26 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 22. „Makedonia” po królewsku

Na koniec Grecja zaskakuje i trzeba się ubrać…

4:00 – pobudka. Wstajemy wypoczęci. Nocleg w małym, spokojnym miasteczku okazuje się strzałem w dziesiątkę. Niewielka liczba atrakcji i cicha okolica sprawiają, że większość z nas porządnie się wyspała i wypoczęła. Zanim ruszymy dalej, wyciągamy kolce z opon. Cóż, uroki lokalnej roślinności.

Punktualność w pierwszym dniu czwartego tygodnia jest idealna. Ojciec jest z nas dumny!

Ruszamy w niemal egipskich ciemnościach. Na szczęście mamy oświetlenie, a raczej prawie wszyscy, bo niektórzy mają niedoładowane lampki, a komuś pada dynamo. Na pierwszy odcinek planujemy 66 km – ambitnie. Początek jest dość chłodny. Jędrek żartuje, że większość wyprawy przejeżdża rano w krótkim rękawku, a na koniec Grecja zaskakuje i trzeba się ubrać.

Po około 30 km po raz ostatni widzimy Morze Egejskie. A widok jest niesamowity! Wielkie słońce dopiero w połowie wyłania się z tafli wody. Niezwykły, a jednak tak ziemski wschód słońca – z niemal lustrzaną taflą wody, bez wiatru i fal. Ten piękny początek dnia dodaje nam sił po zimnym, poniedziałkowym starcie.

Wyprzedzamy pierwszą grupę – tych, którzy w niedzielę nie jedzą souvlaki – bo Zosia łapie pierwszą dętkę i serwis musi ich zatrzymać. Po przerwie odłączamy się z Bartkiem, aby zajrzeć do sklepu rowerowego.

Okazuje się, że właściciel ma żonę Polkę i płynnie mówi po polsku. Są zafascynowani naszą wyprawą. Kupujemy opony dla Bartka i kilka innych rzeczy, które zamawiają pozostali. Właściciel poświęca nam godzinę, a potem ruszamy w pościg. Aleksander dzień wcześniej tłumaczy, że kolarska jazda to minimum 30 km/h na prostej. Bierzemy to sobie do serca i zaczynamy morderczą pogoń za grupą. Co nas motywuje? Chcemy zdążyć na mszę świętą, a przynajmniej na komunię.

Gdy jesteśmy 5 km od grupy, Bartek łapie gumę. Serwis jak w Formule 1 – 15 minut i opona z dętką wymieniona. Ruszamy dalej. W międzyczasie zatrzymuje się pewien Grek. Pyta, czy nie potrzebujemy pomocy, i podarowuje nam po butelce zimnej wody z lodówki. Okazuje się to zbawienne, bo grupa uznaje, że przejedzie jeszcze 25 km, a przy takim tempie jazdy woda jest bezcenna. Po raz kolejny na usta nasuwają mi się słowa psalmu: „Pan jest pasterzem moim, niczego mi nie braknie…”. Dajemy z siebie wszystko, żeby zdążyć, słuchając po drodze muzyki rockowej. Na ostatnie 15 minut głośnik pada. „To dobrze” – komentujemy z Bartkiem – „można się wyciszyć”.

Docieramy do parku. Z daleka widzimy rowery, a grupa ludzi klęczy – to komunia. Wjeżdżamy z Bartkiem po schodach i zdążamy w ostatniej chwili. Zwycięstwo!

Mamy dwie godziny przerwy. Podczas obiadu decydujemy, że dziś wjeżdżamy do Macedonii Północnej, czyli po lokalnemu „Makedonii”.

Przy granicy robimy zakupy i… głosowanie. Mamy na liczniku 192 km i pojawia się pytanie, czy chcemy dobić do 200 km. Jeden głos przeważa i decydujemy, że jedziemy dalej. Docieramy do wioski, gdzie spotykamy rolnika w kapeluszu, jadącego traktorem. Dzwoni do sołtysa i organizuje nam nocleg w domu kultury, czymś na wzór remizy.

Miejscowi witają nas po królewsku. Robią grilla z pysznymi lokalnymi wyrobami, częstują nas miejscowymi napojami, winogronami i czym chata, a właściwie okolica, bogata. To cudowne zakończenie i świętowanie pierwszej dwusetki w jeden dzień! Zmiana czasu o godzinę też nam sprzyja. Próbujemy namówić ojca, żeby ruszyć później, a nie o piątej. Na razie jest nieugięty, ale… cóż, wracamy do tańca i poznawania lokalnej ludności.

Ciao!

Adam Ludwisiak


Bilans dnia:

  • dystans: 201 km
  • czas jazdy: 8 h 30 m
  • suma przewyższeń: 1244 m
  • średnia prędkość: 23,7 km/h

Dystans całkowity: 2824 km

Nocleg: Prdejci, Macedonia Północna

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: