Photo by bady abbas on Unsplash
1 marca| Artykuły

Co to jest rutyna życiowa?

Ma bardzo złą opinię. Mówi się, że zabija w naszym życiu to co najfajniejsze. Sieć zasypuje tytułami, które na rutynie nie zostawiają suchej nitki. Jak rutyna odbiera radość życia? Gdy strach i rutyna ograniczają nasze życie. Jak walczyć z rutyną dnia codziennego? Itd, itp.

Specjaliści przekonują, że prawdziwym wrogiem życia wcale nie jest odległa (albo bliska) śmierć, tylko oderwanie od tego co tu i teraz. To rutyna, wbrew pozorom, sprawia, że zachowujemy się tak, jakbyśmy będąc tu byli jednocześnie gdzie indziej. Na przykład w naszych lękach. Często wyimaginowanych. Rutyna to podporządkowanie naszej codzienności przyziemnym, mechanicznym czynnościom. To rezygnacja z inspirującej definicji życia i brak żarliwości w jego realizacji. Specjaliści wzywają nas do wojny z naszymi wewnętrznymi demonami. Z lękiem, zwątpieniem, niskim poczuciem własnej wartości. To one paraliżują naszą chęć zrobienia czegoś niesamowitego, chęć przekraczania swoich granic. Brakuje nam odwagi by otworzyć się na życie i podjąć wysiłek realizacji swoich marzeń. Oczekujemy, że ktoś inny będzie podejmował decyzje za nas, bo wolimy by odpowiedzialność za te złe nas ominęła. A przecież nikt poza nami nie może wydać nam zgody na odważne dążenie przed siebie.

Rutyna to podporządkowanie naszej codzienności przyziemnym, mechanicznym czynnościom. To rezygnacja z inspirującej definicji życia i brak żarliwości w jego realizacji.

Rutyna sprawia, że przestajemy zauważać wartości i piękna najprostszej egzystencji. Przestajemy doceniać dar życia w jego podstawowej postaci. Życie bez dopalaczy traci dla nas sens. Musimy odkryć i zrozumieć, że życie samo w sobie jest największą wartością i że nie ma niczego bardziej ekscytującego i pięknego. Jeśli wciąż tego nie odkrywamy, znaczy, że rutyna nas ma w garści.

Gdybyśmy uczciwie przyjrzeli się swojemu życiu, wyszłoby na jaw, że jest ono ciągiem przedwczesnych kapitulacji. Rezygnacji z wartości w zamian za znajomą wygodę. Albo ze strachu przed kimś lub przed czymś. Musimy zrobić wszystko, by miłość zaczęła rządzić naszym życiem. Uwolnić nasze serce od lęku przed krzywdą i obsesją oczekiwania wzajemności. Nie wolno nam ulegać pokusie podglądactwa i sprowadzania życia do zaspakajania podstawowych potrzeb zmysłowych. Potrzebujemy wolności od byle czego. Potrzebujemy kreatywności. Jeżeli Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, to znaczy, że nasze życie ma wypełnić miłość i kreatywność, a nie depresyjne siedzenie z chipsami na kanapie przed kilkuset kanałami TV. Ja wiem, że łatwo się mówi. Czasami nasza niemoc wydaje się kilkutonowym głazem nie do ruszenia. Ale przecież nie jesteśmy w tym wszystkim sami. Rutyna to też wszechobecny pośpiech. Kogo nie zapytam o to jak jest, zawsze słyszę to samo – brak czasu. Oto dziewiąta z deklaracji Burcharda:

Światem rządzi pośpiech. Tymczasem życie nie powinno nas omijać. Z powodu zmęczenia i stresu odrywamy się od chwili obecnej. Płacimy za to wysoką cenę – chwile nie nabierają ostrości, gromadzą się tylko jedna za drugą w postaci chaotycznych dni. Sprowadzamy na siebie katastrofę pozbawionego radości życia, którego tak naprawdę nie przeżywamy. Kiedy ostatnio śmiałeś się do rozpuku? Kochałaś bez opamiętania? Tańczyłaś do utraty tchu? Żeby życie stało się żywym doświadczeniem, musimy zwolnić. Każdym dniem powinniśmy się cieszyć jak chwilą wytchnienia nad chłodnym strumieniem w upalny dzień.

W punkt. Wracamy do Łukasza.

Lecz biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Łk 11, 42-44

Czuję, że ten fragment kryje w sobie definicję rutyny. Jak nic. Mechaniczne powtarzanie religijnych czynności zabija istotę wiary i relacji z Bogiem. Rutyna. Obsesja sukcesu (tego światowego oczywiście) czyni nas ślepymi na wewnętrzną nędzę naszych serc. Rutyna. Nie tylko religijna. Choć Jezus był największym na świecie wrogiem tej religijnej właśnie. Ale jak widać, to o to samo chodzi. Bierzemy przykład z Jezusa i idziemy na wojnę z rutyną. Przestajemy robić to co wypada, a robimy to co należy. Przestajemy biegać za wielkimi rzeczami, bo odkrywamy, że te największe od dawna są w naszych rękach. Nie boimy się trudu i cierpienia. Miłość definiuje sens naszego istnienia. Rutyna to zafiksowanie na punkcie swojego ciasnego, przyziemnego ja. Śmierć rutynie!