unsplash.com
11 listopada| Artykuły

Kto najbardziej korzysta na jałmużnie?

Dziwny wyraz, nieprawdaż? Z pośród trzech pokutnych uczynków wydaje się, że to właśnie jałmużna stanowi dla nas największe wyzwanie. Zmówić […]

Dziwny wyraz, nieprawdaż? Z pośród trzech pokutnych uczynków wydaje się, że to właśnie jałmużna stanowi dla nas największe wyzwanie. Zmówić za kogoś paciorek? Nie ma problemu. Zrezygnować w piątek ze schabowego? Da się. Oddać komuś kawałek swojej krwawicy? Niechętnie.

Jałmużna to datek dla biednych i potrzebujących. Jałmużna może przybierać formę jednorazowej darowizny, lub stałego wsparcia, np. w postaci dziesięciny. Jałmużna jest zalecana lub nakazywana przez różne religie.

Oficjalnie – datek dla biednych i potrzebujących. Nieoficjalnie? Zobaczmy.

Jałmużna w Islamie

Muzułmanie jałmużnę traktują naprawdę serio. To jeden z filarów Islamu. Nazywana zakat tudzież chums jest określana jako oddanie części swojego majątku biednym. Znaczy, że muzułmanin miłosierny też być powinien. Serio? Przynajmniej momentami. Od stereotypu ścinającego głowy oszołoma trudno jednak uciec. I co tu dużo gadać, stereotyp ten ma sporo wspólnego z rzeczywistością. Niestety. Jałmużna bardzo poważnie jest traktowana przez wyznawców głównego nurtu – sunnitów, szyitów czy charydżytów. Natomiast gdzie indziej niekoniecznie. Alewici na przykład traktują ją jedynie jak symboliczne zalecenie i po prostu jej nie dają. To dokładnie tak jak u nas. Są katolicy gotowi odrąbywać konkretne kawały swojego majątku i wrzucać do skarbony. Są tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez dawania dziesięciny. Ale są i tacy, których stać jedynie na cotygodniowego klapaka do koszyczka. Niektórych nie stać nawet na to. 

Jałmużna w Judaiźmie

U żydów nie ma jałmużny. Jest cedaka. Żydzi uważają, że nic nie jest nasze. Więc nie ma u nich czegoś takiego jak dawanie z tego co jest moje. Oni spełniają prawy czyn. O tym, że dom jest domem żydowskim świadczy nie tylko mezuza na odrzwiach, Tora na półkach i gościnność wobec gości. Tam gdzieś na szafce stoi mała, niepozorna puszka. To do niej wrzuca się codziennie trochę drobnych monet. Gdy puszka się zapełni, wszystko idzie na zbożny cel, który wybiera rodzina. Żydowska mądrość mówi: jedna moneta dziennie podtrzymuje ruch świata. A Majmonides powiadał, że ważniejsze od tego ile dajesz jest to, jak często dajesz. Kiedy wypisujesz czek na 365 dolarów, po prostu na dobry cel idzie 365 dolarów. Ale kiedy codziennie przez rok do puszki wrzucasz dolara, stajesz się dobroczyńcą. Po mojemu wychodzi na to samo, no ale nie jestem żydem więc nie kumam do końca tych mądrości. 🙂 Mówi się, że Żydzi od pamiętnego wyjścia z niewoli Egipskiej ogarnięci zostali obsesją dobroczynności. Historia wszystkich epok potwierdza tą obsesję. Wszędzie tam gdzie byli istniały darmowe fundusze pożyczkowe, stołówki, fundusze na wesela, fundusze dla wdów, opieka nad sierotami, opieka nad młodymi matkami, darmowa edukacja. Dawanie cedaki to jedna z tych rzeczy, z których nasi bracia starsi są najbardziej dumni.

Jałmużna w Chrześcijaństwie

Jezus sprawę stawia jasno: Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Mt 6, 2-4. To bardzo subtelne kuszenie. Często, zbyt często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasze czyny nie są czynami miłosierdzia, ale pychy. Podpinanie się pod zbożne cele w swoich chciwych biznesach to chyba najbardziej skuteczny sposób mydlenia oczu. I dajemy się nabierać. Mnie jako muzyka najbardziej rozwalają tak zwane koncerty charytatywne. Jasne, są takie, które z czystym sumieniem można tak nazwać. Ale o nich raczej w telewizji się nie gada. Wiele jest takich organizowanych dla kasy i własnej chwały. Niejedno się widziało. Jednak nie jest w tym wszystkim najważniejsze to czy zarabiasz na swojej jałmużnie. Na czymś trzeba. I nie jest najważniejsze to, czy twoja jałmużna sprawia, że inni cię chwalą. Ważne jest to, co dzieje się w twoim sercu. Może być tak, że główną motywacją twojej jałmużny, której kompletnie nikt nie widzi, jest pycha. Uspokojenie obciążonego sumienia. Albo pragnienie poczucia się lepszym od innych. Jeżeli chcemy by nasza jałmużna była miła Bogu, musimy o łaskę takiej jałmużny tego Boga prosić. Bo jak wiemy, świętość o własnych siłach jest nieosiągalna.

Historia dziesięciny

Dziesięcina to po prostu religijny podatek. Nie wiem czy można ją podciągnąć pod jałmużnę. Zależy od konkretnej sytuacji. Tak myślę. Jeżeli jest obowiązkowa, to chyba nie. Obowiązek płacenia dziesięciny pojawił się w prawodawstwie w czasach karolińskich. Czyli czasach hegemonii dynastii Karolingów. Za jej początek symbolicznie przyjmuje się 25 grudnia 800 roku, kiedy papież Leon III koronował Karola I Wielkiego na Cesarza Rzymian. Przypominam, że wtedy ta dziesięcina była oddawana na potrzeby Kościoła – utrzymanie księży, remonty, sprzęty liturgiczne itd. W Polsce początkowo dziesięcinę w imieniu poddanych osobiście odpalał panujący. Jednak z czasem stało się to dla niego nie do udźwignięcia i obowiązek dziesięciny przerzucił na poddanych. Jak nie było gotówki to brano co się dało. Była dziesięcina snopowa, czyli po prostu konkretna ilość snopków z pola. Była i małdratowa, czyli pobierana w ziarnie. Ale była też dziesięcina z konopi, lnu, miodu, kunich i lisich skórek, a nawet z ryb. Jednak z czasem całkowicie przerzucono się na gotówkę. Wszędzie tam gdzie pojawia się pieniądz, pojawiają się i kłopoty. Nietrudno się domyślić, że idea takiej obowiązkowej, odgórnej dziesięciny zaczęła w końcu rodzić konflikty. We Francji na przykład zniesiono ją wraz z Rewolucją Francuską. W Polsce utrzymała się do XIX wieku. Dzisiaj jej echa pobrzmiewają w dwóch obszarach – w państwowych podatkach i na kościelnych tacach.

Dziesięcina jako jałmużna

Choć dzisiaj zwyczaj składania dziesięciny nie jest obowiązkowy, w niektórych chrześcijańskich środowiskach jest praktykowana. Na przykład w wielu kościołach protestanckich. Ale i u katolików coraz częściej wraca do łask. Wracają do niej niektóre wewnątrzkościelne wspólnoty. Ale też indywidualiści, którzy w sercu poczuli taką potrzebę. W takim wydaniu dziesięcina rzeczywiście może być traktowana jak jałmużna. Choć w istocie jedna dziesiąta naszych dochodów z automatu nie jest nasza. Z biblijnego punktu widzenia. Powinna być jak najszybciej oddana. Choćby jako wyraz dziękczynienia Bogu za to, że daje nam pracę. Szybkie pozbywanie się jej pomaga też w pokonaniu naszego przywiązania do mamony. Im mniej do oddania, tym łatwiej to zrobić. Im większa dziesięcinowa bańka się uzbiera, tym trudniej ją oddać, by tym głośniej odzywa się nasza chciwość.

Sens jałmużny

Widzę trzy parametry jałmużny dobrej:

  1. W ukryciu. Niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa. Jeżeli to jest możliwe, nie ujawniaj obdarowywanemu kim jesteś. Ominie cię odrobina ziemskiej chwały, ale za to zyskasz na tej niebiańskiej
  2. Oddaj wszystko. Niekoniecznie należy to traktować dosłownie. Choć naprawdę są tacy, którzy skierowane do bogatego młodzieńca wezwanie Jezusa by oddać wszystko potraktowali dosłownie. Da się. I wcale nie było to dla nich końcem świata. Było raczej początkiem nowego życia. Chodzi o to, bo oddać konkret. Tak by poczuć, że się dało. Dawanie z tego co zbywa to jałmużna pozorna.
  3. Intencja serca. Parametr kluczowy. Jak to się zgadza, to wszystko się zgadza. Jeżeli jałmużna naprawdę jest wyrazem miłosierdzia i wdzięczności to jest prawdziwą jałmużną. Nawet jak jest oddawana przed kamerami i finalnie pomnaża zasoby naszych kont.

A teraz spójrzmy na obraz Janosa Thormy Kobieta oddająca jałmużnę.

Thorma Alms - Kobieta dająca jałmużnę
upload.wikimedia.org

Co widzimy? Dobrą, miłosierną kobietę, która w odruchu serca ofiaruje ubogiemu bezdomnemu fragment zawartości swojego portfela. Postawa bezdomnego w jakimś sensie wyraża wdzięczność tej kobiecie za okazane mu serce. No niby tak jest. Ale można na ten obraz spojrzeć zupełnie inaczej. I zobaczyć bogatego, elegancko ubranego, choć ubogiego duchowo i przywiązanego do rzeczy materialnych człowieka, którego spotyka wielka łaska. Oto na jego drodze staje ukryty w bezdomnym biedaku Jezus, który dotyka jego serca. I nagle ten zniewolony pieniądzem człowiek doświadcza chwili wolności. Czuje się gotowy pozbyć części tego co tak naprawdę nie jest jego szczęściem, ale więzieniem. To biedak jest tym, który wyświadcza miłosierdzie. Kobieta jest tą, która jest obdarowywana. To jest prawda o jałmużnie. Jałmużna nie jest uciążliwym obowiązkiem, ale wielką łaską. Dawanie jest zawsze oznaką wolności i miłosiernego serca. Jest jak wyrzucanie balastu z napędzanego gorącym powietrzem balonu. Im więcej tego balastu wyrzucimy, tym wyżej się wzniesiemy. Tym bliżej nieba będziemy.

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: