Czy słuchanie muzyki podczas nauki zwiększa szanse na zdany egzamin?
Mówili: wyłącz telewizor, jak się uczysz! Wyłącz radio, bo rozprasza! Odłóż komórkę, bo się przebodźcujesz! Ucz się w ciszy! Które z tych komend są prawdziwe, a które fałszywe?
Matura, sesja… A przecież słuchanie muzyki jest dla współczesnego człowieka niemal tak samo ważne i naturalne jak oddychanie. Zobaczmy, czy takim słuchaniem można sobie w trakcie zakuwania pomóc.
Piosenka jest dobra na wszystko
O tym już nawet naukowcy trąbią. O tym, że muzyka jest doskonałym wspomagaczem stymulującym wszechstronny rozwój. Że pobudza różne rodzaje naszych inteligencji (językową, przestrzenną, kinestetyczną, interpersonalną, matematyczną…), łącząc w jakiś niepojęty sposób obie półkule i wprowadzając w stan równowagi.
Wspomniani naukowcy odkryli, że muzyka może wpływać ma pamięć, odstresowywać, pomagać w koncentracji oraz (tutaj bądźmy ostrożni) otwierać podświadomość. Muzyka bowiem to nie jest jakiś tam neutralny, miły dodatek do życia. To jedno z najbardziej sugestywnych narzędzi wpływających na stan naszego ducha. I ciała.
Efekt Mozarta
Znamy Alfreda Tomatisa? Francuski otolaryngolog i badacz nad komunikacją, którego tata był śpiewakiem operowym. Z tego połączenia wiele wynikło. Ale – jak już dzisiaj się uważa – chyba jednak nie za wiele.
Generalnie chodzi o to, że Alfred miał bzika na temat zależności między ludzkim uchem i głosem. Jest twórcą tak zwanego efektu Mozarta – nieznacznej poprawy zdolności przestrzennych i inteligencji ogólnej wywołanej słuchaniem utworów barokowych i klasycznych. Zwłaszcza tych Wolfganga Amadeusa Mozarta.
Zauważył, że bogata w wysokie częstotliwości muzyka geniusza z Wiednia ma ultrapozytywny wpływ na zdrowie, naukę i poprawę kondycji psychicznej. Ma? Metoda Tomatisa jest dzisiaj traktowana jak pseudonauka, a efekt Mozarta jako przereklamowany. Ale Mozarta zawsze warto sobie posłuchać. Z pewnością nie zaszkodzi.
Barok też
Jest jakiś wyczuwalny zakręt w stronę klasyki, gdy drążymy wątek pozytywnego wpływu muzyki na życie człowieka. Kolejny raz wspomagając się tak zwanymi naukowcami nadmieniam, że również barok jako gatunek ma być przydatny w procesie przyswajania wiedzy. Nie wiem, kto konkretnie stoi za tymi badaniami i jakimi metodami je przeprowadzano, ale określono nawet optymalne tempo barokowego kawałka, który wspomaga proces przyspieszonego uczenia się, obniża ciśnienie krwi zmniejszając liczbę uderzeń serca.
Mało tego. Dorzucić do tych dobrodziejstw należy również obniżenie poziomu stresu, pobudzenie systemu immunologicznego, a nawet pozytywne zmiany w przepływie fal mózgowych. A o jakim tempie barokowych kawałków mówimy? Largo lub andante. Czyli około 60 uderzeń na minutę. Był Mozart. Czas na Bacha.
A jak jest naprawdę?
A naprawdę jest tak, że wszystko zależy od konkretnego człowieka. Znajdą się tacy, dla których jedyną dopuszczalną muzyką w trakcie nauki jest cisza. I tacy (o zgrozo!), którzy uczą się przy heavy metalu. A nawet przy TVN24… Ale jednak mimo wszystko są pewne reguły, które dotyczą większości populacji.
Bzdury
Myśląc o regułach, które jednak działają w jakoś tam zauważalny sposób, na pewno NIE myślę o tym, co poniżej.
- matematykę, chemię i fizykę najlepiej przyswajać sobie przy muzyce poważnej:
- w przypadku przedmiotów humanistycznych najlepiej sprawdza się tzw. muzyka motywacyjna, pop oraz rock emocjonalny (a istnieje rock bezemocjonalny?) w tempie 50–80 uderzeń na minutę:
Takie i inne poradnictwo można znaleźć w sieci. To raczej bzdury, których znaczenie jest znikome…
Bzdury mniejsze, czyli Miś Szumiś
Nie przypisywałbym moim słowom wagi wyroczni, jednak zaryzykuję tych kilka stwierdzeń. Otóż uważam (i nie jestem w tym przekonaniu samotny), że dla zoptymalizowania dobroczynnego wpływu słuchania muzyki na proces uczenia się ważne jest kilka kwestii.
- Słuchajmy muzykę, którą lubimy. Takie oczywiste, ale zauważmy, że nasze życie często toczy się z jakimś włączonym elektronicznym urządzeniem w tle (radio, TV). I nie zawsze to, co tam puszczają, jest tym, co się nam podoba.
- Nie słuchajmy muzyki narażonej na rozpraszające (bo właśnie takie mają być!) przerwy reklamowe albo gadanie kolesia przy mikrofonie. Sama muza.
- Słuchajmy na słuchawkach. Zwłaszcza, kiedy wokół nas nie ma ciszy i spokoju. Słuchawki skutecznie separują nas od absorbującego otoczenia.
- Słuchajmy muzyki bez słów. Piosenki z tekstem mniej lub bardziej świadomie przykuwają naszą uwagę. A przecież nie o to chodzi, kiedy się uczymy.
- Słuchajmy jednorodnej, długiej muzyki. Częste zmiany 3-minutowych utworów, z których każdy ma inne tempo i charakter, będzie rozpraszać.
- Słuchajmy cicho. Tak, by muzyka była jedynie tłem dla naszej nauki. Ona ma pełnić dokładnie taką samą funkcję, jaką pełni Miś Szumiś, kiedy dziecko śpi.
Najlepsza muzyka do nauki
Cóż, tutaj za bardzo Ameryki nie da się odkryć. Dostępność muzyki wszelakiej jest dzisiaj skandalicznie prosta i (prawie) nieograniczona. Ja polecam platformy streamingowe, gdzie można podpiąć się do jakiegoś klimatu i spokojnie oddać całodziennej czy całonocnej nauce.
Na Spotify czy w innym serwisie mamy dostęp dosłownie do każdego muzyczno-dźwiękowego powietrza. Od delikatnej muzyki relaksacyjnej po 10 godzin pierdzenia (niestety nie żartuję). Jest ambient do nauki, do spania, do kawy, do modlitwy, do uzdrawiania układu pokarmowego, do jazdy na rowerze i dłubania w nosie. I wiele, wiele innych.
Polecam też dźwięki natury. Tutaj również spory wybór. Na przykład dźwięk Himalajów:
Albo oceanu:
Albo lasu:
Na koniec
Jasne, że i tak wybierzecie po swojemu. I tak ma być. Tym tekstem absolutnie nie miałem zamiaru niczego Wam narzucać. Jedynie zwrócić uwagę na to, że muzyka ma znaczenie i że warto zastanowić się czego, jak i kiedy słuchamy.
A do czytania – ale już poza nauką! – polecam to:
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.










