Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 18. Nasza Mała Ateńska Swawola
Plaża okazuje się idealnym miejscem na relaks, a krystalicznie czysta woda i fale są jak nagroda dla strudzonych, ale szczęśliwych rowerzystów.
Budzimy się wypoczęci po wolnym dniu – dzisiaj mamy ostatni dzień w Atenach. Rankiem przeżywamy mszę świętą przy akompaniamencie gitary. No, nic nie rozbudzi człowieka lepiej niż wspólny śpiew!
Jak przystało na prawdziwą rodzinę, siadamy do wspólnego śniadania. Wcześniej jednak Kamil z Tomkiem dostają bojowe zadanie: misję kupienia jajek i chleba na tosty. Nareszcie wykorzystujemy 10 euro, które Tomek otrzymał na Węgrzech od dobrodusznego mieszkańca pod sklepem. Wysłanie dwóch chłopaków na zakupy nie należało do najrozsądniejszych decyzji, gdyż chłopcy prawie wychodzą ze sklepu bez jajek. Ostatecznie misja kończy się sukcesem.
Dziewczyny biorą się za robienie jajecznicy i tostów, wspólnie delektujemy się tymi pysznościami, w pełni zaspokajając nasze kubki smakowe.
Najedzeni ruszamy w świat. Jedni decydują się na rejs na wyspę promem, inni zwiedzają muzea i najważniejsze zabytki, reszta udaje się na plażę w Piraeus. Niesamowite jest to, co robi dzisiaj Bartek D. – po dwóch tygodniach jazdy po górach i pagórach, jego miłość do roweru jest tak silna, że decyduje się na samodzielny, 12-kilometrowy podjazd.
Plaża okazuje się idealnym miejscem na relaks, a krystalicznie czysta woda i fale są jak nagroda dla strudzonych, ale szczęśliwych rowerzystów. Niczym syreny przebijamy się przez morze.
Obowiązkowo potem udajemy się na kawę i lody – królują lody pistacjowe i kawa freddo, typowy wybór Greków. Wykorzystujemy ten dzień również na praktyczne rzeczy: możliwość wyprania swoich rzeczy w normalnej pralni, a nie w sakwie rowerowej, jest atrakcyjną opcją dla części grupy.
Podczas gdy jedni wypoczywają na wyspie, inni udają się na wspólny posiłek. Niestety metro nie jest naszym sprzymierzeńcem – następuje jakaś awaria, więc czekamy głodni na nasz ateński rydwan podziemny. W końcu docieramy do centrum miasta. Jak przystało na Grecję, nie może zabraknąć pity gyros i tzatzików, typowych przysmaków z tego kraju.
Spokojnie spożywamy posiłek, zachwyceni poezją smaków, gdy nagle zaczepia nas pewien chłopak-Grek. Początkowo zaciekawiony naszymi przygodami i podróżą, opowiada nam o Grecji, później jednak rozmowa sprowadza się do tego, że zostajemy potencjalnymi klientami jego biznesu. Chłopak próbuje nas przekonać do płatnej wycieczki do jego wioski, my jednak nie dajemy się nabrać i tłumaczymy mu, że gustujemy w spaniu w namiotach na ogródkach lokalsów i jedzeniu autorskich posiłków gotowanych na palnikach turystycznych.
Po długiej rozmowie z nieznajomym, czas na deser – obowiązkowo biegniemy na lody (tego nigdy nie za wiele). Najwytrwalsi decydują się aż na cztery gałki, w pełni zasłużone po tylu pokonanych kilometrach. Sprzedawca okazuje się Polakiem, a po rozmowie z nami deklaruje, że przemyśli udział w przyszłorocznej wyprawie z NINIWA Team.
Po długim dniu na mieście, wracając do mieszkania, musimy zaopatrzyć się w sklepie na jutrzejszy dystans – banany, hektolitry wody i orzechy to podstawowa wyprawka rowerzysty.
Pakujemy sakwy, dopinamy wszystko na ostatni guzik i cieszymy się ostatnimi chwilami w stolicy Grecji, siedząc na dachu budynku i nie przejmując się zbytnio jutrzejszą pobudką o 4 rano.
Zosia Iwan
Bilans dnia:
- dystans: 0 km
Dystans całkowity: 2325 km
Nocleg: Ateny, Grecja










