21 lutego| Artykuły

Jak duży wpływ mamy na życie, a na ile decyduje o nim przypadek?

Szczerze? Mulą mnie zwały życiowych mądrości jakimi raczą nas tłumy grasujących po świecie coach’ów i innych takich. Rady typu działaj pozytywnie, zmień swoje myślenie i otaczaj się tylko dobrymi ludźmi działają na mnie jak reklamy telezakupów Mango.

Nawet Budda mnie nie bierze, kiedy mówi, że naszymi myślami tworzymy siebie i otaczający świat. Cały ten przekaz szczerzy do nas zęby jak motywacyjny mówca zza oceanu próbując sprzedać fałszywy klejnot – wiarę, że jesteśmy panami swego życia

Jedyne na co mamy wpływ to to, by dojrzale i bez szarpania zaakceptować fakt, że go jednak nie mamy. Ok, jakiś tam mamy. Ale jest on zdecydowanie warunkowy.

Starotestamentalny coach

To nie znaczy, że dobrych coach’ów nie ma. Są. Moim ulubionym jest Kohelet. Mówią, że to prorok w depresji. Ledwo zaczyna swoją nawijkę i od razu dołuje:

Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Nie zdoła wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem, ani ucho napełni słuchaniem. To, co krzywe, nie da się wyprostować, a czego nie ma, tego nie można liczyć. Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem. Wszystko to marność i pogoń za wiatrem. Koh 1

Jakże cudownie idzie Kohelet pod prąd całej tej poprawnej politycznie koncepcji pozytywnego myślenia – widziałem wszystkie dzieła Boże: człowiek nie może zbadać dzieła, jakie się dokonuje pod słońcem; jakkolwiek się trudzi, by szukać – nie zbada. A nawet mędrzec, chociażby twierdził, że je zna – nie może go zbadać. Koh 8, 17. Dalej stwierdza mój coach ulubiony, że bycie sprawnym fizycznie nie gwarantuje wygranych zawodów, a mądrość nie gwarantuje człowiekowi ani pieniędzy, ani pozycji w świecie. Dlaczego? Kohelet wyjaśnia – bo czas i przypadek rządzi wszystkim. Koh 9, 11

Kohelet cd

Skoro Kohelet twierdzi, że wszystkim rządzi przypadek, znaczy muszą Koheleta lubić ateiści. A konstatując: człowiek w niczym nie przewyższa zwierząt, przybija dużą pionę z tymi z Greenpeace. No idzie po bandzie ten Eklezjastes, nie powiem.

Wyrywając z kontekstu jego frazy można rzeczywiście dojść do szokujących wniosków. Takich na przykład, że Bóg bawi się człowiekiem jak pan Jigsaw, a życie ludzkie nie ma sensu. No bo skoro znaczy tyle co życie jego psa, to rzeczywiście sensu brak. Ale to powierzchowne wnioski.

W istocie chodzi Koheletowi o to, co jest jasne jak słońce. O to, że doczesność (jakkolwiek zajmująca by nie była) jest przemijającą jak wiatr marnością. Marnością, która nie zasługuje aż na taką uwagę, jaką jej zwykle poświęcamy. I o to, że nie jesteśmy panami naszego życia. Bo nie jesteśmy.

Przypadek czy przeznaczenie?

Jean-Dominique Bauby razem z synem wsiadł do auta. Wybierali się do miasta. Prosty plan – wsiadasz w samochód i przemieszczasz się z punktu A do punktu B. Jadą. Wszystko się zgadza. Nagle Jean zjeżdża na pobocze i gasi auto. Co się dzieje? – pyta syn. Znieruchomiały jak kłoda Jean nie był w stanie nawet drgnąć wargą. I tak zostało mu do śmierci.

Błyskawiczny udar mózgu doprowadził do całkowitego paraliżu ciała dożywotnio skazując go na syndrom zamknięcia. Przypadek czy przeznaczenie? Lewa powieka. Jedyna część ciała, którą mógł świadomie poruszać. Korzystając z tej możliwości napisał książkę pt. Skafander i motyl, która stała się bestsellerem.

Czego uczy nas historia Jeana-Dominique’a Bauby’ego? Tego, że człowiek rzeczywiście nie jest panem swojego życia. I że mimo wynikających z tego ograniczeń stara się nim jednak być. Bo człowiek ma naturę wojownika. Ograniczenia nie zniechęcają go do walki. Wręcz przeciwnie. Jak już wiemy, im trudniejsza walka, tym piękniejsze zwycięstwo. Właśnie to chciałem powiedzieć – fakt, że nie jesteśmy panami swojego życia stwarza nam wyjątkowo duże pole do popisu.

Wpływ na życie

Sprecyzujmy. Mamy wpływ na nasze życie. Każda nasza wprowadzona w życie decyzja zmienia je. Każda akcja ma swoją reakcję. Ale na tą reakcję już wpływu za bardzo nie mamy. Dude Perfect to internetowi magnaci. Ponad 55 milionów subskrybcji. Ich filmiki mają po kilkaset milionów wejść. Bogowie celności, precyzji i skuteczności. Jak z zamkniętymi oczami i lewą ręką rzucają do kosza piłką z dachu drapacza chmur – za każdym razem trafiają. Kombinują na tysiące sposobów – z piłeczkami do ping ponga, do nogi, kosza, z boomerangami, lotkami itd. Zawsze się udaje. 100% skuteczności. Ale tylko na filmie.

W życiu to już tak nie działa. Muszą być pudła, chybione strzały i nieudane próby. Życie to walka, to wysiłek spełniania marzeń i mozolne dążenie do celu. Ale nie ma na świecie człowieka, który miałby 100% pewności, że jego plan się ziści. I właśnie to jest w tym najpiękniejsze. To, że nie możemy być wszystkiego pewni. Że nie znamy wyniku meczu przed jego zakończeniem. Ta walka mimo wszystko. Kiedy będziemy już bliżej końca naszej ziemskiej wędrówki, odkryjemy to coś. To, że walka jest ważniejsza od wyniku. Bo to walka właśnie określa jakim jesteś wojownikiem. Wynik jest potrzebny jedynie do statystyk

100% pewności

Przychodzimy na ten świat tylko z jedną stuprocentową pewnością. Z pewnością śmierci. Smutna, ale prawdziwe. Niby to wiemy, ale jak przyjdzie co do czego, nie potrafimy się z tą pewnością pogodzić. Wypieramy ją. Nie akceptujemy jej. Jesteśmy przerażeni i zbulwersowani tym, że coś takiego jak śmierć śmie istnieć!

Powiem wam dlaczego tak jest. Bo człowiek został stworzony do tego by żyć. Wiecznie. Coś poszło nie tak i pojawiła się śmierć, która jest jak żelazny pręt włożony w szprychy rozpędzonego życiowego koła. Nic dziwnego, że ten pręt nie pasuje nam za bardzo. Jednak nieuchronność śmierci to nie jest nasz plan. My chcemy żyć, a śmierć jest wyjątkowo bolesnym potwierdzeniem przewijającej się przez cały ten tekst prawdy – nie jesteśmy panami swojego życia.

Żył kiedyś koleś, który przepowiedział datę swojego odejścia na tamten świat. W końcu nadszedł dzień, w którym miał umrzeć. Ale czuł się świetnie i nic nie zapowiadało zgonu. Wiecie co zrobił, żeby jego przepowiednia się spełniła? Popełnił samobójstwo. Kretyn.

100% BIS

Nieuchronność śmierci to nie jedyne nasze 100%. O wiele bardziej stuprocentowa jest pewność życia. O ile wejdziemy w układ z Tym, który jest tego życia źródłem. Poza tym układem nie liczyłbym na jakieś szaleństwo. Ale to nasz wybór.

Największy i jedyny chyba obszar naszej wolności. Naszego panowania nad naszym życiem. Nie my zdecydowaliśmy o tym, że istniejemy. Płeć, kolor włosów, wrodzone i nabyte predyspozycje, środowisko i miliardy wpływających na nasze życie czynników nie podlegają naszej rzeczywistej kontroli. Jest za to jedna rzecz, która zależy tylko od nas. Powierzenie swojego życia Temu, kto nam je dał i zgoda no to, że jest akurat takie jakie jest. Czyli niekoniecznie takie jak byśmy chcieli.

Jesteśmy TYLKO stworzeniem AŻ takiego Boga. Nie pozostaje nam nic innego jak zaakceptować tą oczywistą oczywistość. I pogodzić się wreszcie z tym, że były, są i będą spotykać nas doświadczenia, na które nie mamy wpływu. Karl Paul Reinhold Niebuhr powiedział kiedyś coś mądrego i tym zakończę:

Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.