność egoistyczną. Tym, którzy chcieliby ograniczyć wolność jedynie do własnych upodobań, Paweł przedstawia potrzebę miłości. Wolność kierowana miłością jest jedyną, która wyzwala innych i nas samych, która umie słuchać bez narzucania, która umie kochać nie zmuszając, która buduje, a nie niszczy, która nie wykorzystuje innych dla własnej wygody i czyni im dobro, nie szukając własnej korzyści. Krótko mówiąc, jeśli wolność nie służy dobru – a to jest sprawdzianem_ , grozi jej, że stanie się bezpłodna i nie przyniesie owoców. Natomiast wolność ożywiona miłością prowadzi ku ubogim, rozpoznając w ich twarzach oblicze Chrystusa. Dlatego służba jedni drugim pozwala Pawłowi, piszącemu do Galatów, poczynić uwagę, która nie jest bynajmniej drugorzędna: mówiąc o wolności, jaką pozostali Apostołowie dali mu w ewangelizowaniu, podkreśla, że zalecili mu tylko jedno: aby pamiętał o ubogich (por. Ga 2, 10). Ciekawe, że kiedy po tej ideologicznej walce Paweł i apostołowie doszli do porozumienia, powiedzieli „idź dalej, ale nie zapominaj o ubogich”, czyli że twoja wolność jako głosiciela jest wolnością służenia innym, a nie samemu sobie, żeby czynić to, co się tobie podoba.

Wiemy jednak, że jedną z najbardziej rozpowszechnionych współczesnych koncepcji wolności jest następująca: „moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się twoja”. Ale tutaj brakuje relacji! Jest to wizja indywidualistyczna. Natomiast ci, którzy otrzymali dar wyzwolenia dokonanego przez Jezusa, nie mogą myśleć, że wolność polega na trzymaniu się z dala od innych, uważając ich za utrapienie; nie mogą widzieć człowieka jako zamkniętego w sobie, lecz zawsze włączonego w jakąś wspólnotę. Wymiar społeczny jest dla chrześcijan fundamentalny, pozwala im patrzeć na dobro wspólne, a nie na interes prywatny.

Szczególnie w tym momencie dziejowym musimy na nowo odkryć wspólnotowy, a nie indywidualistyczny wymiar wolności: pandemia nauczyła nas, że potrzebujemy siebie nawzajem, ale nie wystarczy o tym wiedzieć, musimy to konkretnie wybierać każdego dnia, postanowić iść tą drogą. Mówimy i wierzymy, że inni nie są przeszkodą dla mojej wolności, ale możliwością jej pełnego urzeczywistnienia. Ponieważ nasza wolność rodzi się z miłości Boga i wzrasta w miłosierdziu. Dziękuję.

KAI / tłum. o. Stanisław Tasiemski OP (KAI) / Watykan


Ks. Jan Zieja: „Kilka myśli co nie nowe”

1. Ponad wszystko czcij „w duchu i w prawdzie” Boga, Stwórcę wszechświata, i „którego On posłał” – Jezusa Chrystusa. Jego wolę spełniając, czcij Go przede wszystkim w człowieku każdym, służąc mu chętnie i pomagając do wszechstronnego rozwoju i osiągania coraz piękniejszych kształtów ludzkiej osobowości.

2. Co dzień czytaj i rozważaj świętą Ewangelię Jezusa Chrystusa. Z tą książką nie rozstawaj się nawet w podróży.

3. Całym swym człowieczeństwem przyjmuj z radością i wdzięcznością wszystkie dary Boże, zgodnie z wolą ich Dawcy, ale też bądź gotów oddać nawet wszystko, coś otrzymał, jeżeli tego zażąda miłość do Boga i do człowieka.

4. Cierpienie wszelkie – od siebie i od innych oddalaj; a gdybyś ich oddalić nie mógł, to je przezwyciężaj, przyjmując je i prosząc Boga o złączenie ich z najczystszą Ofiarą Jezusa Chrystusa na krzyżu za zbawienie wszystkich ludzi.

5. Nigdy nikogo (niewinnego czy nawet „winnego”) nie chciej zabijać, ani z własnej woli ani na rozkaz jakiegoś człowieka, choćby najwyżej postawionego w społeczności ludzkiej.

6. Przyjrzyj się dobrze życiu swojej parafii i dokładaj wszelkich starań, żeby się stawała drugą po rodzinie społecznością, w której z wiary religijnej rozwija się miłość społeczna, wspierana chrześcijańską nadzieją.

7. Za wiarę w Boga, za prawdę i sprawiedliwość, za wierność Jezusowi Chrystusowi i Jego Ewangelii – bądź gotów nawet cierpieć prześladowanie (szyderstwa bezbożnych lub głupców, kary pieniężne, areszt, pozbawienie pracy, więzienie lub śmierć).

KAI / gie / Warszawa


Papież: dążenie do prestiżu może stać się chorobą duszy

Papież nawiązał do dzisiejszego fragmentu Ewangelii, opowiadającego o Jakubie i Janie, którzy proszą Jezusa, aby mogli w Królestwie Niebieskim zasiąść razem z Nim w chwale. Jezus tłumaczy im, że prawdziwej chwały nie zdobywa się wywyższając się nad innych, ale służąc im.

Nie wynoś się nad innych, zacznij służyć

„Dążenie do osobistego prestiżu może stać się chorobą ducha, kryjącą się nawet za dobrymi intencjami; na przykład wtedy, gdy za dobrem, które czynimy i głosimy, tak naprawdę kryje się szukanie tylko siebie i własnej afirmacji. Dlatego zawsze trzeba weryfikować prawdziwe zamiary serca, zadawać sobie pytanie: «Dlaczego wykonuję tę pracę, tę odpowiedzialność? Aby usłużyć czy też, aby być zauważonym, chwalonym i zyskiwać komplementy?» Widzimy to również w Kościele. Ileż to razy my, chrześcijanie, którzy powinniśmy być sługami, próbujemy robić kariery – powiedział Papież. – Tej światowej logice Jezus przeciwstawia swoją własną: zamiast wynosić się ponad innych, zejdź z piedestału, aby im służyć; zamiast wynosić się ponad innych, zanurz się w życiu innych.“

Franciszek zachęcił do wpatrywania się w Chrystusa, poznawania Go. Wówczas dostrzeżemy boży plan działania w historii, a także nie zapomnimy o biednych i potrzebujących, których po pandemii jest jeszcze więcej. „Czy myślimy ze współczuciem o głodnych? Ci biedacy to nie statystyka, to ludzie” – powiedział Papież.

Wejście w mentalność służby wymaga zaangażowania

„Widzimy, że On nie pozostał wysoko w niebie, patrząc na nas z góry, ale uniżył się, aby umyć nam nogi. Bóg jest miłością, a miłość jest pokorna, nie wynosi się, lecz zstępuje w dół, jak deszcz, który spada na ziemię i przynosi życie. W jaki sposób możemy pójść w tym samym kierunku, co Jezus, jak możemy przejść od mentalności prestiżu do mentalności służby? – pytał Papież. – Wymaga to zaangażowania, ale to nie wystarczy. Mamy jednak w sobie siłę, która nam pomaga. Chodzi o chrzest, o zanurzenie w Jezusie, które już otrzymaliśmy przez łaskę i które kieruje nami, popycha nas do naśladowania Go, nie szukania własnego interesu, lecz oddania się na Jego służbę. To łaska, to ogień, który Duch Święty zapalił w nas i który musi być podsycany.“

Źródło: vaticannews.va | Łukasz Sośniak SJ