27 lutego| Wiadomości

Tytus, Romek i A’Tomek – więcej niż komiks

22 stycznia 2021 roku zmarł Henryk Jerzy Chmielewski. Światu znany jako Papcio Chmiel. Ojciec jednego z najbardziej kultowych i niepowtarzalnych zjawisk polskiej kultury masowej. Zastanawiam się czy jego ksywa ma jakikolwiek związek z wyjątkowym luzem i dobrym humorem emanującymi ze świata, który stworzył?

Tytus, Romek i A’Tomek to komiksowa seria autorstwa Henryka Jerzego Chmielewskiego wydawana od roku 1957 praktycznie do dzisiaj. Początkowo publikowana na łamach młodzieżowego Świata Młodych. W wersji książkowej od 1966. To najdłużej ukazujący się polski komiks.

Wychowałem się na nim. Ale dopiero teraz uświadamiam sobie, że Tytus, Romek i A’Tomek to coś więcej niż komiks.

Teraz Polska!

Kiedy amerykańce rozpętywali globalną pandemię Myszki Miki i jej przyjaciół, kiedy ruscy próbowali swoich sił z Wilkiem i zającem (swoją drogą genialna bajka), w kraju nad Wisłą urodziło się przedziwnych Trzech muszkieterów. Trzech, nie dwóch. Bolek i Lolek są kilka lat młodsi niż ich troje. Dwóch harcerzy (efekt systemowej presji) i małpa (sic!). Takiego zestawu nie wymyślił dotąd nikt.

Jest jeszcze jedna konotacja z kulturą zza oceanu. James Bond dzięki swoim nadludzkim cechom i technicznym gadżetom zaczął ratować świat przed zagładą. Dokładnie to samo zaczęli robić bohaterowie papciochmielowych przygód. Tyle tylko, że ich było trzech. A techniczne gadżety (z absolutnie pojechanymi po-jazdami, po-lotami i po-pływami na czele) konstruował dla nich profesor A’ Talent. W Agencie 007 było hollywoodzkie nadęcie i śmiertelna powaga. W Tytusie, Romku i A’Tomku na szczęście nie! Była artystycznie niedbała kreska, duży dystans do rzeczywistości i absurdalne poczucie humoru. Kocham to!

A’Tomek

Każdy z trójki naszych bohaterów uosabia inny typ ludzia. Zacznę od końca. A’Tomek to ten najniższy. Najgrubszy. Czy najmądrzejszy? No nie wiem. Na pewno zarozumiały. Taka mądrala, która wszystkimi chce dowodzić. Papcio Chmiel zrobił z niego zastępowego. A’Tomek powołując się na sprawowaną funkcję starał się swoje przywódcze aspiracje realizować z charakterystycznym syndromem napiętej żyłki. Z różnym skutkiem oczywiście.

Komiks powstawał w czasach głębokiej komuny. Gdybym pokusił się o wskazanie przemycanych na jego kartach aluzji do ówczesnej sytuacji, powiedziałbym to: A’Tomek to typ partyjnego dygnitarza, który dzięki układom, dochrapawszy się intratnego stołka chce rządzić. Jest przy tym groteskowy i pozbawiony jakichś szczególnie imponujących cech. Partyjnemu dygnitarzowi oczywiście tego się nie mówiło, bo to groziło represjami. Ale A’Tomkowi Tytus z Romkiem na szczęście potrafili się postawić.

Romek

To ten wysoki, chudy i z bujną welą. Wela to grzywa, jakby ktoś nie wiedział. To typ fizycznie sprawnego, prostolinijnego synka. Czytając kolejne księgi odniosłem wrażenie, że autor chciał go przedstawić jako postać z lekka złośliwą i awanturniczą. A nawet tchórzliwą. I przede wszystkim wątpiącą w uczłowieczenie Tytusa. Tak, tak. Uczłowieczenie Tytusa – małpy, jest misją nadrzędną wszystkich części serii. Ale o tym przy okazji samego zainteresowanego.

Kolejna subiektywnie wyłapana przeze mnie aluzja do rzeczywistości – Romek to przedstawiciel klasy robotniczej. Krzepki fizycznie, z musu posłuszny swojemu przełożonemu (czyli A’Tomkowi), ale jednocześnie gotowy do nieposłuszeństwa. I awanturowania się. Czyżby totalnie zakamuflowana zapowiedź strajków robotniczych?

Tytus de Zoo

Główna przyprawa tej trójki. Bohater centralny. Oś akcji. Umówmy się, bez niego te historie były by nudne jak flaki w oleju. Jego pełna nazwa brzmi Tytus de Zoo. Najciekawsza i najbardziej zwariowana osobowość całego komiksu. Używając współczesnego języka – frik. Albo hipster. Wszędobylski. Ciekawski. Odważny. Niestandardowy. Odkrywczy.

Był głównym oblatywaczem konstruowanych dla całej trójki prototypowych pojazdów. A’Tomkowi pewnie się nie chciało. Romek pewnie się bał. Więc zwykle wypadało na Tytusa. Ja wyczuwałem w nim duszę awangardowego artysty. Odkrywcy, który gotów był zaryzykować wiele, by dać życiu szansę.

Tytus to uosobienie człowieka – indywidualisty o silnej osobowości. Kogoś, kto myśli i działa inaczej niż reszta populacji. Dzięki czemu dokonuje rzeczy, o których inni mogą jedynie pomarzyć. Paradoks jest taki, że to Tytus w całym swoim twórczym szaleństwie i pomysłowości mógłby uczyć swoich dwóch kolegów kreatywnego życia. A tymczasem, o ironio, to oni próbują uczyć Tytusa! Jeszcze jedna dygresja. Myślę, że jeśli Papcio Chmiel utożsamiał się z którąś ze stworzonych przez siebie postaci, to był to najprawdopodobniej Tytus de Zoo.

Więcej niż komiks

Henryk Jerzy Chmielewski dał Polakom trochę oddechu od siermiężnej, komunistycznej poprawności. Od tego akademickiego i defiladowego betonu kulturowego, którym wtedy na potęgę zalewano ludziom głowy. Jest w tych komiksach jakiś rodzaj wolności. Dystansu. Luzu. Humoru, jakiego wcześniej nie znano. Jeśli w obszarze polskiej kultury masowej było coś, co mogło być nieśmiałą jaskółką upadku tego znienawidzonego systemu, to Tytus, Romek i A’Tomek z pewnością czymś takim byli. Poza tym to był (i jest!) komiks, który nie tylko bawił. Także uczył. Historii, geografii, matematyki. Był pro-patriotyczny. A czasem miewał wymiar absolutnie proroczy.

Skok do filmu

Tytus, Romek i A’Tomek na dzikim zachodzie, czyli Księga IX, to już jawna aluzja do skoku w kapitalizm. Że też wtedy władze tego nie wyłapały. A może po prostu Papcio Chmiel dobrze to zakamuflował? Taka sytuacja: ich troje idą do kina. Na western. Siedzą w pierwszym rzędzie. I nagle Tytus robi coś, czego nikt się nie spodziewa i na co nikt by nie wpadł. To jest właśnie siła Tytusa. Wskakuje do filmu. Dosłownie. Przenosi się na dziki zachód. W samo serce kapitalizmu.

Idąc jego śladem, Romek i A’Tomek podczas najbliższego seansu robią to samo. Nie chcę spoilerować, ale w realiach dzikiego zachodu cała prawda o tym, kto tu kogo powinien uczłowieczać wychodzi na jaw. Dziwię się tylko, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, by Księgę IX przenieść na ekran. Wskoczyć do filmu. Genialne.

Wyspy nonsensu

Księgę XIII przeczytałem chyba milion razy. To futurystyczna wizja świata. Chłopaki Slajdolotem zwiedzają różne wyspy tego archipelagu. Każda z nich w krzywym zwierciadle ukazuje inną patologię naszej cywilizacji.

Wyspa papierolubków ukazuje absurdy biurokracji. Na wyspie robotów dostajemy wizję świata, którym rządzą maszyny i komputery. Wyspa najdowcipniejszych ludzi globu to hit. Zwłaszcza publiczna egzekucja Tytusa, którą jest kilkugodzinne łaskotanie pod pachą. Ale tu chodzi o poważny problem. O naszą chorą potrzebą podglądania innych ludzi. Zwłaszcza wtedy, gdy coś im się nie udaje. To wizja świata, kiedy w sieci możesz natknąć się na najbardziej kompromitujące cię materiały. Kogoś może to bawić. A kogoś innego zabić.

Mamy i wyspę sportowców pokazującą problem ludzi zniewolonych perfekcją ciała własnego. Wyspa palaczy to ponury obraz świata zanurzonego w nałogach i uzależnieniach. Jest i wyspa motoryzacyjnych świrów. To wizja, która w wielu miejscach ziemi zdążyła już się ziścić. Tam, gdzie korki i spaliny paraliżują życie miasta. Na przykład wylot z Katowic na Warszawę. Tak, Tytus, Romek i A’Tomek to coś więcej niż komiks.

Papcio Chmiel

Kim był autor najbardziej kultowego polskiego komiksu? Zdziwicie się. Był żołnierzem Armii Krajowej. Uczestnikiem Powstania Warszawskiego. W 2007 odznaczony Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis, a w 2009 Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej i za osiągnięcia w działalności na rzecz rozwoju polskiej kultury. Otrzymał także (a jakże) Order uśmiechu. W 2019 Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył go Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości. Pośmiertnie uhonorowany Orderem Orła Białego. Trochę się tego uzbierało.

W Muzeum Powstania Warszawskiego Papcio Chmiel namalował mural, na którym Tytus, Romek i A’Tomek są powstańcami. Tytus jest listonoszem, który z właściwym sobie uśmieszkiem depcze hitlerowską flagę. Sam Papcio tak to skomentował:

Ten mural to dla mnie osobista zemsta na Niemcach. Mogłem się ucieszyć, że Tytus depcze flagę hitlerowską. Tym bardziej, że niestety należę do pokolenia, które ma okupację wciąż przed oczami.

Ktoś z taką historią nie mógł rysować zwykłych komiksów.