Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 7. Niedziela na wyprawie
Budzimy się w dobrych warunkach, w budynku przy samym lodowisku. O dziewiątej rano odprawiamy Eucharystię – na tafli nieczynnego lodowiska. Ten nietypowy kościół zaskakuje prostotą i przestrzenią.
W Ewangelii słyszymy dziś trudne słowa Jezusa: „kto nie ma w nienawiści matki, ojca, braci, sióstr…” – słowa, które wzywają do wolności. Wolności od osób i rzeczy, wolności, w której to On jest najważniejszy.
Potem wspólnie jemy śniadanie w blasku słońca. Cieszy nas to, że możemy być razem, że możemy tak beztrosko rozpocząć niedzielny dzień.
Po śniadaniu każdy przeżywa czas po swojemu. Jedni wyruszają do miasta, odwiedzają cerkiew albo piją kawę. Spotykamy tam wielu turystów – miasto żyje nimi. Inni zostają w budynku, żeby zrobić pranie, odpocząć, zregenerować siły. Jest też grupa, która prowadzi niedzielny stretching.
Po południu rozpoczynamy kółko – pierwsze na tej wyprawie. Zaskakuje nas, jak wielu dzieli się szczerze swoimi radościami i trudami. To moment ważny i wymagający, bo otwarcie się zawsze kosztuje. A jednak właśnie takie chwile tworzą dynamikę wyprawy, budują wspólnotę. Widać, jak rośnie jedność, dobra wola, uważność na siebie nawzajem.
Wieczór przychodzi spokojnie. Jedni kładą się spać, inni jeszcze wychodzą do miasta, a jeszcze inni zostają na rozmowach. Tak kończy się ta niedziela – pełna prostych darów, wspólnoty i ciszy serca. Zasypiamy, przygotowując się na kolejne kilometry szlaku przez góry Pindos w Grecji.
o. Dominik Ochlak OMI
Bilans dnia:
- dystans: 0 km
Nocleg: Metsovo










