14 lipca| NINIWA Team

GTA San Ignaciano: O tym jak nie dojechaliśmy do Andory

Relacja z wyprawy rowerowej w ramach akcji Together, czyli w jedności z NINIWA Team do… no właśnie, dokąd?

Przełom czerwca i lipca 2025, a my w nieco okrojonym składzie rozpoczynamy kolejną już wyprawę rowerową w łączności z NINIWA Team. Zaskoczeniem nie jest punkt początkowy, gdyż ponownie startujemy z hiszpańskiej metropolii. Tym razem jest to Barcelona.

Już po kilku kilometrach czujemy ten sam klimat, który towarzyszył nam w zeszłym roku, kiedy kręciliśmy o 4 nad ranem po stolicy Hiszpanii. A jest to klimat iście ze słynnej gry GTA. Nuta „Self Control” rozbrzmiewa w małym JBL, który Tomek nieustannie wiezie na swoim bagażniku, a my zmierzamy w stronę Andory: krainy położonej w Pirenejach, pomiędzy Francją a Hiszpanią, będącą jednym z najmniejszych państw tego kontynentu.

Przedsięwzięcie niemałe, bo przewyższeń od groma: podjazd z poziomu morza na wysokość ok. 2400 m. n.p.m. budzi respekt, ale jednocześnie fascynuje. Pierwszym punktem jest wyczekana przez wszystkich jaskinia w Manresie, w której św. Ignacy Loyola spędził czasu niemało. Doświadczył tam całkowitej duchowej przemiany, czego owocem są „Ćwiczenia Duchowe”, służące dzisiaj jako przewodnik dla osób odbywających poszczególne etapy rekolekcji ignacjańskich.

Jako że w grupie mamy co najmniej dwóch entuzjastów tejże ścieżki duchowej (Ewela, Karol – pozdrawiamy), decydujemy się spędzić tam nieco więcej czasu; ale plany, jak to plany, szybko ulegają zmianie. Do bazyliki przy grocie zjeżdżają się wystrojeni Hiszpanie i Hiszpanki, a zwiastuje to jedno: ślub. Zgodnie stwierdzamy, że nie będziemy psuć zdjęć młodej parze, tworząc tło z motywem rowerowym.

Jeszcze tylko szybka wizyta w sklepiku z pamiątkami… aż tu nagle w oko wpada nam plakat Camino Ignaciano z wyraźnym zarysem trasy, wiodącym z Loyoli, a kończącym się właśnie w Manresie. Następuje chwila refleksji, ale mijamy transparent bez słowa, po czym Tomek z radością informuje, że pierwsze monety wyda na koszulkę z Camino. Zostaje jednak zrugany, bo jakże to kupować koszulkę z takim motywem, kiedy nie przebyło się tej trasy. I właśnie tu następuje plot twist. Pada zdanie: „To zróbmy to Camino i wtedy kupię koszulkę”.

Together 2025: GTA San Ignaciano

Początkowo, nie wiemy, czy to żart, czy realna propozycja… ale widząc świeczki w oczach Eweliny, ja już wiem, że moje argumenty, by kręcić przez Andorę nie będą mieć siły przebicia. W konsekwencji pokornie godzę się z faktem, że bezcłowe zakupy w pirenejskim raju podatkowym zostają przesunięte w bliżej nieokreśloną przyszłość. I tak też się dzieje.

Drugi dzień wyprawy, a my zmieniamy kurs: zamiast przez Andorę, Carcassone i Lourdes, już po chwili pędzimy do Loyoli przez Saragossę, Tudelę, Pampelunę. Motyw muzyczny szybko dostosowujemy do charakteru wyprawy i zamiast słuchać muzycznych hitów z GTA, wsłuchujemy się w tekst modlitwy ignacjańskiej „Duszo Chrystusowa”, która staje się naszą poranną pieśnią medytacyjną.

W trakcie drogi nie zabrakło dętek (oczywiście tyczy się to tylko tych, którzy w porę nie zainwestowali w Schwalbe Marathony Plus), namiotów bez pałąków, zerwanych łańcuchów, poślizgów na serpentynach okraszonych lekkim żwirem, wizyt z lokalnych szpitalach i spalonej skóry od prażącego hiszpańskiego słońca. Niejednokrotnie ratowali nas mieszkańcy, którzy pojawiali się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze – jak chociażby Hiszpan, który tuż po wymienionej dętce oferuje nam szybki przegląd roweru w swoim warsztacie, czy też pani, która bez chwili zawahania zaprasza nas do siebie do domu na nocleg, pozostawiając do dyspozycji klimatyzowane poddasze.

Dobrych ludzi nam nie zabrakło, podobnie nie zabrakło nam wiary w to, że otwarcie na zmiany w życiu jest potrzebne. Przyjmowaliśmy to, co nas spotykało, cieszyliśmy się każdym dniem, a zwieńczeniem drogi do Loyoli były przepiękne tunele rowerowe, które przypomniały nam o zmienności życia: pocieszeniach i strapieniach/blaskach i cieniach. Warto też dodać, że nie omieszkaliśmy urozmaicić sobie podróży codziennym kawkowaniem, leżakowaniem w parkach i stołowaniem się w restauracjach co jakiś czas. Na często padające pytanie „Jak żyć?” chyba wspólnie możemy odpowiedzieć: „Właśnie tak”.

Pozdrawiamy wszystkich Niniwitów – zarówno weteranów, jak i nowicjuszy – życząc wytrwałości w tegorocznej trasie wiodącej do Grecji z miejsca, w którym wszystko się zaczęło – w Kokotku! Bo tam poznaje się ludzi, z którymi później przemierza się świat!

Klaudia Stęchły

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: