16 października| Muzyczne Laboratorium

A co jeśli znudziły nam się piosenki, które znamy? O muzyce eksperymentalnej słów kilka

A gdyby spróbować uwolnić się na chwilę od dyktatu powtarzalności i poeksperymentować? Choćby troszeczkę?

Artur Rojek mawia, że składa się z ciągłych powtórzeń. To zaiste głęboka, egzystencjalna konstatacja. Fundamentalna zasada istnienia. Przez całe życie powtarza się niezliczoną ilość razy bicie naszego serca, wschody i zachody słońca, codzienne czynności. Umieramy tylko raz, ale w wymiarze całej populacji śmierć jest powtarzalna do bólu. Inżynier Mamoń najbardziej lubi piosenki, które zna. Tak mamy, prawda? Lubimy albo te, które znamy, albo te, które nam te znane przypominają. Dlatego powtarzalność muzyki, która nas otacza, jest tak przytłaczająca.

Imaginary Landscape No. 4

Zanim pójdziemy dalej, posłuchajcie sobie tego:

Powiadają, że od tego się zaczęło. Wiek XX. John Cage. To jego kompozycja na 12 odbiorników radiowych, na których gra 24 muzyków. Wszystko zapisane jest w nutach, a całością dyryguje dyrygent. Żart? Zobaczmy, co sam kompozytor ma na ten temat do powiedzenia.

Poradziłem sobie z dźwiękiem wszechobecnego radia w taki sam sposób, w jaki ludzie przed tysiącami lat radzili sobie ze zwierzętami, których się bali i które pewnie były dla nich wtargnięciem. Tak jak oni malowali na ścianach jaskiń obrazy, tak ja postanowiłem napisać utwór z użyciem odbiorników radiowych. I teraz, kiedy tylko słyszę gdzieś radio, nawet jeśli włączony jest tylko jeden odbiornik, a nie dwanaście naraz, to myślę sobie, że po prostu grają mój kawałek.

A co z nie-powtarzalnością w przypadku Imaginary Landscape No. 4?

Niemal doskonała. Myślę, że prawdopodobieństwo dwóch identycznych wykonań dzieła Johna Cage jest znacznie mniejsze niż samoistnego pojawienia się życia na ziemi. Skłaniałbym się nawet ku stwierdzeniu, że jest zerowe. Wykonawcy nie mają praktycznie żadnego wpływu na efekt swoich działań. Choć mamy do czynienia ze ściśle zapisaną partyturą, to wynik jednorazowego odtworzenia jest całkowicie nieprzewidywalny – zależy jedynie od czasu (zmieniające się style muzyczne na przestrzeni dekad) i miejsca wykonania (na tych samych częstotliwościach będą osiągalne różne stacje, zależnie od miejsca odbioru). Cage osiąga tu niemal pełnię niezdeterminowania.

4.33, czyli cisza nie istnieje

John Cage odwiedził kiedyś komorę bezechową na