Pixabay
16 lutego| Artykuły

Co to jest antynatalizm

Antynatalizm to filozoficzne stanowisko zakładające, że prokreacja jest moralnie zła, ponieważ zmusza człowieka do życia w świecie pełnym cierpienia. I to bez jego zgody. Miały miejsce pozwy, w których dzieci oskarżały rodziców o powołanie do życia bez ich zgody.

Raphael Samuel chce postawić swoich rodziców przed sądem za to, że powołali go do życia bez jego zgody. To nie żart.

Jeśli Raphael przyjdzie do mnie z racjonalnymi argumentami udowadniając, że mogliśmy uzyskać jego zgodę na narodziny, to przyznam się do winy. Cieszę się, że mój syn wyrósł na niezależnie myślącego i odważnego młodego mężczyznę – powiedziała matka mężczyzny, Kavita Karnad Samuel.

Dlaczego mnie urodziłaś?

Pojęcie antynatalizmu jest stare niemal jak świat. Już w starożytnej Grecji przebąkiwano, że lepiej byłoby się nie urodzić. Buddyści natomiast uważają że nie zdając sobie sprawy z cierpienia, z którym związane jest życie, człowiek płodzi dzieci i co za tym idzie, staje się przyczyną starości i śmierci. Jeśli tylko zda sobie sprawę z tego, jakie cierpienie może spowodować poprzez ten swój czyn, powstrzyma się od prokreacji; w ten właśnie sposób położy kres starzeniu się i umieraniu. Enkratycy zorientowali się, że narodziny prowadzą do śmierci. Cóż za spostrzegawczość. Uznali, że jedynym sposobem pokonania śmierci jest rezygnacja z prokreacji, by nie dostarczać śmierci nowego żeru.

Jak się uprzeć, to i w Biblii można znaleźć antynatalistyczne wersety. Na przykład ten: Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. Mt 26,24

Filozof Peter Wessel Zapffe uważa, że człowiek dostał więcej niż jest w stanie unieść. Jako jedyny gatunek na ziemi żyjemy ze świadomością, że zmierzamy do śmierci. Potrafimy analizować przeszłość i przyszłość. Dostrzegamy swoją kruchość i nieistotność w kosmosie. Dotyka nas cierpienie miliardów ludzi. Pragniemy sprawiedliwości i dobra w świecie, w którym nie jesteśmy w stanie tych rzeczy zagwarantować. To wszystko sprawia, że życie postrzegamy jako tragedię.

Nawet jeśli teraz jest nam dobrze, to po pierwsze: już za chwilę może nam być źle, po drugie: komuś obok jest źle, a to znaczy, że nasze szczęście jest niepełne. Mamy potrzeby duchowe i fizyczne, które do końca nigdy nie będą zaspokojone. Cała nasza egzystencja jest splątana siecią mechanizmów ochronnych i oklepanych schematów zachowań. Dlaczego? Po to by uciec przed świadomością bezsensu istnienia. Zdaniem Zapffego ludzkość powinna przestać się oszukiwać i zakończyć swoje istnienie przez powstrzymanie od prokreacji. Proste. Kolejne ważne nazwisko w tej dyskusji: Julio Cabrera, argentyński profesor filozofii. Dla niego prokreacja to krzywdząca manipulacja. To bezprawne umieszczenie człowieka w bolesnej i krzywdzącej dla niego sytuacji. Uważa, że istota ludzka jest nie tyle zła, co niezdolna sprostać wymaganiom, jakie stawia jej życie. Krótko mówiąc, dla Cabrery narodziny są tak samo złe i bezsensowne jak śmierć, ponieważ to pierwsze jest zapowiedzą nieuchronności tego drugiego. Co tam dalej mamy? Kant. Zgodnie z jego imperatywem praktycznym człowiek nie powinien być nigdy wykorzystywany jedynie jako środek do celu, lecz zawsze powinien być celem samym w sobie. Ten imperatyw ma wiele wspólnego z duchem antynatalistycznym. Bo? Bo niemożliwe jest stworzenie człowieka dla jego własnego dobra. A jedynie dla dobra innych. Np. dla szczęścia rodziców, dla społeczeństwa, państwa, korporacji itd.

Brak zgody na poczęcie

Niemożność uzyskania zgody na życie jest jednym z mocniejszych argumentów antynatalistów. Powołanie do istnienia to poważna decyzja. Odpowiedzialny rodzic nie wpuści dziecka samego np. do dżungli. Nawet jeśli istnieje szansa, że przemierzy ją całą bezpiecznie i przyjemnie, to ryzyko spotkania groźnego zwierzęcia powstrzymuje rodzica przed taką decyzją. Trochę tak myślą antynataliści. Skoro istnieje ryzyko cierpienia (a istnieje, i to spore), to nie ma sensu rodzić.

Można pójść dalej w takim myśleniu i wyjść poza cierpienie na tym świecie. Jeśli istnieje ryzyko, że moje dziecko pójdzie do piekła (a istnieje), to lepiej żeby się nie narodziło w ogóle. Piekło bowiem to cierpienie tak nieskończenie wielkie, że lepiej by człowiek nie zaistniał wcale, niż żył z widmem dostania się do niego. Oczywiście istnieje też ryzyko, że takiego nie zaistniałego człowieka ominie nieskończenie wielkie szczęście jakim jest niebo. Ale zgodnie z logiką antynatalistów, nie jest złem pozbawienie dobra kogoś, kto nie istnieje. Niejaki Marc Larock snuje takie wnioski:

Wszyscy zostaliśmy powołani do istnienia bez naszej zgody i podczas swoich żyć poznajemy różne rodzaje dobra. Niestety, istnieje limit dobra, które możemy uzyskać żyjąc. Ostatecznie każdy z nas umrze i zostanie na zawsze odcięty od możliwości doświadczania jakiegokolwiek przyszłego dobra. Istnienie widziane w ten sposób jawi się jako okrutny żart.

Hmmm, to trochę jak w piosence VOX: Los cię w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał, bo nadzieję dając ci fałszywy klejnot dał. Idźmy dalej.

Argumenty uzasadniające antynatalizm

Benatar, jeden z największych doliniarzy antynatalizmu zadał sobie trud i w liczbach zamknął tajemnicę globalnego cierpienia. Przytaczam, bo zwala z nóg:

  • ponad 15 milionów ludzi umarło w wyniku klęsk żywiołowych w ostatnim tysiącleciu,
  • około 20 0