Osoba Wołodyjowska i Ono Tadeuszcze. Czy językowy totalitaryzm dotknie muzykę?
Wszystko zaczęło się od fali memów ze zmienionymi na tzw. neutralne płciowo tytułami polskich lektur. Czytałem z uśmiechem i niedowierzaniem jednocześnie. Okazuje się, że za tym gorzkim żartem stoi jednak ponura rzeczywistość.
Wgryzłem się w temat, by obczaić, skąd to śmieszkowanie i ile w nim prawdy. I dowiedzieć się, czy i w jaki sposób ten współczesny totalitaryzm, jakim jest tzw. inkluzywność, zagraża muzyce.
Co to jest ta inkluzywność?
Zacznijmy od definicji:
Praktyka aktywnego włączania i tworzenia środowisk (pracy, społecznych, produktów), w których każdy człowiek, niezależnie od płci, wieku, pochodzenia, sprawności, orientacji czy innych cech, czuje się mile widziany, szanowany, doceniony i ma równe szanse, czując się pełnoprawną częścią grupy, a bariery (fizyczne i społeczne) są eliminowane, by nikogo nie wykluczać. Inkluzywność w języku: Używanie neutralnych i włączających słów, aby nikogo nie wykluczyć.
Założenia słuszne i szlachetne. Jak zawsze, kiedy chce się ludzi do czegoś przekonać. Te komunistyczne dla przykładu też są dobre i wielce inkluzywne:
Całkowite zniesienie ucisku i wyzysku społecznego, postulujące powszechność, równość i sprawiedliwość społeczną oraz zbudowanie społeczeństwa bezklasowego opartego na społecznej kontroli gospodarki, własności środków produkcji i sprawiedliwym podziale dóbr.
Czym komunizm okazał się w praktyce – wszyscy wiemy. Czy obecna rewolucja inkluzywna ma szanse nie dać równie tragicznych owoców? Nie sądzę.
Neutralne płciowo ogłoszenia o pracę
To prawo obowiązuje w Polsce od 24 grudnia 2025. Wymaga od pracodawców unikania form sugerujących płeć, stosowania form podwójnych (np. „specjalista/specjalistka”), form opisowych („osoba odpowiedzialna za…”) lub neutralnych określeń (np. „Project Manager”), aby zapewnić równość i unikać dyskryminacji.
I teraz uwaga. Jeżeli jesteś pracodawcą i z jakiegoś powodu szukasz na wolne stanowisko pracy akurat faceta (np. trenera męskiej sekcji bokserskiej) i napiszesz:
Zatrudnię trenera boksu
grozi ci od Inspektora Pracy kara. Dopuszczalna wysokość mandatu to kwota do 2000 zł. Dla tych, którzy nie uczą się na błędach, przewidziana jest wyższa kara do 5000 zł. Aby uniknąć kary powinieneś napisać: zatrudnię trenera/trenerkę boksu albo zatrudnię osobę trenerską boksowo, albo zatrudnię Project Boxing Manager. Czy jakoś tak.
Pachnie totalitarnym absurdem? No pachnie. A to dopiero początek.
Internauci nie zawodzą
W odpowiedzi na te ustawowe cuda internauci zasugerowali, że jak ten lewacki postęp dalej będzie nas tak uszczęśliwiał, to trzeba będzie też uinkluzywnić nasze lektury. I tak Pan Wołodyjowski będzie Osobą Wołodyjowską. Faraon będzie Osobą Faraonującą. Janko Muzykant to będzie Janko Muzykancię. Mały Książę – Niskorosła Osoba Książęca. Pan Tadeusz – Ono Tadeuszcze. Pan Samochodzik i Templariusze – Osoba Samochodująca i Wiele Osób Templariuszujących. Ale największy hit to Wesele Wyspiańskiego – Rejestracja Notarialna Statusu Osoby Najbliższej.
Ale zaraz, zaraz! Jeżeli postęp będzie postępował i jeżeli ktoś poczuje, że nie jest osobą, to co wtedy? Znam przypadek z jednej ze szkół średnich za granicą. Pewna (wyjściowo) dziewczyna jest już Johnem, czyli chłopakiem. Ale czuje, że to jednak wciąż nie to i idzie w kierunku identyfikacji psiej. Serio. A z tego, co mi wiadomo, to określanie zwierząt osobami wpisuje się w antropomorfizację, czyli zabieg językowy polegający na nadawaniu cech ludzkich zwierzętom. Więc może określenie ISTOTA będzie bardziej inkluzywne niż OSOBA? I zamiast Osoby Wołodyjowskiej od razu zrobimy Istotę Wołodyjowską?
Ale zaraz, zaraz! Jeżeli postęp będzie postępował jeszcze bardziej i jeżeli ktoś poczuje, że nie jest już istotą, tylko rzeczą, to co wtedy? Proponuję BYT! Więc zamiast Istoty Wołodyjowskiej poprawniejszy będzie Byt Wołodyjowski.
Ale zaraz, zaraz! Jeżeli postęp będzie postępował jeszcze bardziej i bardziej i jeżeli ktoś nie zidentyfikuje się jako żaden byt, tylko niebyt, to co wtedy?
Koniec żartów. Bo to wcale śmieszne nie jest.
Uinkluzywnianie dzieł literatury. To się dzieje naprawdę.
Trudno w to uwierzyć, ale w imię inkluzywnego totalitaryzmu zmienia się dzisiaj napisane przed laty książki znanych pisarzy. To tak, jakby niektóre akordy czy linie melodyczne uznać obecnie za dyskryminujące i zacząć usuwać je z oryginalnych nagrań Beatlesów. A nawet dodawać nowe, bardziej inkluzywne. Takim pisarzem, w którego twórczości bezczelnie grzebią dzisiaj inkluzywni policjanci, jest np. Roald Dahl. Dla tych co nie kojarzą: Charlie i fabryka czekolady, Matylda, Wiedźmy albo BFG: Bardzo fajny gigant.
Brytyjski wydawca książek Roalda Dahla wprowadził w tekście setki zmian, aby usunąć wszelkie wyrażenia, które według współczesnych standardów uznane zostałyby za obraźliwe. Zmiany te zaniepokoiły organizację PEN America, która od ponad 100 lat działa na rzecz obrony wolności słowa, a Salman Rushdie określił je „absurdalną cenzurą”.
Jak wykazał „Daily Telegraph”, te setki zmian niejednokrotnie wypaczają zamysł autora. Usunięto prawie wszystkie odniesienia do wyglądu fizycznego, zmieniono płeć części bohaterów lub przerobiono ich na neutralnych płciowo. Gazeta zamieściła listę wszystkich wykrytych przypadków, gdzie poszczególne słowa zastąpiono innymi, niektóre fragmenty usunięto, a inne dopisano.
Kilka przykładów
Augustus Gloop, jeden z bohaterów książki „Charlie i fabryka czekolady”, jest teraz „ogromny”, a nie „gruby”. Umpa-Lumpasi z tej samej książki nie są „malutcy”, „pstrokaci” czy „nie wyżsi od mojego kolana”, ale po prostu mali, i nie są już „małymi mężczyznami”, lecz „małymi ludźmi”. Pani Twit z „The Twits” nie jest już „przerażająco brzydka”. Trzej synowie „Fantastycznego Pana Lisa” stali się córkami. W tej samej książce „dziwny afrykański język” przestał być „dziwny”.
Podobnym ulepszeniom zostały też poddane książki Iana Fleminga o przygodach Agenta 007 oraz królowej kryminału Agaty Christy. Trudno to komentować, bo to są praktyki przypominające palenie przez faszystów książek, które ideologicznie im nie pasowały. Jak wiemy, nic to palenie nie dało. Jednak komentarz Michaela Deacona z „Daily Telegraph” wydaje się być wyjątkowo trafny:
Powieść, oprócz innych rzeczy, jest rodzajem kapsuły czasu: zapisem okresu, w którym została napisana. Odzwierciedla kulturę tego okresu, jego język, wierzenia, postawy – i tak, uprzedzenia. Starsze powieści mają więc szczególną wartość historyczną: uczą nas o przeszłości. W istocie ożywiają ją – i to znacznie żywiej niż podręcznik historii.
Do inkluzywnej rewolucji swojego czasu odniósł się w swoim niepowtarzalnym stylu Kazik Staszewski.
Inkluzywność w muzyce
Zastanawiam się, jak miała by wyglądać. Zmiany tytułów? Zamiast Kiedy mężczyzna kocha kobietę powinno być Kiedy osoba kocha osobę? Zmiany w tekstach? Zamiast Mamo, właśnie zabiłem człowieka powinno być Osobo rodzicielska, właśnie zabiłem osobę ludzką?
Na szczęście muzyka to bastion, który trudno będzie zdobyć maniakom inkluzywności. Inkluzywność w muzyce to dzisiaj coś mega pozytywnego. Oznacza uwzględnienie potrzeb tych osób, które nie potrafią sobie znaleźć miejsca w dzisiejszej skomercjalizowanej, pełnej prymitywnych i hałaśliwych bodźców kulturze. Inkluzywność w muzyce oznacza zauważenie osób z nadwrażliwością sensoryczną, poszukujących oryginalnych i niestandardowych wrażeń i zaproponowanie im tego, czego oczekują.
Rewire
Ten muzyczny festiwal w Holandii to jedna z prób tworzenia bardziej inkluzywnej przestrzeni dla odbioru muzyki.
Organizatorzy stale poszukują twórców, którzy wpisują się w koncepcję festiwalu, jaką jest otwartość, eksperymentowanie i refleksja nad przyszłością muzyki. Zeszłoroczną edycję programu wygrało polsko-norweskie trio: Sigrid Angelsen, Łukasz Moroz i Oskar Tomala. Ich performance „Membranes” to improwizowana kompozycja na pianino, wiolonczelę, cytrę i głos, połączona z interaktywną instalacją z głośnika, wody i tkaniny. Muzycy podkreślają, że w możliwości grania muzyki niskobodźcowej widzą szansę, a nie ograniczenie.
I właśnie takim przykładem inkluzywnej muzyki, czyli takiej, która jest adresowana dla osób poszukujących innych, niskobodźcowych i nieobecnych w komercyjnej kulturze wrażeń zakończę tekst. Inspirujące. Wyciszające. Intrygujące.
Adam Szewczyk
Gitarzysta, kompozytor, aranżer, felietonista. Człowiek o wielkiej ciekawości świata patrzący na rzeczy racjonalnie i przez pryzmat wiary. Absolwent Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Wieloletni jej wykładowca.









