31 marca| Artykuły

Rejs dookoła świata

Budowę swego turystycznego jachtu Suhaili sir Robin Knox-Johnston ukończył w roku 1964. Wodowania dokonała żona konsula Kuwejtu, rozbijając o dziób […]

Budowę swego turystycznego jachtu Suhaili sir Robin Knox-Johnston ukończył w roku 1964. Wodowania dokonała żona konsula Kuwejtu, rozbijając o dziób jachtu orzech kokosowy. To na tej niepozornej łódce Robin Knox-Johnston dokonał czegoś, co wcześniej nie udało się żadnemu człowiekowi na globie – samotnie, non-stop opłynął kulę ziemską. 

W 1967 roku Robin Knox-Johnston usłyszał zdanie, które na zawsze zmieniło jego życie: nikt jeszcze samotnie nie opłynął świata non-stop. Knox-Johnston od razu wiedział, że musi to zmienić. Wcześniej Robin był ustatkowanym, przystojnym oficerem brytyjskiej marynarki handlowej. Właśnie czekał na kolejny rejs do Indii na statku o nazwie Kenya. Jego wysłużony przyjaciel Suhaili kiwał się na kotwicy w mulistym ujściu w Benfleet na Tamizie. Robin myślał o jego sprzedaży. I właśnie wtedy usłyszał to zdanie. Od swego ojca. Francuski żeglarz Eric Tabarly szykował się do samotnego rejsu dookoła świata bez zawijania do żadnego portu. Gdyby mu się to udało, Francuzi na zawsze wyprzedziliby Anglików w żeglarskiej rywalizacji. Robin nie mógł na to pozwolić i zdecydował się uratować honor Albionu. 

Żeglarstwem interesował się od dziecka. Jako czterolatek zbudował ze skrzynek po pomarańczach pierwszą tratwę. Samodzielnie przeniósł ją całą milę do morza. Zwodował ją, stanął na pokładzie i razem poszli pod wodę. Dziesięć lat później ponowił próbę. Na poddaszu u dziadków zbudował trzymetrową łódź. Jej wodowanie na kanale Grand Union, podobnie jak wcześniejsza próba, skończyła się porażką. Jednak zew morza nie gasł. Jako 17 latek postanowił wstąpić do Królewskiej Marynarki. Niestety oblał egzamin z fizyki. Próbował dalej. Zaciągnął się do marynarki handlowej. W 1957 r. został kadetem na szkolnym statku Chindwara. Spędził na nim trzy lata. Z czasem awansował na pierwszego oficera. A także na męża młodziutkiej Suzanne, z którą na stałe osiedlili się w Bombaju. Jednak ustatkowany, zawodowy oficer Robin Knox-Johnston nie przestawał marzyć o żaglach. To właśnie w tym momencie w jego życiu pojawia się jacht Suhaili. I to trochę ta mała łódka jest powodem, dla którego Suzanne rozwodzi się z Robertem. Nie wytrzymuje napięcia związanego z żeglarską pasją męża. 

Robin nie mając już nic do stracenia, podejmuje wyzwanie, które niechcący zaszczepił w nim jego ojciec. Postanawia stanąć do wyścigu samotnych żeglarzy dookoła świata bez zawijania do portów. Golden Globe Race – tak się to nazywało. Na zwycięzcę czekała nagroda w wysokości 5 tysięcy funtów szterlingów, co wówczas stanowiło fortunę. Do zawodów, poza Robinem stanęło jeszcze ośmiu żeglarzy – pięciu Brytyjczyków, dwóch Francuzów i Hiszpan. Początkowo Knox-Johnston myślał, że będzie musiał sprzedać Suhaili i kupić coś bardziej odpowiedniego na tą okazję. Jednak wszelkie próby zdobycia innej łodzi spaliły na panewce. Robin usiadł w końcu z kartką papieru i zrobił rachunek zysków i strat. Stało się jasne: popłynie na tym, co ma.

– Nie było innego wyboru. Nie miałem żadnych wątpliwości, że Suhaili wytrzyma próbę. Jedyną przeszkodą był fakt, że według dzisiejszych kryteriów moja łódka nie jest szybkim jachtem… – pisał potem w książce Mój własny świat.

Robin Knox-Johnston w najważniejszy rejs swojego życia wypłynął 14 czerwca 1968 roku. Dokładnie 22 kwietnia 1969 roku o godzinie 15.25 jako pierwszy przeciął linię mety. Zajęło mu to dokładnie 313 dni. Warto było dopłynąć. Okazuje się, że poza resztą świata czekała na niego również… była żona, z którą samotny wilk morski ponownie wziął ślub. Suzanne Knox-Johnston zmarła w 2003 roku. Robin żyje do dziś i wciąż inspiruje.

Ludzie, którzy dokonali czegoś po raz pierwszy na świecie zawsze będą fascynować. Ale jest coś czego jako pierwszy na świecie możesz dokonać tylko ty sam – opłynąć glob własnego życia. Od narodzin aż do śmierci. Rejs pełen pięknych i przerażających chwil. Wypływając w niego, nigdy nie wiesz, czego będzie więcej. Nigdy nie wiesz, kiedy i jak się skończy. Na to nie masz wpływu. Ważne jest tylko jedno: nigdy się nie poddawać.  

Adam Szefc Szewczyk

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: