14 lutego| Artykuły

Bóg kocha człowieka. Prawda czy fake?

O ile człowiekowi da się jeszcze dzisiaj wmówić, że Bóg istnieje, o tyle przekonać, że ten Bóg go kocha jest wyzwaniem z cyklu kwadratura koła. Bo jak ktoś kocha, to chce dla tego kogoś dobrze. A człowiekowi dzieje się źle. Więc jak to jest?

Na rockandrollowym do bólu festiwalu jakiś koleś w czarnej sutannie podchodzi do ledwo stojącego na nogach młodego człowieka z puszką piwa w ręce. Ten pierwszy mówi do tego drugiego:

– Bóg cię kocha!

– Spier***** – pada odpowiedź.

Koniec rozmowy.

Czy Bóg istnieje?

Istnienie Boga wydaje się dosyć prawdopodobne, bo Jego nieistnienie wydaje się prawdopodobne zdecydowanie mniej. Zakładam, że ateizm pojawił się na świecie z chwilą, gdy człowiek przestał widywać się z Bogiem face to face. Czyli kiedy zgrzeszył (człowiek oczywiście) i wszystko się schrzaniło.

Tego nie wiedziałem, ale ateizm to nie to samo co antyteizm. Statystyczny ateista nie wierzy, bo nie wierzy i nie ma nic do tego, że wierzący wierzy. Antyteista nie tylko, że nie wierzy. Jego również wkurza to, że inni wierzą i robi wszystko, by inni też nie wierzyli. Bo jest święcie przekonany, że religijna wiara w Boga Stwórcę i wszystko co z tego wynika jest źródłem największego na świecie zła. Panie Dawkins, naprawdę? Z tego co wiem, to Hitler i Stalin byli wojującymi z religią ateistami. Jak Pan. Oczywiście oni stosowali bardziej radykalne rozwiązania, ale jednak.

Ateizm logiczny

To jedna z najciekawszych frakcji niewierzących. I klei się z tematem, że hej. Zatem ateizm logiczny głosi: Bóg nie istnieje, bo… Bo różnorodne koncepcje bogów, w tym koncepcja osobowego Boga chrześcijan są logicznie niespójne. Nie trzymają się kupy – jak by to ujął mój fąfel z Bogucic. Tutaj ateiści teodycejscy najlepiej klarują istotę problemu. Uważają, że nie da się pogodzić koncepcji wszechmocnego i doskonale kochającego Boga z istnieniem na świecie zła i cierpienia. Epikur ujął problem w punkt:

Czy Bóg chce zapobiec złu, lecz nie może? Zatem jest bezsilny.

Czy może, ale nie chce? Zatem jest zły.

Czy i może, i chce zarazem? Skąd więc bierze się zło?

Wspólna sprawa

Miało by to wszystko ręce i nogi, gdyby założyć, że jedynym gospodarzem ziemi jest jej Stwórca. Ale nie jest. Można mieć do Boga pretensje o to, że oddał część swojej kontroli nad światem w ręce człowieka, że zachował się lekkomyślnie i ryzykownie. Ale tak jest! Bóg zaprosił swoje ograniczone stworzenie do współrządzenia i do tego jeszcze (o zgrozo!) dał mu wolną wolę. Za bałagan jaki panuje na świecie nie odpowiada Bóg, tylko człowiek, który Boga odrzucił. Powtórzę – człowiek ma wolną wolę. Może zrobić co chce i Bóg jest wobec tego wyboru bezradny. Jest tak, bo Bóg chciał by tak było. To ten kamień, o którym pisałem niedawno.

Reagować czy nie reagować?

Logiczna (zdaniem ateistów teodycejskich) koncepcja wszechmocnego i kochającego Boga rządzącego stworzonym przez Niego światem mogła by wyglądać na przykład tak:

Bóg stwarza człowieka. Daje mu wolną wolę i jednocześnie nakazuje, by był grzeczny. Człowiek korzystając z tej wolnej woli jednak grzeczny nie jest. A ponieważ kochający Bóg nie chce, by człowieka dopadły bolesne konsekwencje jego niegrzeczności (o których Bóg wcześniej człowieka lojalnie poinformował), mówi – Ok. Nic się nie stało. Cofam to co powiedziałem. Żyj dalej. Więc człowiek uniknąwszy konsekwencji żyje dalej. Ale tak się składa, że znów jest niegrzeczny. Jeszcze bardziej. A kochający Bóg znów udaje, że nic się nie stało i nie pozwala by człowiek poczuł, że zbroił. I tak wkółkomacieju. Czy taka koncepcja wszechmocnego/kochającego Boga jest logiczna? Nie jest. W takim razie po co ta przeklęta wolna wola!? Z miłości. Założenie, że ktoś jednocześnie kocha i zmusza jest alogiczna. A każdy student psychologii wie doskonale, że prawdziwa miłość wymaga i musi pozwalać na ponoszenie konsekwencji postępowania. Nawet jeśli mają być bolesne.

Jakiego boga byś wybrał?

Powiedziałem kiedyś przy okazji jakiegoś publicznego świadectwa, że jeśli ktoś pokaże mi boga, który kocha bardziej niż mój, to zmienię wiarę. Do dzisiaj nikt taki się nie znalazł. Pamiętacie, przy okazji różnych wyborów politycznych (brrrr), pojawiają się takie ankiety. Takie tabele, gdzie można łatwo porównać kandydatów. Poznać plusy i minusy każdego z nich. Po to, by dowiedzieć się, który z nich bardziej odpowiada naszym oczekiwaniom. Wyobraźmy sobie taką ankietę w związku z wyborami na naszego Boga.

Kandydat A: wszechmocny, dobry, kochający.

Kandydat B: wszechmocny, dobry, kochający.

Kandydat C: wszechmocny, dobry, kochający. Kochający tak bardzo, że przyjąwszy ciało swojego stworzenia, dla jego ratowania dał się umęczyć i zabić.

Kogo wybierasz?

Skandaliczna miłość

Miłość Boga chrześcijan jest skandalem. Na takiego Boga żaden człowiek nigdy by nie wpadł. Dlatego jest prawdziwy. Wracam do Epikura. Bóg chce zapobiec złu i robi to. Bo jest wszechmocny i miłosierny. Jego ofiara jest dla ludzkości ważnym komunikatem – cierpienie i śmierć nie znikną z tego świata.

Bóg nigdy nie cofa danego słowa. Istnienie zła jest tak naprawdę dowodem na to, że Bóg jest i że jego prawo wciąż obowiązuje. I niech nikt nie mówi, że Bóg to nieczuły władca, który z nieba ze spokojem przygląda się, jak cierpią stworzeni przez Niego ludzie. On jest pierwszym niewinnym, który cierpi i umiera. Który na sobie samym ponosi bolesne konsekwencje tego, co zrobił człowiek. Celem jego ofiary nie było unieważnienie Bożego prawa o doczesnych konsekwencjach grzechu. Chodzi o coś znacznie ważniejszego. O wieczność.

Miłość, miłość, miłość

W jakimś sensie Bóg jednak zmienił zdanie. W swoim Synu zawieszonym na krzyżu. Choć myślę, że od zawsze znał cenę naszego wykupu z piekła. Tą ceną był On sam. Poczytajcie uważnie Księgę Rodzaju. Tam obok drzewa poznania dobra i zła jest jeszcze jedno drzewo – drzewo życia. To ukryta zapowiedź krzyża. Taka jest miłość mojego Boga. Nie do przebicia. Nie do zdarcia. Nie do podrobienia. Nie zmieniam wiary.

Albowiem nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. J 15, 13