Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 6. Już zbyt daleko, by zawracać
Pobudka o 5:00. Mało jest części ciała, które nie bolą…
Nie chciało mi się rozkładać namiotu, więc budzę się pod chmurką. Śpiwór pokryty jest kryształkami rosy, a wszystkie moje rzeczy są mokre. Ale, o dziwo, nie jest tak zimno.
Szósty dzień, ale wczoraj powiedziałem, że zrobię jajecznicę na śniadanie. Wieczorem dostałem usmażony karczek. Pierwsza myśl: ja ledwo zdążę się spakować, wszystko boli. Ale słowo się rzekło, więc wyskakuję i robię pierwszą jajecznicę na śniadanie – bo wieczorem, gdy jest dużo czasu, to nie sztuka.
Jemy, biegiem się pakujemy i ruszamy.
Początek nie jest przyjemny – mięśnie pospinane, ale zaczynamy od zjazdu i widzimy piękny wschód słońca oraz mgły w dolinach. Pierwszy odcinek to tylko 42 km i sklep. Ciało się rozgrzewa, zakwasy i bóle puszczają.
Ekipa ewidentnie zmęczona, nikomu nie chce się prowadzić. Na śniadanie lecę po szybką kawę – toaleta w barze to luksus. I klimatyzacja – to zbawienie tego dnia. Kawa z olejem MCT i masło orzechowe – i lecimy.
Kolejny odcinek to 62 km, więc bierzemy większe zapasy wody. Piękne drogi, doliny i góry – delikatne, ale długie podjazdy i niesamowite, długie i widowiskowe zjazdy. Fajna jest ta adrenalina, którą czuję, gdy lecimy przez mosty.
Docieramy na postój. Mamy mszę w parku i obiad. Smażymy karczek z fasolką i jemy wielkiego arbuza, którego wiezie Wojtek.
Kolejny odcinek – 50 km. Po obiedzie upał daje się we znaki. Komuś kręci się w głowie, jeździmy od cienia do cienia. Ale w końcu upragnione ciepełko. Kto by pomyślał, że tydzień temu marzliśmy w namiotach gdzieś w Czechach?
Ostatnie kilometry kończą się długimi, pięknymi, brawurowymi zjazdami do miasta. I jesteśmy w Kninie.
Radość wielka – bo przeżyliśmy pierwszy tydzień. Jest już zbyt daleko, by wracać lub się poddać. Zimny prysznic jest teraz zbawienny. Przypominam to pół żartem, pół serio niektórym, którzy bali się go jeszcze kilka dni temu.
Robimy pranie w sakwach, a co poniektórzy szukają pomocy u ludzi. Zakupy – i jedni do spania, inni… na miasto!
Adam Ludwisiak
Bilans dnia:
- dystans: 160 km
- czas jazdy: 8 h 18 m
- suma przewyższeń: 1573 m
- średnia prędkość: 19,2 km/h
Dystans całkowity: 997 km
Nocleg: Knin, Chorwacja










