Kto napisze muzykę do kontynuacji „Pasji” Mela Gibsona, czyli co wiemy o „The Resurrection of Christ”?

Kto nie widział głośnego obrazu Gibsona z 2004 – ręka do góry! Nie widzę ani jednej…

Nic dziwnego. Ten film to w kategorii kino religijne (sorry, nie znalazłem lepszej nazwy) absolutny majstersztyk. No i szykuje się część druga. Skoro Jezus zmarł, to musi i zmartwychwstać. Logiczne.

Seria niewyjaśnionych zdarzeń podczas kręcenia Pasji

Pierwszym cudem jest stosunek budżetu do zysków. Gibson na zrobienie filmu, który chodził mu po głowie przez 12 lat, wypłacił z prywatnego konta 30 milionów dolarów. Co Pasja ma wspólnego z Gwiezdnymi Wojnami? To, że Pasją też nie były zainteresowane żadne wielkie wytwórnie z Hollywood. Tyle tylko, że w przypadku Star Wars chodziło o brak wiary w sukces finansowy. W przypadku Pasji chodziło o… brak wiary. Wielki świat zawsze stronił i stroni od takich katolskich klimatów. Gibson wyłożył 30 milionów. Do dzisiaj obraz zarobił… ponad 610 milionów.

Jeśli wierzyć reżyserowi, to na planie działy się cuda z cyklu: odzyskiwanie wzroku, słuchu czy ustanie napadów padaczki. Do tego dorzućmy codzienną Eucharystię dla całej ekipy. Jak znam Gibsona, to pewnie po łacinie.

Maia Morgenstern, aktorka, która zagrała Mamę Jezusa, przeczytała scenariusz 200 razy. Tak przejęła się rolą. Dodać warto, że w czasie zdjęć była w stanie błogosławionym. A grająca Marię Magdalenę super star Monica Bellucci, usłyszawszy o castingu, sama ustawiła się w kolejce.

Pietro Sarubbi (ten, co grał Barabasza) w życiu prywatnym też  był „Barabaszem”. Czyli niewierzącym łobuzem. Dzisiaj jeździ po świecie (był nawet w Łomży) i opowiada ludziom o swoim nawróceniu na drogę miłości Jezusa Chrystusa. Nawrócenie – rzecz ludzka, ale to dokonało się pod wpływem pierwszego spojrzenia filmowego Jezusa, czyli Jamesa Caviezela. No właśnie, Caviezel…

Bądź jak Jezus

Dla grającego Jezusa Jamesa Caviezela to było doświadczenie mistyczne i otarcie się o śmierć męczeńską. Nie wiem czy wiecie, ale w momencie kręcenia zdjęć aktor miał 33 lata, a (jak widać) jego inicjały są inicjałami Zbawiciela. Przypadek?

W przenikliwym chłodzie ubrany tylko w cienką szatę dźwigał nie lekką atrapę, ale ważący ponad 50 kg krzyż. Gdy pod nim upadał, nie przerywał sceny, ale grał dalej. Raz pod ciężarem drewna uszkodził sobie staw barkowo-obojczykowy. Przez wiele dni wstawał o 3 nad ranem, by poddawać się charakteryzacji, która trwała do 10 godzin. Nieraz ucharakteryzowany spał, bo nie było czasu po powtarzanie make-up’owej procedury.

Na jego skórze zaczęły pojawiać się pęcherze. Dopadło go zapalenie płuc, a wiele z ran widocznych na filmie jest absolutnie prawdziwych. Podczas biczowania przynajmniej dwa razy został rzeczyw