11 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 7. Spać, zwiedzać, odpoczywać…

Zrobiliśmy to! Przejechaliśmy już prawie 1000 km od początku wyprawy i zaczynamy nasz pierwszy dzień bez pedałowania.

Nowy dzień zaczynamy od wejścia na zamek w Kninie o północy, w blasku gwiazd. Podejście na zamek jest dosyć strome, ale nasze wyćwiczone nogi niosą nas same do przodu. Ścigamy się na szczyt – jedni biegną w klapkach, inni w sandałach, co dodatkowo dodaje adrenaliny.

Na samej górze w ostatniej chwili łapiemy kelnera, który pozwala nam usiąść na balkonie i spróbować tutejszych przysmaków. Rozmawiając, podziwiamy widok na miasto nocą. Czas w dobrym towarzystwie śmiga jak szalony, po długiej pogawędce wracamy w stronę naszego miejsca noclegowego: ogródka przy kościele.

Po drodze słyszymy muzykę w knajpce, więc bez zastanowienia rzucamy swoje rzeczy na krzesła i ruszamy do tańca na środku ulicy. Prosimy kelnera o dedykację utworu, a ten bez wahania puszcza nasz ulubiony kawałek. Po długiej nocy udaje nam się dotrzeć do swoich śpiworów i zasypiamy po gołym niebem.

Rano nie słyszymy krzyku Janicka: „Pobudka, za godzinę wyruszamy!”. Zamiast tego budzą nas dzwony kościelne. Zbieramy się, szybka toaleta poranna w pizzerii obok i ruszamy na mszę razem z lokalną społecznością. Jest 40 stopni, przygotowani mieszkańcy wspomagają się wachlarzami.

Po mszy siadamy do wspólnego kółka. Każdy dzieli się tym, jak przeżył ten tydzień, jakie ma odczucia, czy rower jest dalej tak samo sprawny, jak przed wyjazdem. Po długich rozmowach – czas na masaż, Bartek pomaga rozładować napięcie w nogach Kamila, które dzielnie przeżyły cały tydzień. Kamil twierdzi, że to trochę bolesne, ale Bartek odpowiada, że to musi boleć.

Po tych przyjemnościach ruszamy na wspólną kawę na miasto. Pogoda na dworze daje się we znaki, więc przerwa w klimatyzowanym pomieszczeniu wydaje się bardzo atrakcyjna. Jest to też super okazja do podładowania swoich sprzętów elektronicznych. Dostarczamy sobie dawkę kofeiny i idziemy na zakupy przed jutrzejszym dniem.

Na miejsce spania prowadzi nas zapach jedzenia przygotowanego przez Andrzeja. Dzisiaj na talerzu ląduje makaron ryżowy z mięsem wieprzowym, warzywami i imbirem. Nawet w dzień bez roweru Michalina pieczętuje swoje spodnie smarem z łańcucha. „Tradycja zachowana” – mówi Adam.

Na naszej wyprawie odbywa się potajemny konkurs masterchefa, zapach jedzenia Olka również powoduje, że niejednemu wyprawowiczowi zaczyna cieknąć ślinka. Kurczak w sosie curry z ziemniakami i marchewką, zwieńczony pomidorkami koktajlowymi robi dzisiaj furorę.

Pakujemy sakwy, zbieramy pranie i ruszamy na wspólna kolację. Na talerzach króluje mięso i… głownie mięso. Pora zbierać siły na kolejny tydzień pedałowania. Obowiązkowo po kolacji Michalina, Bartek i Zosia udają się na lody, niedzielny deser zaliczony.

Wracamy do ogródka przykościelnego, korzystamy z uprzejmości sąsiadki, dzięki której możemy umyć się pod wężem ogrodowym i lecimy pod śpiwory. Zasypiamy, wiedząc, że jutro budziki zadzwonią wcześniej.

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 0 km

Dystans całkowity: 997 km

Nocleg: Knin, Chorwacja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: