5 września| NINIWA Team

Górskie Bałkany, dzień 2-4. 15 sekund Wenty i 10 minut o. Ochlaka

Pierwsze pełne dni wędrówki i pierwszy weekend na czarnogórskich szlakach z dwoma wiernymi towarzyszami drogi i zaskakującymi przygodami.

Dzień 2. Ciepłe myśli i zawiasy

Woda, woda wszędzie. W namiocie, w śpiworze, w plecaku i w ubraniach. A w telewizji mówili, że na Bałkanach nie ma wody. Nieprawda, jest. I to całkiem dużo. Ale im gorzej, tym lepiej. Przynajmniej strumyki mają czym płynąć.

Pierwszy dzień prawdziwie chodzony, pierwsze upadki na błotnym zboczu góry, pierwsza krew na zjechanym kolanie (które zostało obmyte pod okiem nachalnych pań Angielek), pierwsze wyschłe bajoro zamiast jeziora, pierwsza wyprawowa Msza z pierwszymi odwiedzinami policji, pierwsze pranie. Dzień pełen pierwszych wrażeń z całodniowym deszczem, który nie ustępował nas ani na krok niczym nasze nowe psy.

Po porannej jeździe zboczem obieramy drogę lekko okrężną względem pierwotnego szlaku, aby nie musieć wspinać się po błocie pod kolejną górę. Pochmurną pogodę rozweselają ciepłe myśli i żarciki. Haha, bardzo zabawne.

Przy wtórze systematycznie zmieniającego się deszczu wędrujemy, szukając ciepłego i suchego schronienia. Na horyzoncie kilka chat pasterskich. Wszystkie zamknięte. Dla hardego Podlasianina Damiana nie stanowi to problemu. Blaszane drzwi w spektakularny sposób otwierają się w drugą stronę, opierając się na kłódce. Tylko że za jednymi drzwiami są kolejne zamknięte na klucz, których nie da już się wyjąć z zawiasów. Szybka naprawa i ruszamy dalej.

Znajdując niewykończoną chatę, przynajmniej jedno z wcześniejszych wymagań zostało spełnione. W dużej betonowej wiacie mieszczą się cztery rozłożone namioty, dwa psy, człowiek na karimacie i z tuzin plecaków. Resztę ludków w namiotach nawiedzają stada krów bezkarnie wchodzących przez przewalone ogrodzenie. Jak to skomentował Tomek: „pies mi mordę lizał, a tobie krowy”.

Do snu kołysze nas radosne chrapanie przetykane deszczem padającym na blaszany dach. Bóg jest dobry!

Karolina Hajduczenia

Dystans: 30 km

Miejsce wyjścia: Katun Goles

Nocleg: chata niedaleko Paninarskiego domu Ckara

3 dzień. 15 sekund Wenty i 10 minut o. Ochlaka

Po burzy zawsze wychodzi słońce – potwierdzamy to w 100%! Po deszczowym piątku sobota okazała się pełna słońca i zachwytów!

Ale wróćmy do tytułu. 15 sekund, czyli jedna Wenta, to jednostka czasu będąca pamiątką po meczu polskich szczypiornistów z Norwegami w 2009 r. Podczas przerwy Wenta powiedział zawodnikom, że mają 15 sek. na zdobycie bramki. I faktycznie to zrobili! Artur Siódmiak oddał zwycięski rzut na pustą bramkę.

W naszym przypadku nikt nic nie wygrał. Nadal trwa zacięta walka o dyscyplinę czasową. Ale musicie nam uwierzyć, że bardzo opornie idzie zbieranie się po 5.00 rano, gdy wokół mgła, mżawka i kiedy wszystkie rzeczy są mokre. Zauważalna ta niemoc w narodzie, więc o. Dominik daje nam dodatkowe 10 minut. One również nie starczają, dlatego chwilę później na porannym apelu słyszymy: &#