21 marca| Artykuły

Kelly Joe Phelps. Bluesman Boga

Zwykle piszę o tych największych. O tych, których zasięgi, pole rażenia, liczby i nieprzyzwoita rozpoznawalność powalają. Dzisiaj będzie inaczej.

Będzie o moim prywatnym bohaterze. O facecie, który zwrócił moją uwagę tylko i wyłącznie tym, że pięknie gra i śpiewa. I to o sprawach naprawdę ważnych. Jest na tyle mało kojarzony, że spokojnie mógłbym nie wiedzieć o jego istnieniu. Panie i Panowie, przed Wami Kelly Joe Phelps.

KJP

Urodził się 5 października 1959 roku w Sumner w stanie Waszyngton. To małe rolniczo-robotnicze miasteczko na północy USA. Co prawda Kelly ma stronę na angielskiej Wikipedii, ale jest tam zaledwie kilka zdań. Jednak to nie ma żadnego znaczenia. KJP jest przykładem artysty, który udowadnia, że najpiękniejsze rzeczy mogą często powstawać na peryferiach wielkiego świata. Poza blichtrem i wielkimi światłami. Bez pompy, promocji i poparcia trzęsących światem koncernów.

Nasz dzisiejszy bohater to gitarzysta, wokalista i songwritter. Nie pamiętam nawet jak się na niego natknąłem, ale kiedy usłyszałem go po raz pierwszy zrozumiałem, że jest uosobieniem amerykańskiej, folkowo bluesowej pieśni. Przynajmniej dla mnie.

Początki

Niewiele o nim wiemy. To na przykład, że zaczął grać w wieku 12 lat na gitarze. Początkowo był zafiksowany na jazz. Zwłaszcza na ten free. Słuchał Colemana, Davisa i Coltranea. Przez 10 lat jazzował w różnych układach. Też jako basista.

Zwrotnica przestawiła się kiedy usłyszał mistrzów akustycznego bluesa. W tym Missisipi Freda MacDowella oraz Roberta Pete Williamsa. Kelly zrozumiał, że to jest świat, do którego chce wejść. Świat do którego pasuje jak ulał. Świat, w którym obowiązuje język prostoty, piękna i wrażliwości. Kelly Joe Phelps wszedł więc. Całe szczęście.

Missisipi Fred Macdowell

Zanim popłyniemy na łodzi utkanej z tekstów Kelly’ego, przyjrzyjmy się przez moment dźwiękom i słowom, które utkały jego. Jeśli chcesz zrozumieć głębię i sens bluesowej poezji musisz zrozumieć cały kontekst historyczny tego zjawiska. Choć trochę poczuć się jak czarny, którego dziejowa zawierucha rzuciła na obcy ląd, do obcych ludzi. Poczuć gorzki smak niewolnictwa, rasizmu i tęsknoty za nową ziemią obiecaną. I odkryć, że źródłem nadziei i pociechy często był dla nich Jezus. I muzyka. Tak było. Czarni, którym biali zgotowali piekło na ziemi, uwierzyli, że Jezus o którym ci sami biali mówili, jest OK. Missisipi Fred MacDowell w swoim You gotta move śpiewa:

Możesz być naćpany, możesz być nisko, możesz być bogaty, możesz być biedny, ale kiedy Pan się przygotuje, musisz się ruszać.

Klasyczny przykład bluesowej ewangelizacji. Nie mam wątpliwości, że to ten numer zainspirował Dylana do jego kultowego Gotta Serve Somebody:

Możesz mieć narkotyki na zawołanie, kobiety w klatce, możesz być bogaty lub biedny, możesz być ślepy lub kulawy, ale będziesz musiał komuś służyć. Może to być diabeł lub może to być Pan, ale będziesz musiał komuś służyć!

Robert Pete Williams

Za śmiertelne postrzelenia gościa w knajpie dostał dożywocie. Ale kiedy usłyszeli go etnomuzykolodzy poszukujący diamentów bluesa, wybłagali dla niego ułaskawienie. Dożywocie zmieniono na 12 lat odsiadki. Robert Pete Williams nie miał łatwego życia. Jego najpopularniejszym kawałkiem jest Prisoner’s Talking Blues, czyli modlitwa więźnia po prostu. Robert modli się tak:

Panie, czasem czuję się bardzo źle. Mnóstwo zmartwień sprawia, że słabnę z każdym dniem. Jedyna rzecz jaka mi zostaje to modlitwa. Czuję, że nigdy nie zobaczę moich małych dzieci. Jedyne co mogę zrobić to oddać je w ręce Boga. Jedyna rzecz jaka mi zostaje to modlitwa.

A kiedy już usłyszycie Kelly Joe Phelpsa (może to się już stało?) bez problemu dostrzeżecie powiązanie między nim a ojcami akustycznego bluesa. Dodam tylko: KJP jest biały. To tyko potwierdza, że blues, choć ma czarne korzenie, jest językiem uniwersalnym.

Lead me on

Debiutancki album Kelly Joe Phelpsa. Już w tytule można wyczuć lot wierzącego. Płytę otwiera I’ve Been Converted. To świadectwo wierzącego człowieka w czystej postaci. Posłuchajmy. Potem damy nura w tekst. Będzie miło. Obiecuję.

Jestem nawrócony

Wiem, że się nawróciłem, prawda? Nie boję się wzywać imienia mojego Zbawiciela i wiem, dlaczego się nawróciłem. Kiedy byłem grzesznikiem nie wiedziałem jak się modlić. Moje słowa nie wypełniały się. Nie znałem słów, które wypowiadałem. Wtedy z nieba dobiegł głos. Powiedział, że pokaże mi drogę. Moja mama nauczyła mnie modlitwy. Więc idę się modlić. Nie będzie niczyjej winy oprócz mojej. Wiem, że się nawróciłem, prawda?

W punkt. Istota nawrócenia polega na tym właśnie. Na odkryciu swojego grzechu. A nie na tropieniu ich u braci. Ewangelia o faryzeuszu i celniku się kłania. I o belce i drzazdze też. I wiele innych. Jedziemy dalej. Czas na tytułowy Lead me on.

Poprowadź mnie

Szukam domu, ale nie mogę go znaleźć. Dryfowałem tu i tam. Potrzebuję przewodnika, który wskaże mi drogę. Jednej z tych nocy zaśpiewam ci piosenkę. Sprawia, że płaczesz i jęczysz. Jeśli moje serce nie przestanie boleć i nie dożyję, aby zobaczyć słońce – poprowadź mnie. Mam w głowie obraz mojego domu tak daleko. Weź mój ciężar na górę. Panie, panie, panie – poprowadź mnie, poprowadź mnie, poprowadź mnie…

Nie przegnę chyba za bardzo jeśli powiem, że to płyta religijna. A przynajmniej religijno-podobna. Lead me on to klasyczne wyznanie człowieka, który w końcu odkrył, że jednak nie da rady. Że się pogubił. Wyłapuję echo biblijnych Psalmów. Bo to Psalmy są śpiewanymi nam przez Boga pieśniami, które czasem z nami płaczą, a czasem się śmieją. A fraza Weź mój ciężar na górę jest mesjanistyczna do sześcianu. Tylko jedno skojarzenie – Jezus, który z ciężarem mojego grzechu wdrapuje się na Golgotę. Amen.

Jezus ścieli moje umierające łóżko

Tytuł originalny: Jesus Make up My Dyiing Bed. Wyznanie człowieka, który ma problem z wiarą. Z dostrzeżeniem, że wiszący na krzyżu Człowiek jest Bogiem. Tytuł pieśni to konstatacja naszej egzystencji. Tak to czuję. Nawet jeśli nie wierzysz, to w twoim bólu i śmierci jest obecny Ten, który przez ból i śmierć przeszedł bez żadnego znieczulenia. To ostatecznie On ścieli twoje łóżko, kiedy umierasz.

Odmówiłem modlitwę. Jezus Chrystus siedział i płakał. Wszyscy płakali i płakali, a ja mówię, że On nie jest Panem. Wtedy w piątek wieczorem znaleźli go wiszącego na krzyżu. Usłysz Pana płaczącego i jęczącego, mówiącego jego uczniom – zanieście moje ciało do domu. Byłem martwy i pochowany. Ktoś powiedział, że się zgubiłem. Jezus ścieli moje umierające łóżko…

Down To The Praying Ground

Akurat ten numer pochodzi z płyty Brother Sinner & The Whale. Jeden z jego najpopularniejszych. Piękny tekst. Sam tytuł to już małe kazanie – w dół modlitewnej ziemi. Skojarzenie modlitwy z ziemią zaskakuje? A gdzie ma być ziarno jeśli chce wydać obfity plon? A gdzie ma zejść człowiek, by się oczyścić? Co Jezus nałożył na oczy ślepca by ten przejrzał? Błoto! Według biblijnych standardów to właśnie ziemia jest symbolem środowiska naszego nawracania i wydawania owoców.

Tyle lat, martwy na pustej drodze. Brudna, stara krew płynie w moich żyłach podejmując wszelkiego rodzaju dziwne decyzje, aby wyciąć całe światło z nieba. To był czas, którego nie powinienem był przeżyć. Powinienem leżeć w zimnej ziemi zamiast sunąć po tej autostradzie opierając się na Świętym Słowie Bożym. Więc modlę się do mojego Pana w Niebie. Moje kolana opadają na ziemię modlitwy. Święta moc pochwyci twoją duszę dla Boga. Pana wybacz mi. Panie, zmiłuj się.

Prolog

Od wielu lat Kelly Joe Phelps przestał koncertować, nagrywać i pojawiać się w przestrzeni publicznej. Gdzieś tam wyczytałem, że miał neuropatyczne problemy z ręką. Na jednym z forów jakiś jego fan wrzucił:

Jego strona internetowa wciąż promuje album z 2012 roku. Na jego stronie internetowej, Facebooku czy Wikipedii od 2013 roku brak jakichkolwiek wiadomości. Mam nadzieję, że ma się dobrze. Kocham jego muzykę.

Odpowiedź przyszła bardzo szybko:

Witam wszystkich,

Mam nadzieję , że u Was wszystko dobrze gdziekolwiek ta notatka Was znajdzie.

Zdaję sobie sprawę, że było wiele pytań dotyczących mojej długiej nieobecności w muzycznym świecie. Na szczęście nie ma się czym martwić. Moje zdrowie jest w porządku, a problemy z neuropatią dłoni również zniknęły. W 2014 roku stało się dla mnie oczywiste, że potrzebowałem przerwy od tras koncertowych, występów, pisania i nagrywania by nadrobić zaległości w dziedzinach mojego życia, które były zaniedbane przez długi czas. Nie mam pojęcia, ile czasu zajmie ta przerwa. Jednak na razie wydaje mi się, że jest to właściwy droga więc pozostanę na niej, dopóki nie pojawi się jakiś sensowny powód by ją zakończyć.

Bądźcie dla siebie dobrzy, uważajcie na siebie, a ja postaram się nie czekać tak długo, aby następnym razem powiedzieć wam „cześć”!

Wszystkiego najlepszego

Kelly Joe

Adam Szefc Szewczyk