10 sierpnia| NINIWA Team

Rowerami do Lizbony, dzień 31. Ostatnie kilometry na rowerach

O 3.30 budzimy się w hiszpańskim parku. Pomimo, że wyprzedziliśmy słońce ze wstaniem, nie potrzebujemy włączać czołówek. Oświetlają nas uliczne latarnie. Przed wyjazdem modlimy się i składamy urodzinowe życzenia Maurycemu. Teraz GPS-owy Stachu obiera azymut na Madryt i prowadzi nas do celu.

O 3.30 budzimy się w hiszpańskim parku. Pomimo, że wyprzedziliśmy słońce ze wstaniem, nie potrzebujemy włączać czołówek. Oświetlają nas uliczne latarnie. Przed wyjazdem modlimy się i składamy urodzinowe życzenia Maurycemu. Teraz GPS-owy Stachu obiera azymut na Madryt i prowadzi nas do celu.

Jedziemy w kolumnie dwójkowej, rozmawiając, słuchając muzyki, milcząc, modląc się i wspominając dobrodziejstwa od Boga, których każdego dnia na wyprawie szczególnie doświadczamy – m.in. dom z klimatyzowanym salonem, rezydencję z basenem i dar wczorajszych zraszaczy trawy, które były dla nas orzeźwiającym prysznicem.

Ekspedycja WE. Rowerami do Lizbony – dni 28-31 [ZDJĘCIA]

Nagle dętka Asi nie wytrzymuje spotkania z metalowym opiłkiem. Jędrek użycza jej więc swoją, zapasową. Wraz z Krystianem wymieniają dętkę i kontynuujemy podróż.

Witamy jutrzenkę. Wjeżdżamy do stolicy szczęśliwi z powodu osiągnięcia kolejnego celu. Dla niektórych z nas cztery ostatnie dni jazdy wśród wzniesień i w upale (40-49 stopni Celsjusza) są większym wyczynem niż wcześniejsze trzy tygodnie podróży do Lizbony.