Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 19. I z powrotem…
Znosimy wszystkie rowery i sakwy z samego dachu. Jesteśmy gotowi, by rozpocząć drugi etap naszej Wielkiej Wyprawy – drogę powrotną do Polski.
Ostatnie chwile pobytu w mieszkaniu. Musimy na nowo przyzwyczaić się do codziennych warunków życia na wyprawie. Jednak jak to zrobić, skoro na śniadanie dostajemy przygotowane przez kochaną panią Jadwigę ciepłe tosty? Jesteśmy bardzo wdzięczni za każde dobro, jakie otrzymaliśmy od właścicielki!
Żegnamy się z panią Jadwigą i Asią. Jedna z nas wraca wcześniej do Polski samolotem. Dzisiejszy dzień poświęca na przygotowanie się do odlotu. Chcemy podzielić się na grupy, jednak coś nam nie pasuje. Czy nie jest nas za mało? Ktoś postanowił zostać jeszcze trochę w pięknych Atenach? Gdzie Krystian?!
Znajdujemy go drzemiącego na pobliskiej wycieraczce. Chce maksymalnie wykorzystać czas na sen. To prawda, że mamy go… mało. Tym bardziej nasz techniczny, który „po godzinach” dba jeszcze o nasze rowery.
Już w komplecie dokonujemy podziału na grupy. Tym razem na tych, którzy czasem modlą się brewiarzem, i tych, którzy raczej nie modlą się brewiarzem.
Początek jazdy jest dla nas ciężki. Olek nadrywa mięsień, jedziemy różnym tempem. Upalne podjazdy nie ułatwiają nam życia. Poruszamy się drogami bez skrawka cienia. Ojciec wspomina, że może to nas uczy unikać zła, aby nie trafić do jeszcze bardziej rozpalonego piekła. Pocieszające? Nie bardzo…
Mszę Świętą przeżywamy na budowie. Niedokończony dom zapewnia nam płaski teren pod karimaty i cień dla ochłody. Ojciec na kazaniu nawiązuje do dzisiejszej Ewangelii. Naucza, byśmy bardziej zwracali uwagę, jak traktujemy innych, niż jak inni traktują nas. Przed odjazdem z postoju korzystamy ze szlaucha na pobliskiej stacji benzynowej. Jest to wielka ulga dla organizmu!
Kolejne kilometry nie są wcale chłodniejsze. Ojciec przypomina nam, że każdego dnia zbliżamy się do Kokotka i tak samo każdego dnia zbliżamy się do nieba. To już bardziej pocieszające!
Pierwsza grupa dociera do wybrzeża kilka minut po 17:00. Do tego czasu zrobiliśmy 153 km. Prom odpływający o pełnych godzinach ucieka nam przed nosem. Jesteśmy zmuszeni zrobić sobie dodatkową godzinę przerwy. Nie rozpaczamy z tego powodu, bo wiemy, że tempo tego dnia mieliśmy znakomite.
Spędzamy ten czas przy nadmorskich restauracjach. Niektórzy z nas decydują się na lokalne souvlaki. Takim to dobrze! Wieczorem nie będą musieli gotować czegoś konkretniejszego do jedzenia.
Łapiemy prom, przeprawa jest bardzo przyjemna. Zajmujemy wygodniejsze od siodełek miejsca siedzące na szczytowych ławkach, skąd rozpościerają się piękne widoki, lub w klimatyzowanych pomieszczeniach promu. Dziwne to uczucie. Nie ruszasz nogami, a jednocześnie poruszasz się dalej. Dzięki temu nadrabiamy 100 km drogi.
Podczas szukania noclegu na wyspie Euboea słyszymy jak obcokrajowi turyści puszczają dla nas polskie piosenki. Miejscowi mówią, że nas kochają, a jedna dopiero co poznana pani robi dla nas zakupy.
Na nocleg przyjmuje nas starsze, miłe małżeństwo. Są bardzo gościnni. Nazywają nas swoimi przyjaciółmi. Wszystko to przeżywamy przy blasku zachodzącego słońca. Słuchając szumu fal jemy kolację i puszczamy klimatyczne piosenki.
Cecylia Wielgus
Bilans dnia:
- dystans: 157 km
- czas jazdy: 7 h 55 m
- suma przewyższeń: 1524 m
- średnia prędkość: 19,9 km/h
Dystans całkowity: 2482 km
Nocleg: Paralia Agiou Nikolaou, Grecja










