Photo by Krists Luhaers on Unsplash
8 listopada| Wiadomości

Młodzi potrzebują wychowawców. Demoralizatorzy narzucają się sami…

Kryzys młodego pokolenia zaczyna się od kryzysu nas, dorosłych. Także w czasie obecnych demonstracji to dorośli wciągają nastolatków we własny […]

Kryzys młodego pokolenia zaczyna się od kryzysu nas, dorosłych. Także w czasie obecnych demonstracji to dorośli wciągają nastolatków we własny prymitywizm, wulgarność i agresję – podkreślił w rozmowie z KAI ks. Marek Dziewiecki. Psycholog, autor wielu książek o tematyce małżeństwa i rodziny, opowiedział m.in. o tym jakie korzyści niesie katolicka wizja wolności i seksualności.

Anna Rasińska (KAI): Dlaczego katolicka wizja w seksualności, zakładająca czystość przedmałżeńską i wzajemną wierność, jest sensowna? Jakie korzyści niesie dla przyszłych małżonków?

Ks. Marek Dziewiecki: Katolicka wizja seksualności wynika z katolickiej wizji człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, który nas kocha i który pozostaje nam wierny. W sferze ciała człowiek jest w pewnych aspektach podobny do zwierząt. Podlega naciskom popędów. U zwierząt te naciski regulowane są instynktami. Natomiast człowiek – dzięki sferze duchowej – jest zdolny do kierowania popędami w oparciu o świadomość, wolność, miłość i odpowiedzialność. Kontakt seksualny to najbardziej intymny i najbardziej wyjątkowy znak bliskości, miłości, czułości, zaufania. Człowiek dojrzały duchowo i psychicznie rezerwuje ten najsilniejszy znak do najsilniejszej więzi, czyli do miłości małżeńskiej. Nie kieruje się popędem, lecz właśnie miłością, wiernością i odpowiedzialnością. Wie, że seksualność jest błogosławiona jedynie wtedy, gdy wynika z nieodwołalnej miłości do żony czy męża i z niczego innego.

Uczeń Jezusa to realista. Ma oczy i widzi. Ma uszy i słyszy. Dzięki uważnej obserwacji rzeczywistości wie, że seksualność oderwana od miłości prowadzi do wyuzdania, zdrad małżeńskich, do erotomanii i chorób wenerycznych, do niewyobrażalnych cierpień zdradzanej żony czy zdradzanego męża, do jeszcze większych cierpień ich niewinnych dzieci. Uczeń Jezusa wie też, że seksualność oderwana od rodzicielstwa, które w seksualność jest wręcz biologicznie wpisane, prowadzi do antykoncepcji i do zabijania własnych dzieci. Seksualność to sposób potwierdzania miłości małżeńskiej i rodzicielskiej, albo miejsce okazywania przemocy – do pedofilii, gwałtów i śmierci włącznie (aborcja, zabijanie zgwałconej ofiary, zarażanie „partnera” śmiertelnymi chorobami wenerycznymi).

Od czterdziestu dwóch lat jestem księdzem. Rozmawiam z tysiącami młodzieży i dorosłych. Wielu z nich opowiada mi o swojej ogromnej radości, która wynika z tego, że wiernie kochają i że są wiernie kochani – przez rodziców, narzeczonego/narzeczoną, przez męża/żonę. Z kolei ci, którzy opowiadają mi o swoich dramatach i życiowych gehennach, związanych z seksualnością, wyznają, że początkiem ich cierpień stała się nieczystość: współżycie przedmałżeńskie, zdrady małżeńskie, uwikłanie w pornografię, masturbację, erotomanię, aborcję.

Zwolenniczki aborcji twierdzą, że nie można zmuszać kobiet do rodzenia dzieci. Nie wiedzą, że mówią dokładnie to, co Bóg! Stwórca też nie chce, żeby kobieta była zmuszana do bycia matką. Bóg pragnie, żeby kobieta wybierała sobie mężczyznę, który aż tak ją pokocha, że ona sama będzie chciała mieć z nim dzieci. To Bóg już na początku Księgi Rodzaju wyjaśnia, że rodzenie dzieci może być błogosławieństwem wyłącznie wtedy, gdy mężczyzna tak bardzo kocha – a nie pożąda! – swoją żonę, że dla niej opuszcza swoich rodziców i że stanie się jej przyjacielem na zawsze, kochając ją jak samego siebie, jak własne ciało. Poza kontekstem miłości małżeńskiej płodność jest przekleństwem. Właśnie dlatego najlepszym sprawdzianem tego, że narzeczeni, a później małżonkowie naprawdę się kochają – a nie jedynie pożądają czy są w sobie jedynie zakochani – jest to, że marzą o dzieleniu się wzajemną miłością z dziećmi. Tam, gdzie nie ma pragnienia potomstwa, tam nie mamy do czynienia z małżeństwem, lecz jedynie z ukrytym egoizmem we dwoje. A egoista jest w stanie wypełnić tylko taką przysięgę „małżeńską”, która brzmi: „Ja, egoista, biorę ciebie za żonę/za męża i ślubuję ci, że w dobrej i złej doli będę się troszczył wyłącznie o samego siebie i że cię nie opuszczę, dopóki będzie mi to sprawiać przyjemność”.

KAI: Czy zatem chrześcijańska koncepcja wolności może być dla młodych atrakcyjna?

– Oczywiście, że tak, pod warunkiem, że pokazujemy nastolatkom prawdziwą, a nie karykaturalną wizję wolności, do jakiej wyswobodził nas Chrystus. Niestety znaczna część księży, katechetów i rodziców mówi o tej wolności w tak karykaturalny sposób, że młodym ludziom wydaje się, że chrześcijaństwo to religia nakazów i zakazów, niepotrzebnych wyrzeczeń i umartwień, lęku przed ciałem i przed seksualnością, że to religia moralizowania i straszenia piekłem. Tymczasem chrześcijaństwo wyjaśnia, że Bóg obdarzył nas prawdziwą wolnością po to, żebyśmy kochali i przyjmowali miłość – od Boga i od tych ludzi, którzy nie tylko chcą, ale też potrafią kochać.

Dekalog to konstytucja wolności. Dziesięć Przykazań to nie ograniczenie, lecz ochrona naszej wolności. Respektowanie norm Dekalogu to nie przejaw zacofania czy naiwności, lecz to zaszczyt i wyróżnienie. To przecież dla mnie wielki zaszczyt i wielkie wy