#13DniRadości, czyli diakon w akcji z niepełnosprawnymi
Stowarzyszenie na Rzecz Niepełnosprawnych SPES organizuje każdego roku “#13DniRadości” – letnie, dwutygodniowe wakacje z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Co roku […]
Stowarzyszenie na Rzecz Niepełnosprawnych SPES organizuje każdego roku “#13DniRadości” – letnie, dwutygodniowe wakacje z osobami z niepełnosprawnością intelektualną. Co roku też poszukuje wolontariuszy, którzy towarzyszą uczestnikom wypoczynku w Kuraszkowie na Pogórzu Trzebnickim. Jednym z wolontariuszy był diakon Jakub Wandzich OMI:
Jako asystent Seweryna i Tomka spędziłem w Kuraszkowie wyjątkowe 13 dni. Poznałem wspaniałych uczestników i asystentów. Ale przede wszystkim, dając tak niewiele, swój czas i samego siebie, otrzymałem o wiele, wiele więcej.
Publikujemy świadectwo dk. Jakuba z oblaci.pl.
Diakon Jakub Wandzich OMI
Trudno mi było zabrać się za napisanie tego tekstu. Piszę go po prawie pół roku. Część wspomnień już się zamazuje. Ale nie dziwię się. To było 13 naprawdę intensywnych dni, w czasie których tak wiele się działo. Udział w obozie Stowarzyszenia SPES w Kuraszkowie był dla mnie bardzo cennym doświadczeniem.
Tak naprawdę trafiłem tam przypadkiem. W połowie czerwca mój przełożony powiedział mi, że część wakacyjnych praktyk spędzę z niepełnosprawnymi intelektualnie. To było dla mnie zupełnie nowe, nieznane doświadczenie. Nie mogę powiedzieć, że jechałem tam bez lęku i obaw. Ale teraz, po pół roku, jestem głęboko wdzięczny za ten czas. Nauczyłem się wielu nowych rzeczy. Jako asystent Seweryna i Tomka spędziłem w Kuraszkowie wyjątkowe 13 dni. Poznałem wspaniałych uczestników i asystentów. Ale przede wszystkim, dając tak niewiele, swój czas i samego siebie, otrzymałem o wiele, wiele więcej.
Moje oblackie życie nie ma polegać na zamknięciu w domu zakonnym, ale na byciu dostępnym – dla każdego.
Co mi, zakonnikowi i kandydatowi do kapłaństwa, dał ten obóz?
Po pierwsze, pokazał mi, że moje powołanie, bycie Misjonarzem Oblatem Maryi Niepokalanej, nie czyni mnie kimś wyjątkowym. Jako oblat jestem taki jak inni. Powołanie nie sprawia, że jestem kimś lepszym – lepszym chrześcijaninem, lepszym asystentem dla uczestnika obozu… Jako zakonnik żyję wśród ludzi, których życiowe drogi są różne. Moje powołanie nie może mnie od nich oddzielać, ale pozwalać mi jeszcze bardziej ich dostrzegać, bo to do nich jestem posłany.
Na obozie, jako zakonnik, byłem przede wszystkim asystentem Seweryna i Tomka. I to bardzo mocno pokazało mi i dało do zrozumienia, że moja zakonna konsekracja, na co dzień, jest właśnie takim asystowaniem. Byciem z innymi w codzienności. Moje oblackie życie nie ma polegać na zamknięciu w domu zakonnym, ale na byciu dostępnym – dla każdego. W czasie obozu nie byłem asystentem tylko w wyznaczonych godzinach, ale cały czas, 24 godziny, przez 13 dni. Tak samo w mojej codzienności – jestem cały czas zakonnikiem.
Za co jestem wdzięczny?
Kiedy myślę o obozie w Kuraszkowie, moim pierwszym skojarzeniem jest słowo wdzięczność. Nie tylko za ten wspaniały czas i za tych wszystkich, których tam spotkałem. Ale za wiele rzeczy w moim życiu. Właśnie tego, przez 13 dni obozu, uczyłem się głównie od uczestników. Wdzięczności. Wdzięczności za to co mam. Za to, kim jestem. Za to, kogo spotykam na swojej drodze życia. Za to wszystko, czym nieustannie obdarza mnie Bóg. Ale też, albo przede wszystkim, za te małe rzeczy, które nadają mojemu życiu smak i wypełniają każdy mój dzień, a których tak często nie dostrzegam.
Jedno z wielu moich obozowych odkryć: nie traktuj wszystkiego tak poważnie! Obóz nauczył mnie, żeby podchodzić do życia z większym dystansem. Żeby skupić się na codzienności i przeżywać ją – być tam, gdzie jestem, skupiać się właśnie na tym. I chyba to jest dla mnie główna nauka z obozu: po prostu być. Nic więcej.
Uczestnicy, którym asystowałem, Seweryn i Tomek, w pierwszej kolejności uczyli mnie spontaniczności. Przychodząc z dobrze zorganizowanego i regularnego świata, na obozie musiałem zmienić swój sposób patrzenia na ich świat. Musiałem postawić na większą swobodę. Uznać, że nie mogę w życiu zaplanować wszystkiego, że nie mam nad wszystkim kontroli, że wiele rzeczy nie zależy ode mnie. Tomek i Seweryn uczyli mnie cieszyć się chwilą, bycia tu i teraz, robienia tego, co do mnie należy oraz… nie przejmowania się wieloma sprawami i swobodniejszego pochodzenia do regulaminów czy planów. I jestem im za to głęboko wdzięczny!
Mógłbym wymieniać tak wiele spraw.
Na koniec jeszcze jedno z wielu moich obozowych odkryć: nie traktuj wszystkiego tak poważnie! Obóz nauczył mnie, żeby podchodzić do życia z większym dystansem. Żeby skupić się na codzienności i przeżywać ją – być tam, gdzie jestem, skupiać się właśnie na tym. I chyba to jest dla mnie główna nauka z obozu: po prostu być. Nic więcej. Dać swój czas i samego siebie. W



