22 lutego| Artykuły

Co jest w życiu najważniejsze? Przyjmij szeroki punkt widzenia

Są takie chwile, kiedy świadomość istnienia przeraża. Tajemnica jaką życie jest, wydaje się być jednak czasem aż nazbyt tajemnicza. Nieogarnięta. Nieprzewidywalna. Niezrozumiała. Zagrażająca. Każdy człowiek to z jednej strony stworzona w oparciu o wspólną dla wszystkich matrycę istota. Z drugiej -  odrębny, subiektywny, niepowtarzalny świat.

Po co żyję? To pytanie, które zadajemy sobie chociaż raz w życiu. Odpowiedzi są przeróżne. Od: żeby się nażreć, aż po: żeby umrzeć z miłości. Czasem uczciwa odpowiedzieć brzmi: nie wiem po co żyję. Zobaczmy, czy to co w życiu ważne, może być ważne za bardzo.

Rodzina

Według większości ankietowanych kiedykolwiek i gdziekolwiek, rodzina to jeden z naszych największych priorytetów. To najgłębsze i najważniejsze relacje. Jak one się zgadzają, to jesteśmy szczęśliwi. Jak się nie zgadzają – cierpimy okrutnie. Prawidłowo jest wtedy, kiedy te rodzinne działają na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Ja jestem szczęśliwy z nimi – oni są ze mną. On z nią i na odwrót. Inne konfiguracje z premedytacją pomijam.

W rodzinie uczymy się miłości. To obszar, gdzie umierać dla drugiego przychodzi nam chyba najłatwiej. Matka w bólu rodzi i wychowuje. Ojciec haruje by dzieci miały co jeść. Kiedy przyjdzie starość i choroba mąż jest wsparciem dla żony, a żona dla męża. Albo dzieci dla rodziców. Wobec takiego umierania nikt nie protestuje. To jest coś oczywistego. Powinno przynajmniej.

Można przesadzić z zafiksowaniem na punkcie rodziny? Jak ze wszystkim. Siódmy dzień w dziele stworzenia to znak oddechu nie tylko od pracy. Od wszystkiego. Życiowy kierat może uczynić człowieka więźniem własnego domu. Kiedy kobieta poza rodzeniem, przewijaniem, sprzątaniem, praniem i gotowaniem nie doświadcza żadnych innych wymiarów życia.

Albo afekty. Wtedy stajemy się więźniami naszych obsesji na punkcie relacji. Z tymi najbliższymi. Czy nie to miał na myśli Jezus kiedy mówił: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Łk 14, 26.

Praca

O ile rodzina może być zniewoleniem, o tyle praca nim jest na bank. O wiele częściej przez amok zawodowej kariery rozpadają się rodziny, niż na odwrót. Powody dla których praca jest dla nas aż tak cholernie ważna są jasne jak słońce. I proste jak budowa cepa. Szukamy ekonomicznego bezpieczeństwa, uginamy się pod ciężarem kredytowego homonta, neurotycznie pragniemy sukcesu, a wobec chciwości, która nie zna słowa DOSYĆ jesteśmy bezbronni jak dzieci.

O patologiach pracy pisałem nie raz. Nie dwa. O tym, że pracujemy na kilku etatach, żeby związać koniec z końcem i spełniać swoje marzenia. O tym, że korporacyjna rzeczywistość to niewolnictwo XXI wieku. O tym, że praca może zabić. Nawet fizycznie. Karoshi – zjawisko nagłej śmierci w wyniku przepracowania i stresu.

Takie pisanie nic nie zmieni. Sprawy zaszły zbyt daleko. To kwestia kształtu naszej cywilizacji. Znany aktor (zapomniałem nazwiska, ale holywoodzki był) powiada, że ludzie kiedyś pracowali dwa razy mniej, a byli szczęśliwsi. Nie powiedział, że byli bogatsi, bardziej wykształceni czy światowi. Powiedział, że ludzie jak mniej pracowali, byli SZCZĘŚLIWSI. No właśnie.

Wiara

Demon jest sprytny. Pragnienie świętości i głębi wiary może wykorzystać, by sprowadzać człowieka na manowce. Znałem kiedyś kolesia, który chciał wyeliminować ze swojego życia grzech. (sic!) Był ogarnięty grzeszną obsesją świętości. Biblijnego zapewnienia o tym, że WSZYSCY zgrzeszyli udawał, że nie czytał.

Życie wiary rozumiem, jako pielęgnowanie wątku duchowego naszej osoby. Jakże ważnego. I jakże dzisiaj zaniedbanego. O ciało dbamy, że hej. Gabinety psychologiczne coraz ludniejsze. Zwłaszcza w tych przeklętych czasach pandemicznych. Ale duch? Może jakaś wróżka albo inna czumulungma się przytrafi. Ale żeby tak regularnie spotykać się z kimś, kto w miarę ogrania te duchowe łamigłówki to już zamierający zwyczaj. A na rekolekcjach (dawno, dawno temu) usłyszałem kiedyś, że z zamiłowaniem do wiary i modlitwy można jednak przegiąć.

Cytuję z pamięci słowa księdza: ktoś głęboko modli się w pokoju. Do pokoju nagle wchodzi inny ktoś i prosi o pomoc. – Nie mogę. Teraz się modlę – odpowiada modlący się ktoś. Pobożnościowe praktyki mogą (paradoksalnie) uczynić z nas egoistyczny beton. Mamy kochać. To jest istota tego programu. No i mamy być do tańca i do różańca.

Zdrowie

Dbanie o nie to przykazanie Dekalogu. Więc nie ma żartów. Od czego zacząć? Od przebadania się. Takiego kompleksowego. Typu krew, mocz, kał. Ewentualnie płuca, rezonans i takie tam. Jak poznamy stan faktyczny można działać. Żeby wiedzieć z czym ewentualnie walczymy. Ale generalnie zasady są niezmienne od zawsze: dobrze zjedz, ruszaj się, wyśpij się, rzuć nałogi, redukuj stres zwiększając jednocześnie poziom śmiechu, dobieraj sobie najlepszych przyjaciół. Reszta to szczegóły.

Czy dbanie o zdrowie może być obsesją? Może. Hipochondria, anoreksja, bulimia. Doszukiwanie się ciężkiej choroby w każdym spadku samopoczucia. Panika, kiedy waga bezlitośnie pokazuje nam kilka kilo plus. Wydawanie fortuny na współczesnych znachorów i terapie mające uczynić nas wiecznie zdrowymi, młodymi i pięknymi. Cóż, o zdrowie dbać trzeba, ale przecież wszyscy się zestarzejemy, pochorujemy i umrzemy. Więc bez przesady z tym zdrowiem.

Pasje

Jeśli pasja jest jednocześnie zawodem to jest to sytuacja idealna. Tak mi się wydaje, bo sam tak mam. Tutaj istnieje sprzężenie zwrotne – energię do działania mam podawaną z dwóch generatorów: generatora pasji i generatora potrzeb ekonomicznych. Ale jak pasja jest tylko pasją to… też super. Wtedy jest ten komfort, kiedy poświęcamy się jej tylko wtedy, gdy musimy. Pasja to miłość do jakiegoś małego wycinka całego pięknego świata. W zasadzie nie da się bez nich żyć. Może nią być wszystko. Zróbmy sobie listę pasji. Oto moja:

  • muzyka
  • kontakt z naturą (szlajanie się po górskich szlakach, brzegiem morza. Marzeniem raczej nie do spełnienia jest wejść na jakiś 8 tysięcznik, opłynąć glob i dotrzeć na biegun północny. Albo południowy)
  • scrabble
  • dobry film w domowym kinie, którego nie mam : – )
  • kawa z maślanym ciastkiem
  • itd

Szeroki punkt widzenia

A teraz zbierz te wszystkie elementy życiowej mozaiki i poukładaj w jedną całość. Czego jest za dużo? Czego za mało? Może coś nie leży tam, gdzie powinno?

Jest jeszcze jeden ważny, może nawet najważniejszy element tej układanki. Jak u Tolkiena: jeden mały pierścień, by rządzić pozostałymi. Ten najważniejszy pierścień naszej życiowej układanki to POKOCHAĆ I ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego – tak to chyba było.

To najbardziej skuteczna metoda, by nasze życie było dobrze poukładane i by spojrzeć na nie z odpowiednio szerokiego punktu widzenia. Egoistyczna auto-miłość jest tak naprawdę zakamuflowaną auto-nienawiścią.

Kochać siebie po Bożemu to znaczy zaakceptować siebie z wszystkimi plusami i minusami. W pokorze i gotowości na realne zmiany. Najlepsi rodzice, pracownicy, członkowie ewangelizacyjnych wspólnot, fani zdrowego odżywiania, artyści i wszelacy hobbyści mają jeden wspólny mianownik. Pokochali siebie. Wszystkie drogi prowadzą do Miłości.