18 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 14. Muszkieterowie na mopliku

Jest druga w nocy. Nagle z głębokiego snu wyrywa nas hałas, krzyki, wrzaski… Odgłosy niczym gang motocyklistów najeżdżający na spokojną wioskę. „Precz stąd!”, „Wynosić się!”. Potem głośny huk, klaksony – czy to jakiś najazd?

Niepokojące wrzaski nie ustają. Przerażeni zaczynamy się rozglądać, wychylać głowy zza naszych kokonów – co się dzieje? Trójka młodych Greków, niczym rycerze broniący swojej fortecy na rumakach – tylko że na małym mopliku – postanawiają rozprawić się z 22 zmęczonymi rowerzystami, którzy grzecznie odpoczywają po trudach zeszłego tygodnia.

Jednak nasi chłopcy nie dają za wygraną, niczym spartanie ruszają w obronie naszej grupy. Jędrek nawołuje: „Jasny gwint! Ekipo, pora coś zrobić!”. Kamil przybiera bojową postawę i krzycząc „Uciekać, nicponie!” rusza w ich stronę. Greccy koledzy wystraszeni wycofują się, gubiąc przy tym telefon. Maciek niczym rasowy alpinista, skacze przez wysoki płot, odnajdując fant.

Historia kończy się zbiciem graby przez trzech muszkieterów-Greków i o. Patryka. Ojciec wyjaśnia chłopaków i niczym Braveheart wraca na swoje terytorium. Wilk syty i owca cała, my spokojnie zasypiamy, w oddali słysząc dźwięki greckiej imprezy, a trzech chłopaków odzyskuje smartfon i więcej nie zakłóca naszego spokoju.

Po intensywnej nocy budzimy się rano, zastanawiając się, co tak naprawdę się wydarzyło. Staramy się uspokoić myśli i ruszamy na niedzielną mszę świętą. Modlimy się za przyjaciół, pamiętając o intencji naszej wyprawy i za naszych nocnych najeźdźców.

Po Eucharystii siadamy do wspólnego kółka, omawiając kwestie techniczne i osobiste przeżycia z tego tygodnia. W międzyczasie Michalina dołącza do grona osób użądlonych przez osę. Po długich rozmowach udajemy się na kawę mrożoną, również w celu podładowania całego sprzętu elektronicznego. Nagle da się słyszeć głośne burczenie. To znak, pora na obiad. Maciek S. odłącza się od nas, decydując się na solo wyjazd na Meteory autostopem.

W tym samym czasie na naszym miejscu noclegowym dzieje się cud niczym w Kanie Galilejskiej. Troje Greków chcących nas wypędzić w nocy, przychodzi z podkulonym ogonem, przepraszając nas. Kupują całej grupie arbuza, okazując skruchę.

Zabieramy rowery i jedziemy w stronę centrum miasta, aby uraczyć nasze żołądki grecką kuchnią. Na talerzach króluje niezastąpiona pita gyros z tzatzikami. Obowiązkowo po każdym obiedzie myślimy o deserze. Wybieramy lody na końcu uliczki, zajadamy z uśmiechem wspominając swoje przygody z przeszłości.

Na boisko docierają nasi autostopowicze, po dwóch dniach rozłąki Wojtek z Adamem dołączają do naszej grupy. Bartek D. postanawia zmierzyć się z greckimi dzieciakami grającymi w piłkę nożną. Mocne strzały za boisko zmuszają ich do przeciskania się przez dziurę w płocie.

Wieczór spędzamy na boisku, licząc na to, że tej nocy obędzie się bez najazdu, krzyków i woli walki. Robimy ostatnie zakupy i lecimy do spania.

Zosia Iwan


Bilans dnia:

  • dystans: 0 km

Dystans całkowity: 1960 km

Nocleg: Trikala, Grecja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: