youtube.com
9 października| Wiadomości

Nie ma trzeciej strony medalu. To pocieszające. W tle Wiedźmin i Gwiezdne Wojny

We współczesnym świecie coraz częściej słyszymy, że życie nie jest tylko czarno-białe, że sporo w nim pośrednich odcieni szarości. Nasze […]

We współczesnym świecie coraz częściej słyszymy, że życie nie jest tylko czarno-białe, że sporo w nim pośrednich odcieni szarości. Nasze decyzje nie są jednoznaczne, a motywacje należy interpretować bardzo szeroko. Filmy, kultura, a nawet gry komputerowe nie interesują się już jasno określonymi moralnie bohaterami, bo to nudne. Skonfliktowana wewnętrznie postać – to dziś nas interesuje.

Wiedźmin, Geralt z Rivii, dobry chłop, ale pecha ma strasznego. Ciągle znajduje się w sytuacjach, gdzie do wyboru ma dwie opcje: złą i złą. Wszystko co robi, przynosi jakieś dziwne rezultaty. Nawet ratowanie jednego człowieka sprawia, że w innym miejscu woda na tafli jeziora się marszczy i ktoś inny obrywa rykoszetem jego konsekwencji. Z tymi samymi problemami Geralt boryka się zarówno w książkach Sapkowskiego jak i serii gier wideo CD Projekt Red.

Świat Gwiezdnych Wojen to nie do końca walka dobra ze złem, z którymi intuicyjnie łączymy jasną i ciemną stronę mocy. Odcienie pośrednie pojawiły się zarówno w grze Star Wars: Knights of the Old Republic, jak i w ostatniej części – Skywalker. Odrodzenie. W grze (UWAGA, SPOILER), finałowym „bossem” jest postać czerpiąca z zarówno z jasnej jak i ciemnej strony mocy. Balansuje ona między dobrem i złem, relatywizując jednocześnie moralne decyzje. Cel uświęca tu środki i dla jakiejś idei, można używać złych środków. Wydaje się to jednak na tyle niebezpieczne, że jednak postanawiamy temu przeciwdziałać. I dobrze. W końcu Imperator też chciał zaprowadzić pokój w galaktyce…

Podobnie interpretuje się niejednoznaczne decyzje (niby dobrej) Rey, czy (na pozór złego) Kylo Rena, a nawet sięgając do pierwszej części sagi – Qui-Gon Jinna, który rzekomo miał wyłamywać się z decyzji Rady Jedi, widząc moc jako łączność jasnej i ciemnej strony mocy.

Życie to nie film

Te dwa wskazane, popkulturowe wątki to tylko przykłady tego, co już na stałe zakorzeniło się w naszym społeczeństwie. Znamy to pod różnymi hasłami: „relatywizm moralny”, „postmodernizm”, „moja prawda jest prawdziejsza od twojej” itp. Po lewej stronie usłyszymy jednak inne, zwodnicze nazwy: „wolność”, „prawa do…”, „walka z dyskryminacją” itd. I choć życie to nie gra komputerowa, ani film, to coraz częściej czujemy, że jasne moralnie kategorie dobra i zła rozmyły się i ciężko o punkt odniesienia. Problemem świata jest chęć szukania prawdy w samym sobie. Każdy z nas wie wszystko najlepiej, począwszy od trenowania kadry narodowej w piłce nożnej, przez prowadzenie epidemicznego sztabu kryzysowego, aż po decyzje dogmatyczne i ocenę papieża.

Sz