Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 18. To nie jest kraj dla starych ludzi
Dzień zaczynamy od pobudki w naszym nowym domu – parku Paleou Falirou. Noc jest ciepła, dla większości przyjemna. Kilku z nas ma jednak nocny prysznic, gdyż o godz. 3 w nocy zostają zaskoczeni zraszaczami…
O 9:00 Msza Święta w jednej z naszych altanek, później mycie w łazience pobliskiego portu lub w prysznicach na plaży. Jemy śniadanie i różnymi grupami ruszamy na zwiedzanie. Moja grupa za cel obiera sobie Akropol. Autobusy jeżdżą jak chcą, ale w końcu docieramy do centrum. Orientujemy się co i jak – ludzie poniżej 26. roku życia wchodzą za darmo, a kilku z nas musi trochę zabulić… No cóż. To nie jest kraj dla starych ludzi.
Już samo wejście na wzgórze robi ogromne wrażenie: widok na całe miasto, a nad nim majestatyczne ruiny, które opowiadają historię starożytnej Grecji. Następnie idziemy zobaczyć Ateńską Agorę, Forum Rzymskie i Hefajstejon. Wszyscy zaczynają być głodni, więc szukamy miejscówki na obiad. Wybieramy jedną z dobrze ocenianych i – co ważne – przystępną cenowo. Okazuje się, że w restauracji tętni życiem i wolnych stolików wiele nie ma, lecz kelnerka mówi nam, że mają wolny stolik na 1,5 godziny, więc mamy to.
Zamawiamy lokalne przysmaki, jak Karamandilika parmak sausage czy Pelmeni. Wszystko smakuje, ale porcje nie największe. Nie ma rady – idziemy do spożywczaka. Piechurzy potrzebują dużo kalorii.
Postanawiamy pójść na polecane przez rowerzystów wzgórze Lycabettus. Musimy się spieszyć, bo czasu niewiele, a zachód słońca bliski. Zagęszczamy ruchy i wspinamy się pod górę, ścinając zakręty. Udaje się! Wspólnie podziwiamy cudny zachód, racząc się lokalnym winem z supermarketu. Ludzi jak mrówków, ale znajdujemy murek, na którym wszyscy możemy się zmieścić. Dołącza do nas również druga grupa. Trzeba uważać, bo przed nami rośnie ogromny kaktus – jego dotknięcie zwiastuje klęskę. Rany głębokie.
Rozmawiamy, robimy zdjęcia i cieszymy się wspólnym towarzystwem. Schodzimy już w ciemności i eksplorujemy miasto. Decydujemy się pójść przed parlament, gdyż o pełnych godzinach odbywa się tam uroczysta ceremonia zmiany warty Ewzoni – tradycyjnej greckiej jednostki ceremonialnej. Wyćwiczone ruchy mają na celu uhonorowanie tych, którzy oddali życie za Grecję. Jest to naprawdę ciekawe widowisko i chapeau bas, bo ja bym tak nogi w powietrzu nie utrzymała.
Po ceremonii dalej kręcimy się po uliczkach i placach, podziwiając piękno Aten. Zahaczamy o McDonald’s, bo nowych smaków warto próbować, i ruszamy na autobus powrotny. Wracamy do swoich altanek, chowamy rzeczy i zasypiamy.
Ola Leleń










