11 września| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 10. Biznes i klima po grecku

Przerwy na wyprawie pieszej? „Lepiej krótkie wydługasić niż długie skrótasić”.

Wstajemy obudzeni przez Krzysztofa, dziś mogliśmy pospać pół godziny dłużej. Niebo jest jeszcze piękniejsze niż przed snem. Zachwycamy się widokiem gwiazdozbiorów okalających nasze głowy. W blasku księżyca odmawiamy modlitwę o dobry dzień, siłę dla nas – i ruszamy!

Naszym celem jest dotarcie do następnej wioski, w której jest sklep, gdyż kończą nam się zapasy. Myślimy, że czeka nas asfalt, a tu niespodzianka! Schodzimy kamienistą drogą niekończących się zakrętów, zboczem góry ku dolinie. Widoki zapierają dech w piersiach. W grupie krążą pogłoski, że niektórym udało się wykąpać w ciepłej wodzie po wyproszeniu lokalsów, co poprawia komfort psychiczny u niektórych.

Docieramy do pierwszej przerwy i rozkoszujemy się widokami. Przemieszczamy się przez piękny wąwóz. Zieleń jest jeszcze bardziej wyrazista, gdy padają na nią promienie wschodzącego słońca. Przechodzimy przez most, potem przez tunel, aż nagle nad naszymi głowami wyrasta klasztor Kipina, zbudowany w całości w skale na stromym zboczu. Coś pięknego. Dookoła nas zieleń, kwitnące jabłka, figi, jeżyny i zachwycający zapach laurowiśni.

Po przedłużonym chodzeniu zarządzamy 20 minut przerwy. Ojciec po 10 minutach sugeruje, że może jednak zaraz pójdziemy, wtem Kinga ogłasza, że przerwy „lepiej krótkie wydługasić niż długie skrótasić”. Ruszamy dalej, a po dotarciu do wioski naszym oczom ukazuje się mała kawiarnia.

Wygłodniali zaopatrujemy się w przekąski. Jest nas tylu, a kasjerka tylko jedna. Wtem na pomoc przychodzi córka właścicielki i obsługa idzie jak po maśle! Rzuciliśmy się na te słodycze jak dzik w szyszki. Zamawiamy kawy, wykupujemy pół sklepiku.

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 10 [ZDJĘCIA]

Idziemy i idziemy, upał strasznie doskwiera. W przerwach szukamy upragnionego cienia, nakładamy na siebie trzy warstwy filtru UV i przemy dalej. Dochodzimy do wioski, w której robimy zakupy. Jedni decydują się na gotowanie obiadu, a inni idą do knajpy i zamawiają standardowo pitę, souvlaki lub sałatkę grecką. Po obiadku odpoczywamy i czekamy na dalszą decyzję. Co z nami będzie, tego nikt nie wie. Jedzenia kupiliśmy na 2,5 dnia, więc nasza droga będzie ciężka – przybyły nam kolejne kg w plecaku.

Dziwimy się, że z powodu sjesty właściciel zamknął sklep, pod którym odpoczywamy. Miałby niezły utarg – wszystkich kuszą lody wystawione w lodówce.

Pada decyzja – idziemy na mszę, a potem czeka nas jeszcze 6 km asfaltem do następnej wioski.

Próbujemy załatwić jakiś dojazd dla całej grupy albo dla plecaków, zamiast tego zostajemy poczęstowani baklavą. Ruszamy… po 5 minutach Asia, Piotrek, Ola i Aneta łapią stopa i jadą załatwiać nocleg. Następna grupa autostopowa, uradowana, omija nas leżących plackiem na asfalcie podczas przerwy.

Nagle przyjeżdża po nas bus – pan, który podwiózł pierwszych autostopowiczów, był taki miły i zadzwonił po kolegę. Zabiera plecaki i połowę osób. Jedziemy busem, który ma naturalną klimatyzację zwaną korozją podwozia.

Docieramy i mamy full wypas – nocleg pod szkołą, kranik i jedną niedomykającą się toaletę. Wykąpani (nie wszyscy) stajemy w kółeczku i omawiamy dalszy plan. Dowiadujemy się rzeczy niespodziewanej. Nasz przyjaciel Wojtek – bardzo ważna osoba w wyprawach niniwowych, uczestnik pięciu wędrówek, niezawodny nawigator i kompan podróży – postanawia pożegnać się z nami i z wyprawami NINIWA Team i jutro nas opuszcza.

Pojawiają się łzy wzruszenia i smutku z rozstania. Ruszamy na miasto i postanawiamy godnie go pożegnać. To będzie dłuuuuga noc.

Psssst… Ojciec daje godzinę dłużej spania.

Angelika Mudrak


Bilans dnia:

  • dystans: 26 km

Nocleg: Ktistades

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: