26 lutego| Artykuły

Co oznacza pustynia dzisiaj?

Jest w Gruzji takie miejsce. Wyjątkowe. W jej zachodniej części, Cziaturze. Konkretnie we wsi Katskhi. Jeszcze konkretniej chodzi o pewną 40 metrową skałę: Katskhi Pillar. Skojarzenie z polską Maczugą Herkulesa jak najbardziej na miejscu. Tyle tylko, że na wierzchołku polskiej skały jest pusto. Na tej greckiej stoi kościółek i pustelnia. I ktoś.

Pustynia generalnie kojarzy się z brakiem życia. Nic nie rośnie, nic nie pada i gorąco takie, że jajko można by usmażyć. Przy 50 stopniach Celsjusza to jest możliwe! Nikt nie chce żyć na pustyni. Bo żyć się na niej nie da. 

Ale pustynia w wymiarze duchowym to zupełnie inna bajka. Tam gdzie umiera ciało ze swoimi nawykami pojawia się szansa na nowe życie dla ducha. Jedno małe słońce, jeśli stoimy zbyt blisko, potrafi przyćmić nam nieskończoną ilość gwiazd miliony razy większych i jaśniejszych od niego. Żeby odkryć światło czasem potrzeba mroku. Żeby odkryć życie czasem potrzeba pustyni.

Pustelnia

Na szczycie Katskhi Pillar od 20 lat mieszka, pokutuje i modli się mnich Maxim Qavtaradze. Na górę wspina się zbudowaną własnymi rękoma żelazną drabiną. Kiedyś można było go odwiedzać. Ale tylko okazyjnie. I tylko faceci. Dzisiaj już nie. Na Mount Everest łatwiej się dostać. Chociaż 200 razy wyższe. Jedzenie i potrzebne do życia produkty (aż trudno uwierzyć, że Maxim je) wciąga na szczyt metalową linką. Albo od czasu do czasu sam schodzi do świata na mały shopping i spotkanie z fanami. Oto on.

Zastanawiam się po co mu ten cyrk? Są dwie możliwości. Albo zwariował, albo odkrył rzeczywistość, o której większość ludzi nie ma bladego pojęcia.

Słupnicy

Łatwiej będzie nam zrozumieć Maxima Qavtaradze jeśli go lepiej poznamy. To były handlarz narkotyków. Po odsiadce przeszedł nawrócenie, przyjął śluby zakonne i wspiął się na samotną skałę. To wiele wyjaśnia. Musiał tak bardzo przejeść się doczesnością i zgiełkiem świata, że potrzeba radykalnego odbicia w drugą stronę stała się dla niego najbardziej naturalną potrzebą.

Jego pustynią stał się skalny słup. Pustynią świętego Aleksego stało się conocne klęczenie na schodach kościoła i codzienna kąpiel w pomyjach. Na swoją pustynię zbiegł tuż przed nocą poślubną. Jakby wyczuł pismo nosem.

Pustynią świętego Antoniego był po prostu grób, w którym mieszkał. Święty Grzegorz wciągał głównie stęchły chleb, a jedyne czemu się oddawał to płacz i modlitwa. Maxim ma wielu słupników poprzedników. Słupnikiem rekordzistą jest Święty Alypius. Ten na słupie spędził 67 lat non-stop (sic!). Zaś słupnik pionier to oczywiście święty Szymon Słupnik, który na 15 metrowy obelisk wlazł w 423 roku i siedział tam przez 30 lat. Maxim Qavtaradze o swoim słupnictwie mówi tak: Potrzebuję ciszy. To tutaj, na górze, w tej absolutnej ciszy można poczuć Bożą obecność.

Jaka jest twoja pustynia?

Nie trzeba włazić na kamienne słupy, jadać stęchłego chleba czy spać w trumnie, by wyjść na pustynię. Pustynia to znak. Umowna nazwa dla czegoś, co nazwę odcięciem się od absorbujących bodźców zewnętrznego świata. Po to, by móc odczuć te pochodzące z wnętrza.

Problem jest taki, że przestaliśmy zdawać sobie sprawę z faktu istnienia tej rzeczywistości. Duchowej. Delikatnej. Pięknej. Przypominam (sobie i wam) – ona istnieje. Ale jest zagłuszona, zaćmiona i zapomniana. Jak głos Wolnej Europy w czasach głębokiej komuny albo miliardy wielkich gwiazd na dziennym niebie.

Większość z nas marzy o domku z dala od miasta. O ciszy, naturze i cywilizacyjnym resecie. Wielu z nas te marzenia realizuje. Znajdujemy działkę na uroczym zadupiu, stawiamy na niej dom i zamieszkujemy w niej razem z ukochaną rodziną. I co? I nic. Zgiełk świata wciąż tak samo wypełnia nasze serce. Nieustannie prowadzimy stresujące zawodowe życie, jesteśmy online 24h na dobę, po jedzenie jeździmy do hipermarketów, bawimy się w hałasie centrów miast. Owszem, mamy domek na wsi, w którym śpimy, pijemy kawę na tarasie i którym możemy pochwalić się przed znajomymi. Ale tak naprawdę nic się nie zmienia. Istotą prawdziwej pustyni wcale nie jest miejsce. Ani czas. Tylko nasze serce.

Pustynia XXI wieku

Co nią jest? Brak internetu. Stało się to, co wieszczono od zawsze. Świat już nie jest w stanie żyć bez cyberprzestrzeni. Tak jak nie potrafi żyć bez powietrza, wody i słońca. W zasadzie funkcjonowanie wszystkiego jest uzależnione od dostępu do sieci.

Nie ma się co obrażać. Jak świat stary, człowiek zawsze stawał się niewolnikiem własnych wynalazków. Jest tylko pytanie – co z tym zrobić? Zła wiadomość dla świata jest taka, że w obecnym kształcie nie jest on już w stanie funkcjonować bez sieci. Zmiany zaszły za daleko. Są fundamentalne. Musiało by dojść do zagłady cywilizacji (co wydaje się bardzo prawdopodobne), by na jej zgliszczach zbudować nową. Taką, w której internetu już nie będzie. Ale, jak znam człowieka, pojawią się inne wynalazki, które opanują go tak jak dzisiaj sieć. I historia się powtórzy. I tak się będzie powtarzać aż do końca świata i jeszcze dalej.

Dobra wiadomość dla człowieka jest taka, że indywidualnie wciąż może wiele. Może wyłączyć smartfona i odłożyć na półkę na kilka godzin albo dni. Może w ogóle się go pozbyć i żyć offline. Może w ogóle nigdy nie kupować ani żadnego telefonu, ani żadnego abonamentu, ani żadnej karty. Nieprawdopodobne, ale teoretycznie jest to możliwe! Okazuje się, że komórka nie jest obowiązkowa. A już na pewno nie jest obowiązkowe bezmózgowe korzystanie z niej.

Wyliczono, że na oglądanie głupich filmików, czytanie śmieszkowatych memów i tasiemcowe wertowanie tablic tracimy większość naszego cyfrowego czasu. Ważne telefony i pilne maile to margines. Widzisz tutaj szansę na swoją pustynię? Bo ja tak.

Pustynia Jezusa

Nie-jedzenie to nie jedyny post, który Jezus przeżywał na pustyni. Nie-jedzenie było tłem do tego konkretnego postu. Szatan kusi Jezusa po trzykroć. Te trzy pokusy dotykają trzech naszych najgłębszych lęków: lęku chleba, lęku komfortu i lęku własnej chwały. Post, jałmużna, modlitwa.

Oto jest istota pustyni: odmówić sobie choć odrobinę pokarmu, materialnych zabezpieczeń i pogoni za uznaniem świata. Szukajmy swojej pustyni by znaleźć na niej ślady prawdziwego życia i wolności. Czas Wielkiego Postu to dar Kościoła. Szansa na oświecenie. Nawrócenie. Uzdrowienie. Nie zmarnujmy jej. Jeżeli jesteś tak rozpędzony, że nie potrafisz zatrzymać się o własnych siłach, pomódl się tak:

Dobry Boże, daj mi łaskę wyjścia na pustynię. Po to, bym mógł na niej usłyszeć Twój głos i pójść za nim. Pozwól mi odkryć swoje największe niewole i pokusy, wobec których jestem bezradny. A kiedy je odkryję, pozwól mi z Twoją pomocą stawić im czoła. Daj mi łaskę prawdziwego postu, bym doświadczył wolności od hegemonii ciała. Uwolnij mnie od żądzy pieniądza i przedmiotów, w których szukam poczucia bezpieczeństwa i radości życia. Oczyść moje serce z trucizny pychy i egoizmu, bym zrozumiał, że to Tobie, a nie mi należy się miejsce na tronie życia. Amen.