18 września| NINIWA Team

Marsz Turecki, dzień 13–17. Ku niedźwiedziom, ku Czaj Babie!

Wyprawa uczy doceniania tej naszej codzienności, która wydaje się tak oczywista. A dopiero tutaj doceniamy, że w domu praktycznie zawsze z kranu leci nam ciepła woda albo że sklepy są na każdym rogu...

Środa, dzień 13. Uniesiemy to

Dwa tygodnie wyprawy za nami. Kolejną „niedzielną” środę spędzamy grzejąc się w schronisku. Jak to przystało na wolną środę, znowu pospaliśmy. Część z nas wstała wcześniej, żeby zrobić pranie. Są umywalki, porozwieszane sznurki – czego chcieć więcej? Ano słońca, bo ciągle mży, wieje i jest chłodno. Trochę wątpimy, czy ubrania wyschną.

Naszym głównym zajęciem w ten dzień jest grzanie się i jedzenie w schronisku. Testujemy prawie całe menu, czaj co chwila jest podawana, po wrzątek możemy podchodzić bez pytania i płacenia. Jest miło i ciepło.

Co prawda można tam kupić batony, kaszę i tuńczyka, czyli nasze ulubione artykuły spożywcze, ale potrzebujemy lepszych zapasów na kolejne dni. Dlatego też sześciu śmiałków podejmuje przygodę stopowo-sklepową, gdyż najbliższy supermarket znajduje się ok. 30 km od nas. Zbierają listy zakupów od grup obiadowych i ruszają na drogę.
Reszta rozmawia, czyta, gra w warcaby czy mafię, albo trochę przysypia w ciepełku. Jedna z pań właścicielek pozwala nam w drugim budynku rozpalić piec i tam powiesić ubrania. Właśnie wtedy powstaje wędzarnia. Jeszcze tylko przez moment koszulki pachną mydłem czy płynem do kąpieli.

Drugim, bardzo pożądanym punktem jest kąpiel. I to w ciepłej wodzie! Chodzimy myć się do łazienek w domkach do wynajęcia. Ale że właścicielki baaardzo dbają o interesy, to zaznaczają każdą osobę, która korzysta z tego dobra. Może po naszym zapachu stwierdziły, że ktoś może chcieć dwa razy się wykąpać, a w cenie mamy tylko jeden prysznic. Tak czy siak, kąpiel w ciepłej wodzie to piękna sprawa.

Wieczorem przenosimy się z głównej miejscówy do wędzarni. Tam mamy cotygodniowe kółko, podczas którego dzielimy się naszymi przeżyciami. Padają ujmujące stwierdzenia. Wyprawa uczy doceniania tej naszej codzienności, która wydaje się tak oczywista. A dopiero tutaj doceniamy, że w domu praktycznie zawsze z kranu leci nam ciepła woda albo że sklepy są na każdym rogu.

Podczas tej wędrówki dobre i złe odczucia są bardziej wyraziste. Zauważanie małych cudów jest super, ale potrzeba nam też mierzyć się z większą irytacją czy własną niemocą. W końcu ten Marsz Turecki otwiera na większe uwielbienie Boga. Nie sposób nie powiedzieć „Jakże pięknie to stworzyłeś” widząc te krajobrazy. Nie da się nie dziękować Bogu za ludzi, których mamy obok siebie i tych, którzy w trakcie drogi w różny sposób nam pomagają. Ale czy potrafimy uwielbiać Go poprzez nich?

Następnie uczestniczymy w Mszy Świętej. – Jezus wcale nie mówi, że coś magicznie się zmieni. Mówi, że znoszenie trudności dla Boga może być najlepszą drogą w życiu. A pokonanie trudności z Bogiem może być największym zwycięstwem i radością życia – mówi o. Dominik w homilii. – Spróbujmy dziś na Mszy tak aktywnie prosić Jezusa właśnie o tę przemianę. To, co jest krzyżem, złem, smutkiem – żeby On to przemienił, żeby dał siłę, by to unieść – zachęca kapłan.

Po Eucharystii powoli porządkujemy wędzarnię, dzielimy się zakupami, gotujemy jajka i przekładamy masło orzechowe ze słoika do opakowania po orzechach. Ostatni raz jemy też specjały schroniskowe, rozmawiając przy tym o następnym dniu.

Justyna Zygmunt

  • nocleg: Cat

Ekspedycja WE. Marsz Turecki – dzień 14–17 [ZDJĘCIA]