6 stycznia| Wiadomości

Lubliniec: Jest bratem zakonnym i pielęgniar…zem

Jest bratem zakonnym i ukończył studia medyczne z zakresu pielęgniarstwa. Na co dzień posługuje w tzw. “oblackiej infirmerii”, gdzie przebywają starsi i schorowani misjonarze. Ale można go również spotkać w miejskim szpitalu – na oddziale chirurgicznym, czy ostatnio wśród chorych na COVID-19. Nie jest kapelanem, po prostu tam pracuje. W Lublińcu niemal wszyscy go znają.

A wiesz, zajmował się mną dzisiaj braciszek z Oblat – często komentują chorzy z lublinieckiego szpitala


Br. Grzegorz Walczak OMI

P. Gomulak OMI: Czy czujesz się bohaterem?

G. Walczak OMI: Dobre pytanie. W ostatnim czasie w mediach, w kontekście pandemii Covid-19, często pada słowo bohater. Nie. Myślę, że nie czuję się bohaterem. Bohater to zbyt podniosłe słowo. Na oddziale covidowym pracowałem przez ostatnie 1,5 miesiąca. Będąc pracownikiem służby zdrowia, praca w takim miejscu nie jest czymś nadzwyczajnym. Człowiek w szpitalu musi liczyć się z wieloma nieprzewidywalnymi sytuacjami. Tak jak w każdych innych służbach związanych z ratowaniem ludzkiego życia, istnieje pewne ryzyko zawodowe. Bardziej bohaterami nazwałbym wolontariuszy, niepracujących w zawodach medycznych, a decydujących się na pracę na oddziale covidowym.

Dzisiaj mamy trochę inną mentalność niż np. 100 lat temu. Kiedyś choroby zakaźne, czy wszelkiej maści inne choroby, które wówczas powodowały dużą śmiertelność, były na porządku dziennym. Opieka nad takimi ludźmi również była sprawą oczywistą. Trzeba pamiętać również o tym, że kiedyś nie było takich środków ochronnych, jakie mamy do dyspozycji dzisiaj – to byli prawdziwi bohaterowie.

Prawdą jest, że zawsze człowiekowi towarzyszą jakieś obawy o własne zdrowie. W tym miejscu wychodzą naprzeciw pracownikowi procedury medyczne i zasady postępowania z pacjentami zakaźnymi. Dotyczą one w sumie nie tylko oddziałów zakaźnych. Tak naprawdę, każdego dnia, niezależenie od oddziału, należy przestrzegać procedur i zasad. Chronią one pracownika służby zdrowia przed zakażeniami czy uszczerbkiem na zdrowiu. Istnieje wiele innych chorób i bakterii, którymi możemy zarazić się od pacjenta. Może być to droga tzw. kropelkowa czy poprzez kontakt z płynami ustrojowymi pacjenta. Trzeba cały czas mieć się na baczności.

Bardziej bohaterami nazwałbym wolontariuszy, niepracujących w zawodach medycznych, a decydujących się na pracę na oddziale covidowym.

Istnieją oczywiście pewne niedogodności związane z pracą na oddziale zakaźnym. Z czasem człowiek przywyknie do nich. Przychodząc na oddział covidowy, trzeba ubrać się w odzież ochronną – maseczka, przyłbica, rękawiczki, kombinezon. Wszystko to jest zrobione z tworzyw sztucznych. Powoduje to pewne ograniczenia w poruszaniu się. Będąc kilka godzin w takim sztucznym kombinezonie, człowiek czuje się, jakby wyszedł spod prysznica. Pot w dużej ilości leje się po ciele. Kombinezon nie przepuszcza powietrza. Nie można zabrać ze sobą niczego do jedzenia ani do picia. Nie można też załatwić potrzeb fizjologicznych. Można to zrobić dopiero podczas przerwy, gdy wychodzi się z oddziału. Za każdym razem przy wyjściu trzeba się zdezynfekować, wykąpać i założyć strój jednorazowy.

Organizacja takiego oddziału, w trybie pilnym, zawsze stanowi wyzwanie dla personelu. Trzeba wypracować pewien system pracy na oddziale.

Jesteś licencjonowanym pielęgniarzem i bratem zakonnym. Niespotykane zestawienie, skąd pomysł na ukończenie studiów medycznych?

To prawda. Dołożyłbym jeszcze jedną rzecz – dodatkowo jestem mężczyzną. Dlaczego o tym mówię? W środowisku szpitalnym niewielki procent mężczyzn wykonuje zawód pielęgniarza. Na przykład na oddziale chirurgicznym, na którym także pracuję, jestem jedynym mężczyzną wśród personelu pielęgniarskiego.

Cała historia sięga czasów, gdy dziewięć lat temu byłem w domu prowincjalnym w Poznaniu. Zrobiłem wówczas kurs opiekuna medycznego. Zostałem następnie skierowany do Lublińca, gdzie planowano otwarcie tzw. infirmerii oblackiej. Miejsca dla oblatów obłożnie chorych i potrzebujących stałej opieki. Minęło w sumie kilka dobrych lat, zanim zdecydowałem się na studia medyczne na kierunku pielęgniarskim. Zaryzykowałem, stwierdzając, że zawsze mogę przerwać naukę. Ryzyko opłaciło się. Po 3 latach studiów, po setkach godzin praktyk spędzonych na wielu oddziałach i w wielu szpitalach, ukończyłem studia. Pracę dyplomową obroniłem w 2019 roku.

Nieraz, przechodząc korytarzem, słyszę rozmowy z rodzinami, czy to przy odwiedzinach, czy przez telefon: „A wiesz, zajmował się mną dzisiaj braciszek z Oblat” [oblacka parafia w Lublińcu nosi regionalną nazwę “U Oblat” – przyp. red.]. Jest to sympatyczne i motywujące w pracy pielęgniarskiej.

Pomysł na studia pielęgniarskie pojawił się podczas mojej pracy na infirmerii. Opiekun medyczny zajmuje się głównie sprawami pielęgnacyjnymi. Gdy nasza infirmeria zaczęła się powiększać i zaczęło przybywać podopiecznych, okazało s