5 lutego| Artykuły

Czy wszechmogący Bóg może stworzyć kamień tak ciężki, że nie mógłby go podnieść? Paradoks omnipotencji

Czy wszechmogący Bóg może stworzyć kamień tak ciężki, że nie mógłby go podnieść? Każdy chyba zetknął się z tym pytaniem. Ale chyba nikt nie zetknął się z satysfakcjonującą na nie odpowiedzią. Bo taka nie istnieje.

Paradoks omnipotencji pojawia się, kiedy próbujemy rozstrzygnąć, czy wszechmogący byt jest (lub nie jest) w stanie ograniczyć swoją wszechmoc. Pytanie, o możliwość stworzenia kamienia tak ciężkiego, że nie da się go podnieść jest jego najpopularniejszym sformułowaniem.

To pułapka. Diabelska prowokacja mająca na celu wykazać, że Bóg albo nie jest wszechmocny albo że w ogóle nie istnieje. Nie dajmy się złapać. Choć pytanie brzmi mądrze, w gruncie rzeczy jest głupie i nielogiczne.

Wyobraźnia

Ludzie często zastanawiają się, jak wobec tego pytania zachowałby się czołowy katolicki teolog św. Tomasz z Akwinu. Panuje przekonanie, że najprawdopodobniej puknął by się w czoło stwierdzając, że to nie ma sensu. Że to pytanie z cyklu – czy sreżeskes jest bardziej niż surkiżm? Albo – czy drewno może być metalem? To nawet nie jest pytanie zawierające błąd albo nieprawdę, jak na przykład – dlaczego Stalin był niewinny? W przypadku takiego pytania wystarczy udowodnić jego błędne założenie (co nie jest trudne) i po sprawie.

W przypadku naszego paradoksu chodzi o sytuację niemożliwą do zaistnienia. Ale nie chodzi tylko o niemożliwość zaistnienia czegoś w świecie rzeczywistym. Hobbici w realu nie istnieją. Jedynie w naszej wyobraźni. Ale jak najbardziej można sobie wyobrazić, że z pobliskiego lasu wyjdzie Frodo i wstąpi do nas na kawę. Paradoks omnipotencji dotyczy rzeczy, które nie tylko nie istnieją, ale których nawet nie da się wyobrazić, bo przeczą fundamentalnym prawom logiki.

Bóg jest niezależny od ludzkiej logiki

Ten jeden z najbardziej wpływowych filozofów i naukowców wszech czasów zgłębiając paradoks omnipotencji poszedł jeszcze dalej. Założył, że Bóg nie jest zobligowany do przestrzegania praw logiki, które rządzą stworzonym przez Niego światem. Logika, podobnie jak czas i przestrzeń istnieją po to, by cały wszechświat miał swój przewidziany przez Stwórcę porządek i ramy. A skoro nie mamy dzisiaj większego problemu, by uznać, że Bóg nie jest zależny ani od czasu, ani od przestrzeni, to może pora uznać, że nie jest także zależny od naszej logiki?

Z takiego założenia wyłaniają się szokujące dla naszego mózgu możliwości. Mianowicie Bóg swobodnie poruszający się poza logiką może poprawnie wyliczyć, że 2+2=5, może narysować kwadratowe koło w taki sposób, że nauczycielka geometrii nie będzie miała się do czego przyczepić, może stworzyć ciemną jasność albo szkło będące drewnem. Świetnie ujął to Harry Frankfurt: Jeśli byt wszechmogący może dokonać tego, co jest logicznie niemożliwe, to może nie tylko stworzyć sytuacje, z którymi sobie nie może poradzić, ale co więcej, ponieważ nie jest związany ograniczeniami logiczności, to może poradzić sobie z sytuacjami, z którymi nie może sobie poradzić.

Transcendencja

Ostatecznie musimy powiedzieć sobie, że grzebiemy przy czymś o czym nie mamy bladego pojęcia. Słownik o transcendencji pisze tak: istnienie przedmiotu poznania poza umysłem poznającym, bądź bytu absolutnego poza rzeczywistością poznającego. Co nam to mówi? Ano to, że wszystkie pytania jakie powstają w umyśle człowieka (nawet tego najgenialniejszego) dotyczące transcendentnego Boga (w tym pytanie o paradoks omnipotencji) są tym umysłem ograniczone.

Jeśli człowiek pyta o coś lub o Kogoś, Kto go nieskończenie przerasta, to kształt tych pytań musi odzwierciedlać ową przepaść i bezradność wobec tej transcendentnej tajemnicy. Tak rodzą się paradoksy, z którymi nie wiadomo co zrobić. I absurdalne pytania z cyklu – czy Bóg może siebie zabić i przestać istnieć? Czy może unicestwić swoją wszechmoc? Czy może przestać kochać? Ktoś może powiedzieć – Bóg może to zrobić, ale nie chce. Otóż to. To, że Bóg czegoś nie robi, wcale nie musi oznaczać, że tego nie potrafi. A jedynie to, że nie chce tego zrobić.

Wszechmoc to wolność. A wolność to robienie tego, co uważa się za słuszne. Mózg mi się lasuje, ale próbuję sobie wyobrazić, że Bóg ma moc przestać istnieć (sic!!!) I robi to. Wtedy wszystko co istnieje w jakichkolwiek wymiarach, światach i przestrzeniach w nieskończenie krótkim czasie znika. Totalnie. Nic i nikt nie istnieje. Nie ma nawet pustego miejsca po tym wszystkim. Puste miejsce to też coś. Nie ma żadnego wspomnienia. NIC. Mniej niż nic. Nie mam słowa by to wyrazić.

Kamień nie do podniesienia jednak istnieje

Wbrew temu co napisałem, muszę stwierdzić, że taki stworzony przez Boga kamień, którego ten Bóg nie potrafi dźwignąć jednak istnieje. Zaskoczenie? Podsłyszałem to kiedyś na rekolekcjach i puszczam dalej. Tym kamieniem jest nasza wolna wola. Bóg stwarzając nas dał ją nam. I nie jest w stanie jej odebrać, bo musiałby zanegować samego siebie.

Wolna wola jaką mamy jest dowodem Jego miłości. Gdyby nam ją odebrał, oznaczałoby, że przestał nas kochać. Nie do wyobrażenia. Może to zabrzmi jak herezja, ale powiem to – Bóg jest ograniczony swoją miłością. Wyjaśniam. Słowo ograniczony to zmyłka. Tak myśli wąski, egoistyczny ludzki mózg. Miłość, gotowa zrezygnować z wszystkiego, nie jest ograniczeniem, ale wolnością absolutną. Jak wszechmocny to i doskonały. Jak doskonały to i kochający. To jedność.

Wszechmoc Boga wyraziła się w tym, że zrezygnował z niej wtedy, gdy mógł ją okazać. Wolność Boga wyraziła się w tym, że pozwolił się zakuć w kajdany i wtrącić do więzienia. Miłość Boga wyraziła się w tym, że dał się ludzkiej nienawiści przybić do krzyża. Same paradoksy. A czymże jest chrześcijaństwo jeśli nie paradoksem miłości?