Photo by Morning Brew on Unsplash
10 lipca| Wiadomości

Twój wybór. Twoja sprawa? Poradnik wyborczy 2020

Nie. Nie będziemy agitować politycznie. Zadaniem Kościoła jest nieść Dobrą Nowinę, a nie obietnice wyborcze. Ale owszem, zachęcamy do pójścia […]

Nie. Nie będziemy agitować politycznie. Zadaniem Kościoła jest nieść Dobrą Nowinę, a nie obietnice wyborcze. Ale owszem, zachęcamy do pójścia na wybory prezydenckie w najbliższą niedzielę. To nasz patriotyczny i obywatelski obowiązek. Może powiesz „jaki mam wpływ na rządy w Polsce?”. Bardzo dobre pytanie!

Każda opcja polityczna ma swoich zwolenników i przeciwników. Na szachownicy ustawiają się pionki, „szarzy obywatele” walczący w mediach społecznościowych o poparcie dla swojego kandydata, a także figury szachowe jak duże media, wpływowe osoby czy instytucje. Nawet media katolickie wypowiadają się niby to w białych rękawiczkach, że nie proponują żadnej z opcji, ale przedstawiają światopoglądowe wypowiedzi kandydatów do samodzielnej oceny. Nie nam oceniać, czy granica jest już tu przekroczona, bo stawka jest wysoka i każdy powinien to rozeznać w sumieniu. Niemniej, walka się toczy.

No właśnie, walka. „Wygramy tę walkę” – to hasło akurat już jednego z pokonanych w pierwszej turze kandydatów na prezydenta RP. I rzeczywiście, kampania wyborcza bardziej przypomina wojnę niż debatę. Ostre zagrania, manipulacja, kłamstwa… Kogo to dziś dziwi? Jesteśmy już na to zobojętniali? Może się nam tak wydaje, ale jednak nastroje społeczne wskazują na coś innego. Jesteśmy bardzo podzieleni i skonfliktowani. „Dziel i rządź” – tak brzmiała już strategia Imperium Rzymskiego na podbitych terenach, a dziś stosowana jest równie skutecznie, co dawniej.

Jałowe ruchy na szachownicy

W naszej redakcji nie mamy dostępu do zaawansowanych badań opinii publicznej i ciężko orzec czy te przepychanki między zwolennikami różnych opcji rzeczywiście dają efekty przekładające się na konkretne głosy. Jednak patrząc na sam dół piramidy społecznej, zaglądając wgłąb podstawowych komórek społecznych jak rodzina i obserwując rozmowy znajomych, kolegów, rówieśników można wyciągnąć ciekawy wniosek. Każdy ma już swoje zdanie. Nie zgadzasz się? To odpowiedz szczerze, ile znasz osób, które zmieniło swoje preferencje wyborcze pod wpływem nawałnicy przeciwnych komentarzy w sieci? Nie słuchamy, ale sami wypluwamy swoje argumenty. Ciągle walczymy ze sobą, przepychamy się i próbujemy przekonać do swoich racji. Jaki jest tego efekt? Na pewno żaden merytoryczny, bo tylko każdy okopuje się bardziej w dołku swoich poglądów i nie ustępuje pola. Za to front ozdobiony jest coraz mocniej wybuchami, kraterami, rozbryzgującą ziemią i krwią z ran po odpryskach z hejtowych moździerzy.

Wychodzi więc na to, że efektem wojny jest… wojna! Nikt nie zdobywa nowego terytorium. Nikt nie osiąga strategicznych celów i surowców. Wynikiem walki jest krew i śmierć. Po co zatem walczymy? Nikt już nie pamięta, bo trwa to tak długo. O to właśnie chodziło politykom. Jesteśmy ofiarami społecznych intryg. Rządzący doskonale kierują tym pozornym chaosem, ale poszkodowanymi jesteśmy my, obywatele.

Nie chodzi o to, że każdy polityk jest taki sam i że nie reprezentują bardziej lub mniej zbliżonych stanowisk do wizji chrześcijańskiej. Jasne, trzeba oprzeć się na jakichś wiadomościach, być świadomym, myśleć logicznie, znać historię i podejmować decyzje zgodne z sumieniem. Ale na walce, którą wzmagamy, tracimy najbardziej my sami.

Photo by Maria Lysenko on Unsplash
Photo by Maria Lysenko on Unsplash

Co można zrobić? Poradnik wyborczy 2020

Jest kil