4 września| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 4. Niedźwiedź jadalny czy nie?

Tak sobie żyjemy: ktoś je souvlaki, ktoś śpiewa, ktoś robi herbatkę, a ktoś kłóci się z panem z baru – w Grecji należy jednak płacić euro, nie lirami…

Standardowo wstajemy o 4:50, a budzi nas Krzysztof słowami z Pieśni Izajasza. Grupą kieruje dziś Rafał. Sprawnie wychodzimy i kierujemy się w stronę lasu. Od samego rana mamy solidne podejścia, co kolejne to lepsze. Ale nie poddajemy się i ciśniemy w te góry.

Jeden odcinek trochę się wydłuża, gdyż 1 pomyliło nam się z 4 i zachciało się zrobić 140 min zamiast 40 min marszu… Kapie z nas nieźle. Ale nie szkodzi. Później już idzie gładko. Jednak łatwiej się rozmawia, gdy jest z górki niż pod górę.

Po kilkunastu kilometrach docieramy do wioski Vovousis, gdzie zaczynamy od razu od Mszy Świętej. Pan z restauracji zaczyna nawet prowadzić relacje online na żywo. Trochę przysypiamy, ale udaje się wytrwać.

W rozmowach z lokalsami o. Dominik dowiaduje się, że w wiosce popularną aktywnością jest polowanie na niedźwiedzie. Ojciec zaczyna mieć rozkminy czy dzielą niedźwiedzie na jadalne i niejadalne… Po czasie okazuje się, że tubylcy nie polują na bears (niedźwiedzie), lecz birds (ptaki). Niezbyt znacząca różnica.

Jemy souvlaki i inne greckie specjały w knajpce obok i cieszymy się pięknym górskim widokiem.

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 4 [ZDJĘCIA]

Najedzeni ruszamy na podbój wioski w poszukiwaniu jedzenia – sklepu brak, więc prosimy o nie mieszkańców. Niestety trafiamy na ichniejszą sjestę i wszyscy śpią. Jedynie Kindze i Klaudii udaje się zdobyć kilka rzeczy. W tym samym czasie udaje się załatwić transport dla chłopaków, którzy ogarniają pobliski nocleg.

Reszta grupy rusza dalej w kierunku noclegu. W trakcie drogi bawimy się w kalambury i bezpiecznie mijamy psy pasterskie (ostatnio okazały się dość nieprzyjemne). Docieramy do noclegu, rozbijamy namioty – trzeba dobrze trafiać, bo normalnie miejsce robi za pastwisko…

Zakupy powoli się kończą, a na horyzoncie sklepów nadal brak, więc udaje nam się poprosić jednego gościa, aby zawiózł kilku naszych do najbliższego sklepu. Delegacja w składzie: Olek, Andzia, Franek rusza w bój. Reszta grupy klasycznie: mycie, pranie, jedzenie.

O 20:00 zaczynamy wspólne śpiewy (okazuje się, że gospodarze mają gitarę!), więc szanty, Stare Dobre Małżeństwo, piosenki harcerskie i różne inne lecą jedna po drugiej. Jest miło, głośno i radośnie! I tak sobie żyjemy: ktoś je souvlaki, ktoś śpiewa, ktoś robi herbatkę, a ktoś kłóci się z panem z baru (w Grecji należy jednak płacić euro, nie lirami).

Dobrze być razem! Po wspólnej biesiadzie zabieramy rozdzielone przez naszych bohaterów jedzenie i kładziemy się spać.

Ola Leleń


Bilans dnia:

  • dystans: 19 km

Nocleg: Vovousa

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: