31 stycznia| Wiadomości

Japonia: Kościół nieśmiały i żywotny

Duży biały budynek, nieśmiało wciśnięty pomiędzy zasłaniające go wieżowce. Szukając w tę wrześniową niedzielę kościoła, zauważyliśmy go dopiero w ostatniej chwili. Jakby się przed nami ukrywał – choć jest bardzo duży. Gdy jednak już się go zobaczy – to robi wrażenie. Może właśnie to dobra metafora japońskiego katolicyzmu – nieśmiałego i niewidocznego, ale żywotnego i z wielką historią.

To miejsce w mieście Osaka, gdzie znajduje się wspomniany kościół, przed wiekami należało do samuraja Hosokawa Tadaoki. Jego żona była pobożną katoliczką. Już po ich śmierci prześladowania chrześcijan sprawiły, że nic nie wiemy o ewentualnym miejscu, w którym sprawowany byłby kult chrześcijański. To jednak właśnie tutaj, dwa wieki później, zbudowano pierwszy kościół w Japonii po tym, gdy kraj otworzył się na świat zewnętrzny. Dzisiaj wznosi się tu duża katedra i, co symptomatyczne, chociaż modlą się tam i Japończycy, to większość wiernych stanowią obcokrajowcy, zwłaszcza Wietnamczycy i Filipińczycy. Podczas naszego pobytu mszę świętą celebrował ksiądz z Hiszpanii. Świątynia podczas liturgii po angielsku dla międzynarodowej społeczności nie wypełniła się. Z kolei następna Eucharystia w języku wietnamskim przeciwnie – sprowadziła tłumy już na kwadrans przed jej rozpoczęciem.

Niejednoznaczna religijność Japończyków

O religijności albo – jak kto woli – jej braku wśród Japończyków wiele można przeczytać w internecie. Większość społeczeństwa Japonii identyfikuje się jako niewierząca. Wśród osób wyznających jakaś religię – najwięcej praktykuje buddyzm. Podobno bardzo mały procent Japończyków przyznaje się do przynależności do rodzimego szintoizmu. Tyle statystyki. Japończyk może nie identyfikować się z daną religią, ale może brać czasem udział w jej obrzędach, a nawet praktykować kilka religii naraz. Być może wynika to z obrzędowego charakteru tradycyjnej religii shinto, która nie posiada doktryny, lecz opiera się na rytuale. Notabene, czymś podobnym była klasyczna religia rzymska.

W świątyniach szintoistycznych znajdziemy sporo osób – młodych i starych, zwykłych pracowników i bogatych biznesmenów, kobiet i mężczyzn – przychodzących, by się pomodlić lub odprawić jakiś rytuał. Warto jednak zaznaczyć, że w shinto nie ma bóstw w naszym rozumieniu – nie są wszechmocne ani nieśmiertelne, mogą być złe i mściwe. Podstawowa forma modlitwy polega na ukłonach i klaśnięciach przed kapliczką poświęconą danym bóstwom – kami. Do kramów wchodzi się przez charakterystyczne dla Japonii bramy zwane tori. Oddzielają one świat ziemski od świata bóstw. Przekraczając bramę, wchodzi się do świata sakralnego. Obrzędy te nie implikują określonej moralności, podążania za wolą bóstw, nie przenikają życia. Szintoizm nie ma żadnych dogmatów. Dobro i zło w szintoizmie ocenia się na podstawie skutku. Być może to jedna z przyczyn tak wielkiej skłonności do dążenia do perfekcji przez Japończyków. Obcokrajowcy zachwycają się porządkiem i czystością, nienaganną obsługą, zawsze perfekcyjną postawą, dbałością o najmniejszy szczegół. Za tym kryje się ogromna presja społeczna, wynikająca z samych korzeni kultury japońskiej. Być może dlatego chrześcijaństwo ze swoim przemożnym wpływem na całe życie człowieka oraz uznaniem własnej słabości przed osobowym Bogiem, tradycją filozoficzną wyznaczającą prawo moralne oparte na zasadzie, nie skutku, we współczesnej Japonii nadal nie może się zakorzenić. A przecież pierwsze misje jezuickie w tym kraju odnosiły zadziwiające sukcesy.

Uporządkowany jak Japończyk

Pierwsze spotkanie Japonii z chrześcijaństwem polegało na fascynacji bronią palną, którą mieli przy sobie portugalscy rozbitkowie na wyspie Tanegashima. Może brzmi to mało romantycznie i bohatersko, ale zainteresowanie lokalnych panów ziemskich nowym rodzajem broni z pewnością uchyliło misjom katolickim drzwi nieco szerzej. Kilka lat po tym, jak Japończycy ugościli owych portugalskich żeglarzy, do Japonii przybył św. Franciszek Ksawery. Zafascynował się tym krajem, tak jak wielu dzisiejszych turystów, którzy tłumnie zjeżdżają do tego kraju, czasami – swoim całkowicie odmiennym od japońskich standardów zachowaniem – wzbudzając poczucie niezręczności u Japończyków.

Jezuici podchodzący z dużym szacunkiem do Japonii zyskali jednak w XVI w. na tyle ogromny posłuch, że w ciągu kilku dekad populacja rodzimych chrześcijan wzrosła tam do bez mała kilkuset tysięcy osób. W owych czasach to była duża liczba, samych Japończyków było kilkanaście milionów. Nie wiadomo, jak wyglądałaby Japonia, gdyby silnego wzrostu Kościoła nie zatrzymały brutalne prześladowania i niemal całkowite odcięcie się tego kraju od świata zewnętrznego.

Dzisiaj katolików jest tam ok. 400-500 tys. W lokalnych kościołach, gdzie gości z zagranicy raczej nie ma, przed wejściem do kościoła zdejmuje się buty. Tak jak niemal całe japońskie życie społeczne, tak i nabożeństwa wyróżniają się porządkiem i punktualnością. W wielu parafiach po zakończeniu niedzielnej mszy wierni cierpliwie siedzą w ławkach. Dopiero bowiem po zdjęciu szat liturgicznych kapłan wraca na ambonę, by przeczytać ogłoszenia. Przywiązanie do reguł życia społecznego jest w Japonii bardzo silne, często bez względu na religię. Ważną zasadą jest, by nie przeszkadzać innym. Dyskrecja i nierobienie hałasu to podstawa. Dlatego spotykane czasami również w Japonii głośne ewangelizacje uliczne – jak zauważył w jednym ze swoich filmów Gabriel Hyodo, jutuber o polsko-japońskich korzeniach – wzbudzają raczej niechęć Japończyków.

Religia tematem tabu?

Religia nie jest zatem czymś, o czym wypadałoby mówić w sposób głośny i narzucający się. Zwłaszcza po doświadczeniach nacjonalistycznego shinto, wprowadzonego pod koniec XIX w. jako ideologia państwowa. Jej szowinizm skupiony wokół boskości cesarza i wyższości narodu japońskiego pozostawił – zdaje się – pewną traumę lub rysę na japońskiej duszy. Dzisiaj religia w żaden sposób nie miesza się z polityką, ale nie jest też tematem codziennych rozmów. Nie jest jednak tematem tabu i nie spotyka się z żadną wrogością. Japończycy bywają bowiem bardzo ciekawi innych wierzeń, na przykład katolicyzmu.

Sami japońscy katolicy wydają się być zdystansowani – jak inni Japończycy. To w dużej mierze wynika z kultury i silnie uregulowanych relacji międzyludzkich, a nie z wrogości wobec obcych. Wychodząc z kościoła w Fukuoce, zajrzeliśmy do miejscowej księgarni katolickiej. Pracujące w niej panie bardzo ucieszyły się na nasz widok i dopytywały o kraje, z których pochodzimy. Co ciekawe, nie spytały o życie Kościoła ani w Polsce, ani w Meksyku. Temat ten nie pojawił się w żadnej konwersacji z japońskim katolikiem, chociaż być może nasze niewielkie doświadczenie jest zbyt małe, by wyciągać na ten temat wnioski.

Katolicy są mniejszością aktywną. Kościół wyróżnia się w dziedzinie edukacji, prowadząc cenione szkoły i uniwersytety. W parafiach działają liczne grupy, intensywnie działa choćby Caritas. Dla wielu Japończyków jest czymś trudnym przyznać się do porażki czy problemów. W Japonii z pozoru nie widać biedy, bo często jest ona ukrywana. Caritas wychodzi tym licznym wyzwaniom naprzeciw. Posiada 16 biur na terenie Japonii oraz tysiące wolontariuszy, co przy tak niewielkiej liczbie katolików robi wrażenie. Być może Chrystus będzie przychodził do współczesnych Japończyków przez ukazywanie, że słabość i niesprostanie wygórowanym społecznym oczekiwaniom wcale nie przekreślają człowieka, a przynajmniej – nie przekreśla go Bóg.

Piotr Ewertowski, misyjne.pl

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: