7 maja| Artykuły

Jestem pewny

Benjamin Franklin stwierdził: jedynymi pewnymi rzeczami na świecie są śmierć i podatki. Musiał nie wiedzieć o Katarze i Jezusie.

Katar nie pobiera żadnych podatków dochodowych od zysków, dywidend, czy innego rodzaju taks, ale… obywatele tego państwa muszą płacić składkę na ubezpieczenie społeczne i 5-procentowy podatek od importowanych towarów. Jezus pokonał śmierć, ale… zanim będziemy żyć wiecznie najpierw musimy umrzeć. Zawsze jest jakieś ale.

Zmiana

A niektórzy powiadają, że jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. Trudno się nie zgodzić. Każde, najmniejsze nawet drgnięcie czasu sprawia, że wszystko już jest inne. Jesteśmy starsi o to jedno drgnienie. Motyl właśnie trzepnął skrzydłami. Auto uderzyło w drzewo. Czyjeś serce wybaczyło. Ktoś trafił szóstkę w totka. Co chwilę ktoś się rodzi i ktoś umiera. Coś powstaje i coś się rozpada.

Zmiana jest istotą rzeczywistości. Nieuniknionym efektem upływającego czasu. Gdyby na chwilę się zatrzymać i zajrzeć w głąb życia, odkryjemy, że tak na prawdę niczego nie możemy być pewni. Ucieczka od tej dojmującej świadomości spędza nam sen z powiek.

Niepewność

Życie w niepewności to nie życie. To stresująca loteria. Rosyjska ruletka. Od zarania dziejów człowiek kombinuje jakby tą pewność posiąść. Mają nam ją dać na przykład polisy. Na życie, przeciw nieszczęśliwym wypadkom, przeciw szkodom wyrządzonym przez dzieci. Litania takich niefajnych zrządzeń losu jest spora. Na wszystko jest odpowiednia, płatna umowa.

Zabezpieczamy się ogradzając nasze domy zasiekami i wstawiając antywłamaniowe drzwi z certyfikatem. I pieczętujemy wszystko umową z lokalną firmą ochroniarską. Dbamy o zdrowie. To dobrze. Dekalog nakazuje. Ale pogański strach przed chorobą, starością i śmiercią doprowadza nas do obsesji.

A największym naszym zabezpieczeniem jest pieniądz. Nic tak nie daje nam poczucia pewności jak on. Robimy co możemy by czuć się bezpiecznie. Ale nie jesteśmy w stanie całkowicie pozbyć się z naszych serc tego ssącego poczucia niepewności. Bo to jest niemożliwe. Chyba.

Pewność

Jeśli niepewność jest pewna, to po co z nią walczyć? Najlepiej się z nią zaprzyjaźnić. Zaakceptować. Paradoksalnie – szukać w niej jakiejś pewności. Wykorzystać ją dla swojego rozwoju. Jeżeli nie jesteś w stanie złapać swojego życia tak, by mieć je pod stuprocentową kontrolą (a nie jesteś), to jest to najlepsza okazja do tego by pozbywać się swojego do niego przywiązania. Takiego, o którym Budda powiadał, że jest źródłem wszelkiego cierpienia.

Jezus mówił o tym tak: Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. J 12, 24-26. Jest tu pewien konflikt – pewność niepewności i nasz brak akceptacji tej pewności. Ale ten konflikt może nas doprowadzić do cennego odkrycia. Takiego, że naprawdę jesteśmy skażeni grzechem. Właśnie to skażenie sprawia, że nie potrafimy zaakceptować naszych ograniczeń. I tego, że nie możemy wszystkiego. Pewność jednak jest możliwa. Ale nie dzięki sobie.

Wolność

Istotą wolności wcale nie jest robienie tego, na co ma się ochotę, jak sugerują architekci nowej świadomości. Istotą wolności jest to, że nie musisz robić tego na co masz ochotę. Zaakceptowanie niepewności własnego życia jest wielkim ku tej wolności krokiem. Nie jest to proste, bo każdy atom naszego ciała jednak domaga się życia w komforcie pewności. Ale warto zawalczyć.

Pewność siebie

Zarozumialstwo czy poczucie własnej wartości? Różnica jest zasadnicza. Zarozumialec zakłada, że wszystko musi mu się udać. To fundament jego auto-wyceny. Człowiek ze zdrowym poczuciem własnej wartości wie, że zawsze może zawalić. Ale zupełnie to akceptuje i nijak nie wpływa to na jego samoocenę.

Uzależniając samoocenę od zewnętrznych czynników ryzykujemy okrutnie. Pieniądze, pozycja, zdrowie i uroda – to wszystko może prysnąć w każdej chwili jak bańka mydlana. Co się wtedy dzieje? Przygniata nas bolesne poczucie, że nie jesteśmy nic warci. Pewności siebie nie zbudujemy w oparciu o własne zasługi i możliwości. Tymczasową, pozorną, fasadową – owszem. Ale ja myślę o pewności niezbywalnej. Jakby tego nie drążyć – wszystkie drogi prowadzą do Boga.

Trzy filary

Najpierw musimy poznać prawdę. Przede wszystkim tą o sobie. Samoświadomość to się nazywa. Myślę, że nie pomylę się za bardzo gdy stwierdzę, że życie wielu z nas polega na ucieczce przed prawdą o sobie. Przed tą trudną uciekamy. Tą łatwą wyolbrzymiamy i tak kreujemy w naszych sercach obraz kogoś, kto nie istnieje. Musimy poznać siebie od wszystkich stron. Na ile to możliwe.

Są takie miejsca i są tacy ludzie, z którymi możemy krok po kroku tą prawdę odkrywać. Potem musimy ją zaakceptować. A potem? A potem możemy działać! To jest ta pewność naszego życia. Oddycham, kocham, pracuję, bawię się, jestem szczęśliwy. Żyję. Czy jutro będzie tak samo pięknie? Nie wiem. Dopóki mam siły – będę walczył.

Nie zniechęci mnie możliwość tego, że za chwilę wszystko może się rozsypać. Zawsze może. Takie jest życie. Śmierć? Tak, to jedyne czego możemy być pewni. Bóg nie cofa danego słowa. Powiedział, że karą za grzech jest śmierć. I tak jest. Śmierć jest pewna. Ale powiedział jeszcze jedno – łaską za przylgnięcie do Jego Syna jest życie. Życie pewniejsze niż śmierć.