5 września| Wiadomości

West Coast Ireland, dzień 11. Parkiet należy do nas!

Bawimy się bez wyrzutów sumienia, bo jutro wchodzi w życie długo wyczekiwany program „Śpioch+”.

Dzień w Corofin zaczynamy o 5:45. Na szczęście dzisiaj odpada nam najgorsza część poranka, czyli składanie namiotów i upychanie wszystkich rzeczy do plecaków. Będziemy spać w tym samym miejscu kolejną noc, więc możemy spokojnie zostawić cały swój dobytek w pokoju.

Dzięki temu każdy ma chwilę na spokojne ogarnięcie się i poranne scrollowanie telefonu. Nagle Janek czyta na głos tragiczną wiadomość: konie już nie dojadą nad Morskie Oko. Następuje minuta ciszy.

Na zewnątrz wiatr świszczy tak, jakby próbował nas przekonać, żebyśmy jednak zostali w środku. My jednak się nie poddajemy. Dzisiejszy plan to Park Narodowy Burren i wejście na Mullaghmore.

Szlak na szczyt okazuje się dla nas czymś zupełnie nowym. Zamiast zwykłej ścieżki mamy przede wszystkim skały, kamienie i wapienne podłoże.

Na górze wiatr urządza nam prawdziwy test stabilności. Wieje tak, że chwilami zastanawiamy się, czy nadal stoimy na Mullaghmore, czy już jesteśmy w drodze do sąsiedniego hrabstwa. Każdy krok wymaga skupienia, włosy żyją własnym życiem, a rozmowa momentami przypomina konkurs: kto krzyknie głośniej od wiatru. Mimo wszystko dajemy radę i schodzimy na dół w komplecie.

West Coast Ireland, dzień 11 [ZDJĘCIA]

W drodze powrotnej do Corofin postanawiamy spróbować autostopu. Ku naszemu zaskoczeniu stopa łapiemy bez większego problemu. Wracamy więc całkiem sprawnie, a po dotarciu na miejsce mamy sporo czasu na prysznic, odpoczynek i złapanie oddechu.

O 18:00 uczestniczymy we Mszy Świętej. Później ruszamy do baru, gdzie czeka na nas prawdziwie irlandzki wieczór. Słuchamy muzyki, ale oczywiście długo nie wytrzymujemy w roli samych słuchaczy. W końcu sami wchodzimy do akcji i dajemy własny koncert. W repertuarze pojawiają się między innymi szanty, U2, The Cranberries i Dolly Parton.

Później parkiet należy już do nas. Wywijamy przy irlandzkich rytmach, a nawet próbujemy zatańczyć belgijkę. Czy wychodzi z tego belgijka? Powiedzmy, że jest to jej bardzo irlandzka wersja.

Bawimy się bez wyrzutów sumienia, bo jutro wchodzi w życie długo wyczekiwany program „Śpioch+”. Pobudka dopiero o 7:00!

Dzisiaj więc zdobywamy góry, łapiemy stopa, śpiewamy, tańczymy i korzystamy z irlandzkiego wieczoru. A jutro… śpimy całe 60 minut dłużej!

Renata Mroczek


Partnerzy wyprawy: