Photo by James Coleman on Unsplash
31 maja| Wiadomości

Chrześcijaństwo w USA się zmienia? Szukają czegoś więcej…

Na łamach dziennika „The New York Times” ukazał się obszerny artykuł nt. „Przyszłości chrześcijaństwa” (w Stanach Zjednoczonych). Jego autorka – […]

Na łamach dziennika „The New York Times” ukazał się obszerny artykuł nt. „Przyszłości chrześcijaństwa” (w Stanach Zjednoczonych). Jego autorka – Tara Isabella Burton, anglikanka, badaczka trendów religijnych we współczesnej kulturze amerykańskiej – oparła swe uwagi w znacznym stopniu na śledzeniu przekazów wideo obrzędów religijnych w warunkach obecnej pandemii.

Na początku podzieliła się spostrzeżeniami z własnego mieszkania. Uczestniczyła ona w transmitowanej przez internet Mszy św., sprawowanej w anglikańskim kościele św. Ignacego Antiocheńskiego w Nowym Jorku. Z powodu braku chóru kościelnego organista oparł się na mszy gregorianskiej, sugerując wiernym sięgnięcie po XI-wieczny śpiewnik liturgiczny Liber Usualis.

Z kolei w Wielką Sobotę o północy oboje z mężem zapalili w mieszkaniu świece i wysłuchali słów hymnu Exultet: ”Prosimy Cie, Panie, niech ta świeca poświęcona na chwałę Twojego Imienia nieustannie płonie, aby rozproszyć mrok tej nocy”. Słowa te, jak pisze, nabrały zupełnie nowego znaczenia, gdy za oknem słychać było syreny karetek odwożących do szpitali kolejne osoby zarażone koronawirusem.

Burton pisze o powrocie do głębszych, mistycznych, „prawdziwych” korzeni religijnych, widocznym obecnie w całej amerykańskiej kulturze religijnej, zwłaszcza w anglikanizmie i luteranizmie.

Jako przyczynę tego zwrotu podaje ona „rozwodnienienie” nadprzyrodzonych elementów wiary: brak wiary w cuda, a nawet w Zmartwychwstanie Chrystusa w tych Kościołach. Dziś odkrywają one, że np. starożytna teologia może lepiej odpowiedzieć na współczesne problemy niż każda ze współczesnych prób ich rozwiązania.

W Ameryce mówi się już od dawna o „pełzającym sekularyzmie” lub o „kulturze postchrześcijańskiej”, co potwierdzają statystyki. Obecnie 43 proc. Amerykanów uważa się za protestantów, podczas gdy 13 lat temu wskaźnik ten wynosił 51 proc. W tym czasie zmalała też liczba katolików o 4 proc. – do 20 proc. Zaczęła natomiast wzrastać liczba osób „nie związanych z jakąkolwiek religią”: dziś uważa tak 1/4 dorosłych Amerykanów – o 16 proc. więcej niż w 2007 r.

Ponadto pojawiła się kategoria chrześcijan „bożonarodzenio-weilkanocnych”, którzy przestali chodzić na niedzielne msze i nabożeństwa. Obecnie regularnie uczestniczy w nich 40 proc. katolików i 1/3 protestantów. O zawarcie ślubu kościelnego zabiega obecnie 22 proc. Amerykanów, a więc o 41 proc. mniej niż w 2009. A naukowcy z Harvard Divinity School: Caspar ter Kuile, Angela Thurson I Sue Philips stwierdzili, że tradycyjne elementy życia religijnego: wspólnota, rytuał i intencje nabożeństw przestały być wzajemnie spójne (unboundled) dla wielu ludzi.

W tym kontekście autorka artykułu w dzienniku nowojorskim postawiła odważną tezę, że te sekularystyczne trendy mogą się zmieniać, choć w bardzo osobliwy, nie zawsze przewidywalny wcześniej sposób.

Na przykład to prawda, że powoli zmniejsza się liczba katolików amerykańskich uczęszczających na niedzielne Msze św., ale prawdą jest także to, że rośnie liczba uczestników Mszy łacińskich. Tendencję tę można było zresztą za