15 marca| Artykuły

Sytuacje bez wyjścia. Czy rzeczywiście możemy nie mieć wyboru?

Wybór. Jedna z najważniejszych składowych chrześcijańskiej drogi. Zresztą każdej. Bo na każdej wcześniej czy później znajdzie się jakieś rozwidlenie czy skrzyżowanie. I co wtedy?

Księga Powtórzonego Prawa mówi: Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście, (…) błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo Pwt 30, 15.19. Chcąc iść dalej trzeba wybrać, jak to sugeruje Autor Księgi Powtórzonego Prawa. Między dobrem a złem.

A co jak mamy wybór między dwoma złami, z których jedno z jakichś powodów wydaje nam się mniejszym? Jak spotyka nas tak zwana sytuacja bez wyjścia? Z cyklu i tak źle i tak niedobrze?

Bez wyjścia. Naprawdę?

To już dawno zostało powiedziane. Ale powtórzę: nie ma sytuacji bez wyjścia. Nasza reakcja na brak wyjścia (jakakolwiek by nie była) zawsze jest jakimś wyjściem. Jesteśmy na środku autostrady. Potworny korek. Wszystko stoi jak zabetonowane. Najbliższy zjazd za kilkadziesiąt kilometrów. Nijak nie możesz się ruszyć. Ani w lewo, ani w prawo, ani do przodu. Do tyłu tym bardziej. Bez wyjścia.

Pozornie. Wyjść jest sporo. Możesz na przykład wściekać się w swojej niemocy nerwowo stukając palcami po kierownicy i patrzeć z byka na innych kierowców. Ale możesz też wziąć głęboki oddech, puścić ukochaną muzyczkę, rozsiąść się w samochodowym fotelu i  wykorzystać tą niemoc na chill jakiego nie miałeś od miesięcy. Możesz też wyjść z samochodu, trzasnąć drzwiami i pójść dokąd cię nogi poniosą. I tak przekleństwo zakorkowanej autostrady może okazać się największym błogosławieństwem twojego życia.

Tak jak w kinie

Kto widział choćby jedną część Piły ten wie, co to jest hardcorowa sytuacja bez wyjścia. Czyli z dwoma. Jedno z nich boli. Drugie zabija. Kiedyś przy stole usłyszałem, że to film z głębokim przesłaniem. Zastanowiłem się nad tym i rzeczywiście coś w tym jest. W makabrycznej powierzchowności filmu może się to przesłanie trochę zgubić, ale rzeczywiście jest.

W skrócie: jeżeli naprawdę chcemy w życiu coś zmienić, skruszyć beton starego sposobu myślenia, skutecznie zawalczyć z nałogami i paskudnymi skłonnościami, nieraz trzeba nam sytuacji ekstremalnej. Mówiąc językiem wiary chodzi o rzeczywistość, kiedy Bóg daje nam trudne doświadczenia po to, by nas nawracać. Czasem trzeba nas po prostu kopnąć w tyłek, byśmy coś ze sobą zrobili. I tyle.

Tak jak w życiu

A kiedy masz wybór: życie twoje albo twojego dziecka? Nie trzeba pojechanych reżyserów, żeby zmaterializować takie scenariusze. Życie też potrafi je pisać. Historią Agaty Mróz żyła cała Polska. Jej wybór był wyborem miłości. Gdy w grę wchodziło życie jej dziecka, na szalę rzuciła swoje. Zawsze jest wyjście. A zamiast o mniejszym złu, lepiej mówić o większym dobru. Może i na to samo wychodzi, ale znacznie lepiej brzmi.

Dylemat zwrotnicy

Pisałem o tym już. To idealny przykład problemu, kiedy musimy wybrać pomiędzy dwoma rozwiązaniami. A jedno z nich wydaje się być mniejszym złem. Warto poświęcić życie jednego człowieka dla życia kilku ludzi? Czy przy podejmowaniu decyzji należy brać pod uwagę tylko skutki działania, czy samo działanie też? To prawda, że cel uświęca środki? Czy syn jest usprawiedliwiony kiedy kradnie leki by uratować matce życie?

Wróćmy do filmowych przykładów. Spielberg zrobił kiedyś genialnego Szeregowca Ryana. To film o dylemacie zwrotnicy. Tyle tylko, że w negatywie. Dla ratowania jednego człowieka narażono życie wielu innych. Jest wojna. Pewna matka traci na froncie dwóch z trójki swoich synów. Jest zdruzgotana. Ostatni jeszcze żyjący syn buja się gdzieś pośród wybuchających bomb. I nikt nie wie gdzie.

Dowództwo podejmuje decyzję – jak najszybciej go odnaleźć i oddać matce. Oddział kilku komandosów podejmuje się tej ryzykownej misji. Udaje się, ale większość z nich (o ile nie wszyscy) giną. Ostatnia scena filmu rozwala. Uratowany syn na progu śmierci staje nad grobami swoich wybawców. Ze łzami spogląda w oczy swojej rodzinie i mówi:

Błagam, powiedzcie mi, że moje życie było warte tej ofiary!

Mniejsze zło

Ludzie Kościoła powiadają, że w odniesieniu do moralności, tak zwanego mniejszego zła czynić nie wolno nigdy. Tyle tylko, że sam Katechizm Kościoła Katolickiego takie prawo daje. Prawo do własności prywatnej nie uchyla powszechnego przeznaczenia dóbr. KKK 2452. Co to oznacza w praktyce? Ano to, że jeżeli nie mając wyjścia kradniesz leki by uratować komuś życie, nie musisz lecieć do konfesjonału. Możesz oczywiście z księdzem o tym pogadać. Albo oddać kasę kiedy będzie okazja. Ale taki wybór to dobry wybór.

Zabić w obronie własnej albo czyjejś? Proszę bardzo: kto broni swojego życia, nie jest winny zabójstwa, nawet jeśli jest zmuszony zadać napastnikowi śmiertelny cios. KKK 2264. To dlatego święci się czołgi, a żołnierze broniący z karabinami granic swojej ojczyzny nie muszą mieć wyrzutów sumienia. A Dług widzieli? Historia prawdziwa. Moralna zagwostka z najwyższej półki.

Patrz sercem

Sam Jezus naucza, że sztywne prawo nie może sterroryzować naszego serca i jego najszlachetniejszych odruchów dobra. Wtedy kiedy mówił, że Szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla Szabatu. Gdy wspominał o prawie wyrytym w naszych sercach, a nie na kamiennych tablicach. Podczas gdy zrywał kłosy i uzdrawiał niezgodnie z przyjętymi zasadami. Powieszony na krzyżu Jezus potwierdza tą chrześcijańską prawdę najmocniej jak się tylko da: to przepełnione miłością serce jest ostatecznym arbitrem i busolą. A nie chłodny moralizm i oderwane od życia przepisy. Miłość jest prawem. Ostatecznym wyznacznikiem naszych wyborów.

I tylko sercem

Dla tych, którzy uważają, że zasada mniejszego zła to szatański pomysł mam kilka myśli, które pewnie ich uspokoją. Otóż chciałem powiedzieć/napisać, że teoretyczne rozważanie moralnych dylematów (w tym dylematu zwrotnicy) jest trochę bez sensu. Przestrzeganie moralności w praktyce to dynamizm, emocje, szaleństwo, przekraczanie samego siebie. To nie chłodne kalkulowanie tego, co jest mniejszym, a co większym złem. Kiedy jest akcja, na takie kalkulowanie nie ma czasu. Trzeba działać.

To działanie wiąże się z błyskawicznymi reakcjami naszego serca, ale i z naszymi ograniczeniami i popełnianymi błędami. Zatem stawiam pytanie: co powinien zrobić uczeń Chrystusa, gdy rozpędzony wagonik jedzie i w zależności od ustawienia zwrotnicy zabije jedną, albo dwie osoby? Otóż ktoś taki nie stoi i nie robi doktoratu z moralności, tylko czyni co w jego mocy by uratować wszystkich! Po prostu.

Nie wiem co mogło by to być. Wywrócenie wagonika? Zawołanie kogoś na pomoc i zdjęcie z torów wszystkich ludzi? A może po prostu modlitwa do Tego, który może wszystko? Nasze serce nie jest od kalkulowania, ale od kochania. A co jeśli człowiek zrobił wszystko, by było dobrze, a jednak stało się źle? To już nie jego wina. Ostatecznie to tylko człowiek.

Wybór

Do tego w gruncie rzeczy powinien sprowadzać się nasz wybór: do prostego postanowienia, by zrobić wszystko co się da, aby było dobrze. Z pełną świadomością, że możemy nie dać rady. Popełnić błąd. Przecenić nasze siły. Wybierajmy walkę. O wyniku decyduje Kto inny. Zostawmy puste, teoretyczne rozważania nad etyką. Dylematy zwrotnicy i inne moralne łamigłówki. Uczmy swoje serce kochać. I wszystko stanie się jasne.