16 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 12. Witaj, Grecjo!

Do Grecji wjeżdżamy z uśmiechem na twarzy, dumni z siebie, robimy wspólnie zdjęcie z grecką flagą w tle!

Punktualnie o 4:00 rano Kuba zaczyna budzić wszystkich śpiochów. Jedni wychodzą z namiotów, drudzy powoli przecierają oczy. Ranek jest dosyć wilgotny, niektórzy wyglądają na niewyspanych, przez głośne całonocne szczekanie psów.

Dzisiaj do podziału grup liczymy liczbę liter w swoich imionach. Ruszamy przed siebie lekko zaspani, na ratunek przychodzi nam Kamil, który częstuje nas tabletkami z kofeiną. Łańcuch Bartka buntuje się, ale dzięki Krystianowi sprawa szybko się rozwiązuje.

Już z samego rana czeka na nas 7-kilometrowy podjazd. Serpentyna za serpentyną, ale rozjeżdżeni po wczorajszych przewyższeniach, gnamy przed siebie. Niestety po drodze Wojtkowi zaczynają zamykać się oczy ze zmęczenia, postanawia zjechać na bok i momentalnie oddaje się w objęcia Morfeusza.

Adam postanawia dotrzymać mu towarzystwa i chłopaki wspólnie łapią autostopa, którym planują dojechać już do samej Grecji. Na początku udaje im się zabrać z panem, który mimo tego, że jedzie w przeciwnym kierunku, okazuje swoją życzliwość i podwozi chłopaków.

Na górze czeka nas krótka przerwa na kawę i tosty. Teraz same przyjemności – zjazd bez konieczności przebierania nogami, chociaż przez chwilę. Podczas zjazdu ukazuje nam się albańskie jezioro, zjeżdżamy nucąc piosenki. Jedziemy pojedynczo, ale nie przeszkadza nam to we wspólnym śpiewaniu.

Michalina organizuje spontaniczny konkurs – kto pierwszy przybije piątkę z przechodniem podczas jazdy, wygrywa. Nie trzeba długo czekać, a zwycięstwo wędruje do Cecylii.

Po długim odcinku po płaskim, czas na przerwę. Zaopatrujemy się w markecie, wspólnie zauważamy, że lokalna ludność w tym kraju ma na wszystko czas i obsługuje klientów w tempie przypominającym wyścig żółwia ze ślimakiem w roli głównej.

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dni 9–12 [ZDJĘCIA]

Po przerwie ruszamy przed siebie, przed nami ostatnie parędziesiąt kilometrów po Albanii. Zaczynamy znów podjazdem, ale nasze nogi są nie do zatrzymania. Po każdym wzniesieniu, rozpędzamy się do zawrotnych prędkości i pędzimy w dół. Krajobraz wokół nas zachwyca, Bartek przyrównuje go do mongolskiego stepu.

Nagle słyszmy krzyk Kamila, który szybko informuje nas, że przegrał walkę z osą. Na szczęście dzielnie przechodzi to starcie i już po chwili nie ma po nim ani śladu. Przejeżdżamy przez drogę szutrową, na której Janicek gubi swoje fanty. Mijamy rodziny z dziećmi, które za każdym razem witają nas okrzykami radości, oraz przyczepę prowadzoną przez osła.

Po 110 kilometrach wspólnie przeżywamy mszę w parku, świętując Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Po Eucharystii czas na odpoczynek i posiłek. Maciek podczas gotowania kiełbasy traci swoją 15-letnią łyżkę, która nie wytrzymuje tej presji. Łapiemy krótką drzemkę przed ostatnim dystansem na dzisiaj.

Wypoczęci, pokonujemy kilka kilometrów do granicy z Grecją. Walczymy z wiatrem, który tym razem wieje nam w twarz. Do Grecji wjeżdżamy z uśmiechem na twarzy, dumni z siebie, robimy wspólnie zdjęcie z grecką flagą w tle!

A w Grecji dzieje się magia – dostajemy nowych sił i gnamy momentami z prędkością 40 km/h! Na zjazdach Tomek przekroczył 73 km/h! Czas umilamy sobie wspólnym śpiewem.

Po lekkich trudnościach znajdujemy nocleg. Duży ogród z krystalicznie wodą w rzeczce biegnącej obok jest dla nas jak błogosławieństwo. Siadamy wspólnie w kółku, zajadamy się pysznymi rzeczami i zasypiamy pod niebem pełnym gwiazd…

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 157 km
  • czas jazdy: 8 h 25 m
  • suma przewyższeń: 1781 m
  • średnia prędkość: 18,7 km/h

Dystans całkowity: 1799 km

Nocleg: Agia Triada, Grecja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: