20 lutego| Artykuły

Muzyka z rogami. Jak wpływa na nas to czego słuchamy?

Chcemy usunąć wszystkie ludzkie wartości, do których zachęca judeo-chrześcijaństwo. Demokracja, socjalny humanizm, ideały jakości - cały ten brud musi być zniszczony. Nie jesteśmy polityczną organizacją, ale organizacją okultystyczną. Pracujemy poza sceną manipulując, by ludzie myśleli tak jak chcemy. Wojna jaką prowadzimy to partyzantka o ludzki umysł (…) Używamy muzyki, ponieważ ma ona na młodych w tej chwili największy wpływ.

Kto to powiedział? A może to fake? Moja kaczka? Jednak nie. To słowa Nikolasa Schrecka. Słyszałem je na własne uszy w udzielonym oficjalnie wywiadzie. Czy kłamał? Blefował? Kim w ogóle jest Nikolas Schreck i co może mieć wspólnego z dzisiejszymi listami przebojów? Zobaczmy.

Wilkołaki

To człowiek z krwi i kości. Oficjalnie muzyk, filmowiec i nauczyciel buddyjskiej filozofii tantrycznej. Nie wnikając w tantryczne niuanse napiszę tylko, co myśli o tym angielski religioznawca Gavin Flood. Uważa on, że jedną z najistotniejszych praktyk w rytuałach tantryzmu jest ubóstwienie wyznawcy. Czyli, że człowiek czci człowieka. Czyli, że staniecie się jako bogowie. Czyli wiadomo o co chodzi.

Schreck założył kiedyś zespół Radio Werewolf. Odpaliłem jeden teledysk, ale szybko wyłączyłem, żeby nie mieć koszmarów. Znak charakterystyczny – brak prawego ucha. Pamiętacie, które ucho Apostoł Piotr odciął arcykapłanowi Malchosowi, gdy ten przyszedł do Getsemani pojmać Jezusa? Oczywiście, że prawe (sic!).

Nieoficjalnie (choć nikt z tego nie robi tajemnicy) Nikolas Schreck jest świrem zanurzonym w cuchnącym siarką okultyzmie. Ucho musiał sobie odciąć sam (ewentualnie nieszczęśliwy wypadek), bo nie od początku tak było. Sprawdziłem. Oficjalnie jest mężem (cokolwiek tutaj to znaczy) Zeeny Schreck. Panieńskie nazwisko Zenny brzmi LaVey. Znajomo? A jakże. Jej tatuś to sam Anton Szandor LaVey – założyciel Kościoła Szatana. Ciepło coraz cieplej? Gorąco!

Wywiad

Bob Larson to urodzony w 1944 roku w USA legendarny kaznodzieja radiowo telewizyjny, pastor jednej z tysięcy protestanckich denominacji. I teraz uwaga – udało mu się w 1989 roku przeprowadzić telewizyjny wywiad z zaprezentowanym wcześniej czarnym małżeństwem, Nikolasem i Zenną Schreck. Doprawdy nie wiem, jak mu się to udało.

Cały wywiad jest do obejrzenia w sieci. Być może to mistyfikacja. Może prowokacja. A może wilkołaki po prostu uznały, że pora zacząć wychodzić z ukrycia. Tak czy inaczej, ten materiał znakomicie uzmysławia nam problem, któremu dzisiaj się przyglądamy. Bo oto okazuje się, że nie tylko powinniśmy uważać na to co jemy i pijemy. Na to czym oddychamy i kim się otaczamy. Okazuje się, że nie bez znaczenia jest i to czego słuchamy. Bo może mieć to na nas większy wpływ niż mogło by się nam wydawać. Niekoniecznie dobry.

Puppet show

Kiedy Nikolas Schreck mówi, że jego organizacja góruje nad polityką, którą określa mianem Puppet Show (swoją drogą trafił w punkt) i że interesuje ich (ich czyli kogo???) kontrola ludzkich istnień dla własnych celów, to zastanawiam się, czy ta kontrola jest jeszcze planowana czy może już realizowana?

Słyszę, że współczesna muzyka jest falą absolutną, zaprogramowaną by czynić ludzi pasywnymi, pozamykanymi w obozach owcami. Słyszę, że istnieje podział na predatorów-wilkołaków i poddane im owce. Słyszę, że poszukuje się wybitnych, silnych jednostek, które stały by się twarzami tej rewolucji. Nie tylko twarzami. Wręcz kanałami. Kiedy prawdziwa muzyka przychodzi do mnie, to nie ma to nic do czynienia ze mną, gdyż ja jestem tylko kanałem. Ona jest mi dana i ja ją przekazuję, tak jak kanał. – John Lennon.

Ukryty przekaz

Według krążącego stereotypu, za satanistyczne i im podobne treści w muzyce, głównym odpowiedzialnym jest rock and roll. Jako, że z definicji rock’n’roll to muzyka buntu, coś w tym jest.

Fakty są takie, że muzyka rockowa stała się jednym z najpotężniejszych katalizatorów tak zwanej rewolucji obyczajowej. Ci co pamiętają wiedzą o czym piszę. Młodzi mogą zapytać rodziców czy dziadków. Albo poczytać. Wolny seks, narkotyki, nazwa zmyłka – dzieci kwiaty, Woodstock.

Kiedy Led Zeppelin nagrało Stairway to Heaven wszyscy byli wniebowzięci. Aż ktoś nie puścił tej piosenki od tyłu. Z dużą ostrożnością podchodzę do takich sensacji. Naprawdę. Ale jak sam puściłem sobie od tyłu najsłynniejszą rockową balladę – zdębiałem. Reversowy bełkot Roberta Planta jest niepokojąco czytelny. Trudno uwierzyć, że człowiek jest w stanie napisać tekst, zaśpiewać go, nagrać i odkryć, że puszczony od tyłu daje zupełnie inny, zaskakująco czytelny przekaz. Sam Plant tak wspomina:

Trzymałem papier i ołówek… gdy nagle moja ręka zaczęła zapisywać słowa. Usiadłem wtedy i spojrzałem na słowa, a następnie mało co nie spadłem z krzesła.

Bez owijania

Potem było już coraz bardziej bezpośrednio. Łopatologicznie bym powiedział. Był The Rolling Stones i Black Sabbath. Mick Jagger twierdzi, że nawróciły go dwie wiedźmy, Marianne Faithfull i Anity Pallenberg. Stonesi w 1969 roku nagrywają Sympathy for the Devil. W tym samym roku, w którym LaVey wydaje swoją Biblię Szatana. A chłopaki z Black Sabbath opowiadają: Zawsze mówiliśmy, że między nami w zespole jest piąty, mistyczny członek grupy.(…) Były bardzo silne wibracje w tamtym miejscu. Dosłownie siadaliśmy w pokoju i to było tak jakby te piosenki były już napisane.

Na okładce najważniejszej płyty Beatlesów jest masa różnych dziwnych postaci. W tym Aleister Crowley, ojciec satanizmu. AC/DC wydaje swój przełomowy album Highway to Hell, na okładce, którego Bon Scott ma zawieszony na klacie pentagram. Tuż po wydaniu płyty umiera w dziwnych okolicznościach. A Angus Young przyznaje: Ktoś inny steruje mną. Jestem tylko pasażerem. Staję się opętany, gdy jestem na scenie.

Iron Maiden nagrywa 666. The Number of the Beast. 14 letni fan zespołu będący pod mediumicznym wpływem maskotki zespołu Eddiego, zabija 3 osoby. Jednej z nich wycina nożem numer 666. Rich Remirez, kalifornijski morderca przyznał, że kiedy dokonywał mordów i na ofiarach rysował pentagramy, był pod wpływem AC/DC.

A w 1984 roku młody chłopak odurzał się piosenką Black Sabbath: Samobójstwo jako rozwiązanie. Są tam takie słowa: Nie możesz uciec od śmierci, gdy bawisz się z szatanem. Faktycznie nie uciekł. Chłopak zastrzelił się, a sprawa trafiła do sądu.

Ciężko

Najbardziej zapachniało siarką, kiedy na scenę wjechały heavy metalowe czołgi i black metalowe maszyny kroczące. Za najbardziej rogatą odmianę metalu uważa się właśnie black metal. Norweski zespół Venom jest uznawany za ojca tego gatunku. To właśnie od jednego z ich albumu zaczerpnięto pomysł na nazwę.

Dalej był Celtic Frost, Slayer, Napalm Death i inne takie straszydła. Tutaj już nie było żadnego owijania w bawełnę. Koncerty stawały się okultystycznymi performensami, a teksty poezją z piekła rodem. Było coraz grubiej. Zasłaniając się wolnością artystycznego wyrazu, na scenie i poza nią przekraczano kolejne granice. Nie tylko dobrego smaku czy obyczaju. Także prawa i elementarnej duchowej higieny. Rozumiem, że chłopaki lubią przebierać się w potwory i robić WRRRRR!!!! Ale jak przy okazji takiej zabawy publicznie targa się Pismo Święte krzycząc żryjcie to gówno! to to już nie jest zabawa tylko przestępstwo.

Jestem trochę skonfudowany. Bo lubię rocka. Lubię czasem pobudzić się jakimś metalowym łupnięciem. A tu takie hocki klocki. Dla fanów ciężkiego brzmienia chodzących do kościoła stworzono coś takiego jak white metal. Są tacy, którzy uważają, że istotą są teksty. Że nawet jak się drzesz i od rozkręconych gitar krew leje się z uszu, ale drzesz się o tym, że Bóg cię kocha, to jest OK. Ale są i tacy, którzy uważają, że CAŁY ten agresywny hałas jest piekielny. Bądź tu mądry. Bo co w takim razie zrobić z tą Luxtorpedą?

Nie tylko ciężko

Tak, to prawda. Treści nie pobudzające do dobra mogą być przemycane w każdym rodzaju sztuki. Nawet najdelikatniejszym i najpiękniejszym. Opowiem o tym na przykładzie jednej piosenki. Chyba wszyscy ją znamy. Jeden z największych evergreenów. Melodyjny i stonowany. Piękny. Piosenka nazywa się Hotel California, a pochodzi z repertuaru zespołu The Eagles. Posłuchajcie:

Zastanawiacie się co z nią nie tak? Fakty. Fragment tekstu: A ona powiedziała: Jesteśmy tu wszyscy uwięzieni, zostawieni sami sobie. Zebrali się na ucztę w komnacie mistrza. Dźgają ostrymi nożami, ale nie zabijają bestii. Odpręż się, powiedział mąż nocy. Jesteśmy zaprogramowani do odbierania rozkazów. Zawsze możesz się meldować, ale już stąd nie uciekniesz. Dalej: Nie mieliśmy tu tego ducha od 1969 roku.

Przypomnę – LaVey w tym właśnie roku wydaję Biblię Szatana. Mało tego. Tytułowy Hotel California to hotel w San Francisco zakupiony przez tego samego Antonego Szandora LaVey i zamieniony na satanistyczną świątynię. Dorzucę jeszcze ideologiczne przesłanie zespołu ujawnione przez jego członka, Glenn Freya: Zaszaleć, upić się, naćpać się, podrywać dziewczyny, grać muzykę i zarabiać pieniądze. Przynajmniej jest szczery.

Illuminaci

O tym też trzeba wspomnieć. Jeden z tropów tego śledztwa prowadzi do nich. Zakon Illuminatów został założony w 1776 roku. Cele miał oczywiście szczytne. Jednak kilka lat później został przez Państwo Bawarskie rozwiązany. W ramach walki z podejrzanymi sekretnymi stowarzyszeniami. Wielu wierzy, że istnieją do dziś. Lecz w bardziej mrocznej i zakonspirowanej formie. Mają mieć demoniczny apetyt na globalną władzę. Na NWO. Czyli Nowy Porządek Świata.

A czymże skuteczniej wpływać na ludzi niż muzyką i obrazem? Już Platon stwierdził, że muzyka to dusza wszechświata, skrzydła umysłu, lot wyobraźni i wszelkie życie. Badania potwierdzają – muzyka może wpływać na nasze emocje, zachowanie, a nawet na to jak postrzegamy świat. Heinrich Wilhelm Dove odkrył w 1839 roku, że częstotliwość dźwięków może wpływać na nasze fale mózgowe. Oznacza to tyle, że dźwiękiem można nami manipulować.

Teoria (spiskowa) głosi, że Illuminaci postanowili wykorzystać potęgę muzyki do zrealizowania swoich celów. Artyści celebryci mają być marionetkami na ich usługach. A przemycane przez nich różne masońskie symbole i treści mają być albo sygnałem ostrzegawczym, albo (co gorsza) programowaniem przyszłego, zniewolonego społeczeństwa. Jak jest naprawdę, sam Bóg raczy wiedzieć.

Fakt jest taki, że popularność i sukces wielu artystów są tak spektakularne, że aż nieprawdopodobne. Mechanizmy showbusinessu potrafią doprowadzić poziom uwielbienia okazywanego dzisiejszym celebrytom do granic absurdu. Młodzi, otumanieni ludzie patrzą na swoich idoli jak na kogoś z innej planety. Jak na pół-bogów. To zostało zaprogramowane. To jest chore. Tak się steruje masami. Fakt jest taki, że dzisiejsza kultura masowa wpuszcza w krwioobieg młodych pokoleń dekadentyzm, deptanie autorytetów i moralną degrengoladę. I wygląda mi to na zaplanowane działanie.

Co na to Bóg?

Przeprowadziłem na temat duchowych i moralnych zagrożeń w muzyce dziesiątki rozmów. Tyleż samo zobaczyłem filmów, przeczytałem publikacji. Chciałem się dowiedzieć, co na ten temat mówi Biblia. Ludzie Kościoła i w tym temacie są podzieleni. Jedni wszędzie widzą diabła. Inni nie widzą go nigdzie.

Z jednej strony Jezus uspokaja: oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Ł10, 19. Z drugiej strony Paweł przestrzega: Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła! 1Tes 5, 20-21. Znajomy muzyk rzekł kiedyś – szkodliwa muzyka może być piękna.

To trochę jak z jedzeniem. Szkodliwe może być smaczne. Może tu mamy jakiś trop. Jakiś pomysł na ogarnięcie tego matriksa. Jeśli Ewangelia ma dla nas jakieś znaczenie, to rozeznawajmy w jej świetle. A jak rozeznamy miejmy odwagę z naszego menu wyrzucić to, co okazało się niezdrowe. I tyle. Więcej zrobić nie możemy. I nie wpadajmy w panikę. Ostatecznie nie umiera się od jednego hamburgera. Nawet od dwóch.