unsplash.com
12 sierpnia| Artykuły

Czy traktujesz życie na serio?

Jest przepaść i rozpięta między dwoma jej krawędziami lina. Stoi nad nią gościu. Trochę dalej grupka gapiów. Gościu pyta: kto […]

Jest przepaść i rozpięta między dwoma jej krawędziami lina. Stoi nad nią gościu. Trochę dalej grupka gapiów. Gościu pyta: kto wierzy, że bezpiecznie przejdę po linie tam i z powrotem? Nie podnosi się żadna ręka. On pewnie wchodzi na linę i lekkim krokiem robi to. Na twarzach gapiów pojawia się zdziwko. Pyta ponownie: kto wierzy, że z zawiązanymi oczami zrobię to samo? Podnosi się kilka rąk. Gościu bez problemu udowadnia, że jest w stanie to zrobić. Idzie krok dalej: a kto wierzy, że zrobię to pchając przed sobą taczkę budowlaną? Połowa rąk w górze. I robi to. A kto wierzy, że z kamieniem w taczce też mi się uda? – idzie za ciosem. Już nikt nie ma wątpliwości. Gościu robi to z taką swobodą i pewnością, że przekonuje największych sceptyków. Za chwilę całkowicie wypełnia taczkę ciężkimi kamieniami i znów pyta o to samo. Już nikt nie wątpi. Wszystkie ręce energicznie idą w górę. Wraca. Wyładowuje kamienie i zadaje ostatnie pytanie: a kto z was wejdzie do taczki by się za mną przejechać? Cisza. Konsternacja i zero chętnych. Z naszą wiarą jest podobnie. Miliardy gapiów na pytanie, czy wierzą, bez zastanowienia podnosi ręce. Ale gdy Jezus pyta: pójdziesz ze mną na krzyż? – chętnych trudno znaleźć.

Powierzchowność #1

Moim zdaniem są dwa rodzaje powierzchowności. Teraz o tym pierwszym. Ale to nie jest chronologiczna klasyfikacja. Mniejsza z tym. Powierzchowność numer 1 jest dorodnym owocem współczesnej cywilizacji. Cywilizacji gdzie media i wszystkie związane z nią technologie przejęły w zasadzie całkowitą kontrolę nad tym, jak wygląd nasze życie. Żyjemy szybko, wrażeniowo, wielowątkowo i powierzchownie. Internetowe strumienie dostarczają nam tak potwornej ilości absorbujących bodźców, że nie jesteśmy w stanie tego porządnie przemielić. Ilość informacji i treści jakie bombardują naszą codzienność wzrasta w tempie lawinowym. A człowiek jest wciąż taki sam. Wciąż ma jeden mózg i jedno serce. Doba wciąż ma tylko 24 godziny. Mamy dwa wyjścia by uporać się z tą dysproporcją.

Wyjście 1

Wyrywamy kabel z internetem, a smartfona wkładamy do oryginalnego pudełka i pozwalając by się całkowicie wyładował, umieszczamy na dnie najrzadziej otwieranej szuflady. To oczywiście utopia. Nie da się tak dzisiaj żyć. To znaczy da się, ale na ten szalony krok decydują się rzadko spotykane, wybitne jednostki. Pisałem niedawno o przypadku Supertrampa Christophera MacCandlessa, który podziękował cywilizacji i zamieszkał na Alasce w starym busie. Polacy też mają swoich Supertrampów. To Bartek i Anadżi. Młode, wykształcone mieszczuchy z dobrych rodzin wybrały życie bez prądu, internetu i tak zwanego normalnego domu. Żyją na polanie pod Koszalinem we własnoręcznie zaadoptowanej przyczepie. Podobieństwo do historii MacCandlessa jest urzekające. Ich pierworodny Franek urodził się pod drzewem. Oglądałem dokument. Nie wyglądają na ludzi, którzy nie umieliby sobie poradzić w mieście. Oni po prostu rozczarowali się cywilizacją na tyle mocno, że od niej uciekli. Rozczarowali się jej konsumpcjonizmem i powierzchownością. Jakkolwiek by nie ocenić tego ich pomysłu na życie, śmiem twierdzić, że Bartek i Anadżi żyją bardziej na serio niż drobnomieszczański, zagoniony dwoma etatami aktywny na trzech społecznościowych portalach mieszczuch. Dlaczego? Bo po prostu mają więcej czasu i mniej jego absorberów. Deficyt czasu i powierzchowność życia zawsze będą jak Bolek i Lolek.

Przeczytaj tekst o Supertrampie >>

Wyjście 2

Więc jednak nie wyrywamy kabla internetowego. A to znaczy, że skazujemy się na udrękę przyjmowania zmasowanego ataku cywilizacyjnych bodźców. To rzeczywistość, w której jesteśmy w stanie prowadzić jednocześnie rozmowę z trzema, albo nawet większą ilością osób. Z czego każda jest w innym miejscu i z każdą gadamy o czymś zupełnie innym. To rzeczywistość, w której codziennie można mieć nowe hobby, bo przecież internet oferuje tyle fajnych rzeczy i co jedna to lepsza. To rzeczywistość, w której jesteśmy w stanie w ciągu doby zobaczyć cały sezon ulubionego serialu. Nic, że cierpi na tym sen, rozwój czy relacja z żywym człowiekiem. To rzeczywistość, w której powierzchowność jest najbardziej narzucającym się sposobem istnienia. Powierzchowny jest nasz wizerunek, nasze opinie, konwersacje. Chroniczny brak czasu i zwykłe przemęczenie to realia, które odbierają nam szansę życia na serio. Pozostaje nam ślizganie się po powierzchni. No i ślizgamy się.

Powierzchowność #2

Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dbacie o czystość zewnętrznej strony kubka i misy, a wewnątrz pełne są one zdzierstwa i niepowściągliwości. Faryzeuszu ślepy! Oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna jego strona stała się czysta. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Mt 23

Tu już nie brak czasu czy zmęczenie jest dla nas przeszkodą by żyć na serio. By nie ślizgać się po powierzchni. To grubsza sprawa. Za ten rodzaj naszej powierzchowności odpowiada pycha. To ona czyni z nas faryzeuszy. Czyli ludzi, którzy nie robią tego w co wierzą. Sprecyzujmy to. Nikt nie robi tego w co wierzy. Co najwyżej nieudolnie próbuje. Nawet najwięksi specjaliści od świętości. Bo każdy jest grzesznikiem i choćby nie wiem jak się wytężał, Ewangelii nie udźwignie. Taki to ciężar. W tej powierzchowności chodzi o coś innego. O ukrywanie swojego prawdziwego oblicza. Grzesznego, kompromitującego, małostkowego. Istotą faryzejskiej powierzchowności nie są wcale złe uczynki, ale ich ukrywanie. Celnik w starciu z faryzeuszem okazał się zwycięzcą nie dlatego, że miał na koncie mniej złych uczynków. Prawdopodobnie miał ich więcej. Wygrał, bo się do nich przyznał. Odrzucił pokusę ukrywania się za piękną powierzchownością i potraktował sprawę na serio. Faryzeusz przegrał, bo nie dość, że uległ pokusie powierzchowności to jeszcze poczuł się od celnika lepszy. Tutaj też mamy dwa wyjścia. Albo będziemy ślizgać się po powierzchni własnego JA unikając jak ognia wejścia w głąb, albo jednak wejdziemy i zaczniemy siebie i swoje życie traktować na serio.

Ryzykowna prawda

Życie na serio wymaga odwagi. Odwagi wchodzenia w trudne, bo oparte na prawdzie relacje z bratem. Odwagi otwarcia się na Ducha Świętego. Bo jak już zdecydujemy się otworzyć się na Niego, to musimy być gotowi na ostrą jazdę. W liście do Hebrajczyków czytamy: Bóg jest ogniem pochłaniającym! Życie w prawdzie, życie na serio zawsze będzie wielkim wyzwaniem. Dla wielu z nas zbyt wielkim. Dlatego ślizgamy się po powierzchni. I tak możemy się ślizgać całe życie. Ale co to za życie?

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.