Jak całują się katolicy? [ROZMOWA]
Czułość czy bliskość często budzi niepokój wśród katolików. Zastanawiają się, kiedy całowanie się jest grzechem, a kiedy nie? A może w ogóle nie jest?
O to i wiele innych rzeczy związanych z całowaniem i bliskością pytamy księdza Adama Pawłowskiego, twórcę i duszpasterza Akademii Miłości. Dzięki tej inicjatywie wielu już odnalazło szczęście w małżeństwie i wzajemnej, czułej relacji.
Księże Adamie, co ksiądz wie o pocałunkach?
Muszę powiedzieć, że ja jako ksiądz bardzo lubię się całować i często się całuję. Kiedy o tym mówię, wtedy często uczniowie się dziwią: ale jak to? A wtedy mówię: no tak to, u mnie w domu czy w rodzinie jest czymś normalnym, że przy witaniu wszyscy się całują w policzek, trzy razy: cmok, cmok, cmok. Czy to jest wujek, czy ciocia, czy babcia. To jest normalnym wyrazem szacunku i to jest fajne. Znam też księdza, który całuje kobiety w rękę na powitanie. I to jest piękne, kiedy mężczyźni tak robią.
Pod warunkiem, że nie szarpie tej ręki do góry. Bo ja mam metr pięćdziesiąt a on dwa metry, szarpie i naprawdę rękę ze stawu wyrywa.
Oczywiście to podstawowy błąd techniczny.
No dobrze, ale całowanie cioci czy babci „na trzy razy” nie jest grzechem. To kiedy jest?
Żeby sobie na to odpowiedzieć, trzeba zadać trzy pytania: kogo się całuje, gdzie się całuje i dlaczego się całuje. Jako pierwsze trzeba sobie zadać pytanie: kogo się całuje? Na pewno nie do końca można całować obce osoby. Nie można podejść i po prostu kogoś pocałować. Ostatnio jedna pani była oburzona w związku z bajką o Śpiącej Królewnie. Bo przecież Królewna spała, nie mogła więc wyrazić zgody na pocałunek Księcia. Więc de facto było to molestowanie.
To znaczy pewnie można, ale istnieje pewne ryzyko bycia znokautowanym.
I dlatego trzeba zapytać siebie o to, jaka jest relacja między mną a osobą, którą całuję. Zdarza się na przykład, że chłopak kłamie dziewczynie, całując ją, bo pocałunek powinien wyrażać „ja ciebie kocham, jesteś dla mnie ważna”, ale on całuje ją tylko dlatego, że chce uzyskać z tego jakąś przyjemność albo chce z nią iść do łóżka. I wtedy taki pocałunek jest niewłaściwy, bo jest po prostu kłamstwem. Podobnie kiedy dziewczyna całuje chłopaka i on myśli, że ona go lubi, że jest dla niej kimś ważnym, a ona może go całować tylko dlatego, że inne dziewczyny patrzą i chce pokazać im, że ma chłopaka i że one są gorsze.
Następnie „gdzie”?
Można to traktować w dwóch aspektach: zewnętrznym i osobowym. Nie wypada całować się w kościele. Wyobraźmy sobie na przykład mszę, na której para zaczyna się intensywnie całować. Albo na lekcji czy w miejscu publicznym. Czasami to całowanie na przykład na przystanku naprawdę wygląda tak, jakby nie miało się skończyć tylko na całowaniu. Nie chcę powiedzieć, że trzeba się z pocałunkami jakoś ukrywać, ale nie można zgubić pewnego kontekstu, że jest to jednak rzecz intymna i warto zadbać, aby się nie zbanalizowało i stało się czymś pustym. Można też pytać gdzie, czyli czy można całować każde miejsce na ciele człowieka. W małżeństwie tak, ale przed ślubem nie. Bo sfery intymne czy erogenne są zastrzeżone dla małżeństwa i nie powinniśmy ich przed ślubem całować.
I dochodzimy do pytania „dlaczego”?
Musi być to z miłości.
A gdzie jest ta granica pomiędzy tym, co jest grzechem, a co nie jest w okazywaniu sobie czułości?
Lubię na to pytanie odpowiadać słowami pani Wandy Półtawskiej, z którą miałem zajęcia na Studium Rodziny. A mianowicie ta granica jest dwuwymiarowa. Jest wewnętrzna i zewnętrzna. Zewnętrzna to ta, o której już wspomnieliśmy: że wzajemne czułości przed ślubem nie powinny obejmować stref intymnych, żeby siebie nawzajem nadmiernie nie roznamiętniać. Natomiast wewnętrzna granica, która jest bardzo ważna, to ta między czułością a pożądliwością. Więc ważne jest, by czułe gesty czy pocałunki wyrażały rzeczywiście czułość, a nie pożądliwość.


