Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 17. Kto chce, ten wstaje
Zachwyceni wolnością, jedni wstają na mszę, inni wraz ze wschodem słońca, które dosięga nas na dachu, pozostali niewzruszenie dojrzewają w kokonach śpiworów. Oto Nasz Wielki Grecki Poranek.
Pobudka… Pobudki nie ma. Kameralna msza o 8:00, na której pieśni przygrywa na gitarze Bartek D. Msza kończy się słowami o. Patryka o tym, jak trudno było mu na początku odprawiać msze święte „na dziko” w zeszłym roku. Mówi, jak bardzo docenia te „normalne” Eucharystie.
Cały dzień wolny, następny również – co robić?! Kierujemy się do sklepu LEGO, załatwiamy sprawy okołorowerowe w Decathlonie, zwiedzamy, plażujemy… Słowem: odpoczywamy.
Po złapaniu promu i obraniu kierunku, po przypłynięciu i wypożyczeniu skutera, wyspa Egina oferuje kilka smaków lodów pistacjowych, pistacje na drzewach i znikomy ruch turystyczny.
Akropol i Agora dla jednych to treściwe muzeum, dla innych „kupa kamieni”, zdania są podzielone. Jedno jest pewne – starożytne ruiny nadają się do składania na nich zestawów LEGO.
O 20:00 (mniej lub bardziej punktualnie) gromadzimy się na wspólnej „Kolacji Zwycięzców” w centrum. I to gromadzimy się na niej razem z Ignacym!
Restauracja wydaje się nie mieć doświadczenia z tak dużą i niezorganizowaną grupą, dlatego zanim wszyscy dostają posiłek, mija sporo czasu. Po irytacjach właściciela i naszych udaje się wytłumaczyć, że nie każdy chce danie „Menu” za 18 euro na głowę.
O 23:55 Jagoda dumnie oświadcza, że Jędrek – znajdując się w centrum miasta – nie da rady odpalić kawiarki w pięć minut. Tym samym o północy wygrywa zakład w połowie wyprawy.
Maciej Pyka
Bilans dnia:
- dystans: 0 km
Dystans całkowity: 2325 km
Nocleg: Ateny, Grecja










