Ozzy Osbourne nie żyje. Czy msza za duszę „Księcia Ciemności” ma sens?

Jeszcze przed chwilą śpiewał na swoim pożegnalnym koncercie u boku legend metalu. I odszedł. Być może wielu z was nawet nie wie, kim był. A był kimś, kto miał spory wpływ na to, jak dzisiaj wygląda muzyka rozrywkowa. Zwłaszcza ta co bardziej hałaśliwa.

O czym ten tekst?

Nie chcę tutaj przepisywać biografii Ozzy’ego z Wikipedii. Nikogo to nie interesuje. Pogadajmy o śmierci, tak zwanej muzyce satanistycznej i o tym, czy celebryci show-biznesu mogą być szkodliwi dla ludzkości. Ozzy był bowiem kontrowersyjnym świrem, który całe życie robił sobie jaja z wszystkiego. Ze śmiercią włącznie. Jednak w końcu musiał uznać jej wyższość.

Z szacunku do…

No dobra, kilka zdań o nim, byście wiedzieli, co to za jeden. Jak Ozzy Osbourne, to Black Sabbath, czyli zespół powstały w 1968 r. i który to zespół uważa się za głównego prekursora heavy metalu. W skrócie i dużym uproszczeniu: gdyby nie było Ozzyego i Black Sabbath, nie byłoby Metalliki czy Luxtorpeda. I w zasadzie to jedno zdanie definiuje rolę bohatera tego tekstu w historii rocka. Jakiś hit Black Sabbath? Może to:

Sztuka odgryzania gołębich głów

Śmieszne jest to, że dla sporej części świata Ozzy jest bardziej znany z tego, że odgryzał gołębiom głowy, niż z własnej twórczości. Wiki jest uprzejma tak o tych wybrykach pisać:

(…) jest jednym z czynników (odgryzanie głów gołębiom) prowadzących do sławy Osbourne’a.

Pierwszy raz zrobił to w 1981, podpisując swój kontrakt solowy z CBS Records. Powiadają, że chciał wypuścić gołębia pokoju, ale był pod wpływem i coś mu się pomieszało. Rok później podczas koncertu w Des Moines Ozzy poszerza swoje menu i w jego jamie ustnej ląduje głowa nietoperza. Z tym samym skutkiem, co w przypadku gołębi. Mądre przysłowie pszczół mówi:

Nieważne, jak o tobie mówią. Ważne, by mówili.

Podżeganie do samobójstwa

Od razu zaspoileruję: Ozzy został uniewinniony. A to było tak. W 1984 nastolatek John MacCollum, słuchając solowej pieśni Ozzy’ego, popełnił samobójstwo. Ups. Chodzi o Suicide Solution. Tam jest taka fraza:

Złamałeś prawo, dojeżdżasz do domu i pukasz. Nikogo nie ma.
Pościeliłeś sobie łóżko, poszedłeś spać, ale bezsennie leżysz i jęczysz.
Nie ma gdzie się ukryć, tylko samobójstwo jest rozwiązaniem.
Nie wiesz jaki jest sens życia, prawda?

Rodzice Johna uznali, że Książę Ciemności zabił im syna i pozwali go do sądu. Ale jak wiemy, sąd nie podzielił tego zdania. Bujał się jeszcze Ozzy po innych sądach, ale ostatecznie za kratki nigdy nie trafił.

Muzyka w służbie Szatana

Jeżeli rzeczywiście uznamy, że niebo i piekło istnieją, i jeżeli uznamy, że są one w stanie permanentnej, duchowej wojny, to nie powinno dziwić nikogo, że w tej wojnie wykorzystuje się jeden z najbardziej sugestywnych środków wyrazu, jakim dysponuje człowiek. Muzykę.

Muzyka jest duchowa. Może wprowadzić ludzi, którzy ją słuchają, pod wpływ czaru, zaklęcia, a potem programować w ich umysły wszystko, w co się chce, aby uwierzyli. (Jimi Hendrix, naczelny szaman rocka)

Black Sabbath z Ozzym na czele wrzuca się bez zastanowienia do worka z napisem Muzyka Satanistyczna. No bo sama nazwa, muzyka, wizerunek, teksty (np. Mr. Crowley dedykowany guru satanistycznej gawiedzi). I choć sam Ozzy Osbourne otwarcie mówił, że nie znosi wszelkiej zinstytucjonalizowanej religii, stanowczo zaprzeczał podejrzeniom go o satanizm.

Więc kim był Książę Ciemności? Może po prostu zwykłym pajacem, który z diabłem ma tyle wspólnego, co przebrany za niego wiejski kolędnik?

Chlejcie na umór!

Chcę być pochowany w ziemi, w jakimś miłym ogrodzie, żeby mogło nade mną rosnąć drzewo. Najlepiej dzika jabłoń, niech dzieciaki robią ze mnie wino i chleją na umór.

Oczywiście wiedział, że umrze. I często mówił o swoim pogrzebie. W swojej autobiografii Ja, Ozzy z 2006 roku zawarł te słowa, co powyżej. Taki był Ozzy. Szokująco zabawny i kontrowersyjno-dowcipny. No i zastanawiam się, czym ewentualnie wyrządził światu więcej szkody. Swoimi demonicznymi jasełkami czy promocją szeroko rozumianego róbtacochcetyzmu?

Imponował swoim dystansem do siebie, swojej śmierci i nieugiętą postawą wszechkpiarza z wszystkiego do ostatniego momentu życia. Świat kocha takich modeli. Tylko czy takie chojraczenie do końca zawsze się opłaca temu, który chojraczy?

Nie lubię Ozzy’ego Osbourna, ale…

Taka prawda. Ani nie lubię jego głosu, ani brzmienia jego muzyki. Nie lubię Black Sabbath. Płaskie, rzężące, mało szlachetne. Nie te harmonie, nie te rytmy, nie te melodie. Mam prawo nie lubić. Ale jest jeden wyjątek. Jedna piosenka, która jest piękna i w której głos Ozzy’ego jest nie do zastąpienia. Dreamer. No to już wiemy, kim był Ozzy Osbourne. Był marzycielem…

Twoją siłą wyższą może być Bóg albo Jezus Chrystus,
dla mnie nie ma to większego znaczenia.
Jeśli nie będziemy sobie nawzajem pomagać, nie ma dla nas ratunku.
Żyję pochłonięty fantazyjnymi marzeniami…
Jestem tylko marzycielem – moje życie upływa na marzeniach.
Jestem tylko marzycielem, który pragnie nadejścia lepszych dni.

No to przynajmniej jedno mnie łączy z Ozzym. Ja też jestem marzycielem…

Adam Szewczyk

Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: