Wolontariuszki misyjne NINIWY w Armenii i Czechach. Czego doświadczyły?
Wolontariat Misyjny NINIWY to sposób na zaangażowanie i służbę młodych ludzi, którzy mogą zrobić coś dobrego w miejscach, gdzie są bardzo potrzebni. W tym roku zaangażowana w to dzieło młodzież wyjechała m.in. do Armenii i Czech.
Wolontariat misyjny to nie tylko wyjazd do innego kraju. To spotkanie z drugim człowiekiem, z kulturą, z trudną codziennością i – przede wszystkim – z miłością, która przekracza wiele granic. O swoim czasie spędzonym na misjach z NINIWĄ opowiadają Zosia, Asia, Magda i Emilia.
Spojrzenie na inny świat
– Od dawna miałam taki zamiar, było to moje małe marzenie – mówi Zosia z Poznania, która spędziła swój czas misyjny w Ostrawie w Czechach, pracując z dziećmi z romskiej dzielnicy. – Dzień zaczynałyśmy mszą świętą, potem śniadanie i przygotowanie gier, zabaw oraz innych materiałów dla dzieci. Codziennie jeździliśmy do dzielnicy, gdzie organizowaliśmy czas dla około sześćdziesięciu młodych ludzi. Po powrocie nadchodził czas na obiad, planowanie kolejnego dnia, adorację i prace w klasztorze.

Misje były obecne w sercu Zosi od dawna. – Nawet nie pamiętam, kiedy zaczęłam się tym interesować. Najbardziej zapamiętam moment, kiedy uczyłam dzieci czeskich piosenek, sama ich nie znając. Były wspólne tańce i rozmowy, podczas których dowiedziałam się na przykład, że Czesi jedzą kompot zamiast go pić. Robiliśmy też podsumowania dnia w trzech językach – to wszystko zostanie ze mną na długo.
Ten wyjazd dał Zosi spojrzenie na inny świat. Dzięki niemu mogła zobaczyć, jak żyje się w innej kulturze i w innym kraju. Poza tym doświadczyła dużej otwartości ze strony sióstr, z którymi współpracowała. Ich optymizm i pozytywne podejście do życia dodawały jej wiele siły, kiedy przychodziły kryzysowe momenty.
– Już od dłuższego czasu planuję kolejne doświadczenia misyjne. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się wyjechać do Maroka – opowiada.
Dużo przytulania
Asia z Katowic pierwszy raz na misje pojechała rok temu. Wtedy jej decyzja była dość spontaniczna. Od dawna interesowały ją wyjazdy zagraniczne, podczas których można zrobić coś dobrego. Od wielu lat Asia należy też do duszpasterstwa Niniwa. To od misjonarzy oblatów usłyszała najwięcej historii misyjnych. Przeczytała również książkę pt. „Inuk” autorstwa Rogera Builard OMI o ewangelizacji zimnej, najdalszej północy i jej mieszkańców, ewangelizacji krańców świata, o której marzył św. Eugeniusz.
– Nie miałam żadnego konkretnego planu, dokąd chciałabym się wybrać na misje. Aż podczas pewnego Zjazdu NINIWY ojciec Patryk Osadnik OMI zachęcał do wzięcia udziału w wolontariacie misyjnym. Wtedy nawet się nie zastanawiając – podeszłam do niego, by się zgłosić. W tym roku, mając już doświadczenie poprzedniego wyjazdu, decyzja o następnej misji była oczywista – wspomina.

Niniwitka wyjechała na misje do stolicy Armenii – Erywania, do domu prowadzonego przez Misjonarki Miłości.
– Mieszkałyśmy i służyłyśmy w ośrodku „Betlejem” dla osieroconych dzieci z niepełnosprawnością. Znajduje się na terenie jedynej, malutkiej katolickiej parafii w tym mieście. Moja codzienność tam wydawała się dość chaotyczna, prosta i piekna. Codziennie ja oraz druga wolontariuszka Emilia rano brałyśmy udział w mszy świętej razem z siostrami, potem było śniadanie, praca z dziećmi – karmienie przez rurkę lub strzykawkę, zabawa, śpiew, pomoc w obowiązkach, adoracja. Najważniejsze była jednak sama nasza obecność. I dużo przytulania. Bo tego najbardziej potrzebowały te dzieci.
Wspomnieniem, które na długo zostanie w Asi będzie wspomnienie dotyczące trzyletniego Ashota: „Gdy przyjechałyśmy, powiedziano nam, że zostały mu dwa tygodnie życia. Jednak już dwa dni później musiał zostać zabrany do szpitala ze względu na wysoką gorączkę. Żegnaliśmy się z nim i płakaliśmy razem. Pod koniec naszej misji wrócił. Nadal umierał, nic się nie zmieniło. Ale w tym domu nie było rozpaczy, a cierpienie nie oznaczało bezsensu. Tam w odpowiedzi na ból czekała tak ogromna miłość”.

– Ten wyjazd pokazał mi perspektywę, w której pomimo tych trudnych sytuacji życiowych dzieci i ich rodziców, chorób, cierpienia, może być tak wiele głębokiej radości i miłości. Słowa „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” były tam bardzo realne. Bo rzeczywiście, byli tam ci najmniejsi. Dzieci porzucone, które nie ruszają się, nie mówią i nie mają świadomości. Są „niepotrzebne” i „bez sensu je trzymać przy życiu”, jak uważali niektórzy lekarze. A jednak tam namacalnie służysz Jezusowi, śpiewasz Mu i przytulasz Go. I jest w tym najgłębsza radość. Mam nadzieję, że w przyszłym roku również uda mi się tam zawitać!
„To był głos Boga”
– Zdecydowałam się pojechać pod wpływem impulsu – usłyszenia głosu Boga – mówi Magda z Tarnowskich Gór, która również posługiwała w Ostrawie. – Prowadziliśmy półkolonie dla dzieci z ubogich romskich rodzin. Przygotowywaliśmy zajęcia, śpiewaliśmy, bawiliśmy się z nimi. Nie brakowało także codziennej Eucharystii i adoracji z siostrami.
Dla Magdy był to pierwszy wyjazd misyjny w życiu.
– Historia, która najbardziej zapadła mi w pamięć z tego wyjazdu misyjnego, to momenty, kiedy dzieci wskakiwały nam na auto, uniemożliwiając wyjazd z dzielnicy. To było zabawne, ale i wzruszające. Ten tydzień otworzył mi oczy i serce. Cudownie było poznać siostry i uczyć się od nich nieograniczonej miłości i bycia dla bliźniego. Mimo tak krótkiego czasu, bardzo przywiązałam się do sióstr i mam pragnienie, aby w ciągu roku odwiedzać je. Na pewno w następne wakacje chciałabym kontynuować wolontariat misyjny Niniwy. Może wybiorę się w inne miejsce, albo wrócę do Ostrawy.

Niewyobrażalne
Dla Emilii inspiracją do wyjazdu na misje była Helena Kmieć.
– Jej historia poruszyła mnie i sprawiła, że zapragnęłam dzielić się swoim czasem i umiejętnościami z innymi. Oblackie Duszpasterstwo Młodzieży z inicjatywą przygotowań do wyjazdu na wolontariat misyjny pozwoliło mi spełnić to marzenie – przyznaje.
W lipcu Emilia Machula wyjechała do Armenii, do Misjonarek Miłości.
– Na co dzień zajmowałam się dziećmi z niepełnosprawnością. To, co robiłyśmy – przytulanie, zabawa, wspólne jedzenie – wydawało się proste, a wywoływało prawdziwą radość.
Najbardziej poruszył ją wspólny czas modlitwy: „Adoracje w naszych ojczystych językach, zwłaszcza wtedy, gdy któreś dziecko trafiało do szpitala, były bardzo głębokim przeżyciem. Ale pamiętam też, jak podczas spaceru przez miasto dzieci bawiły się w fontannie – postanowiłam do nich dołączyć i wtedy cały strumień wody spadł prosto na mnie! To przypomniało mi, jak ważne jest zachowanie radości i tego, by odnajdywać w sobie dziecko.

– To był mój pierwszy wyjazd i na pewno nie ostatni. Dał mi dużo pokoju serca, ale i radości z trwania przy Bogu. Realizowanie planów z Nim to nie jest prosta sprawa, wymaga często niełatwych wyrzeczeń, ale to co On przygotował jest niewyobrażalne. To jest piękne!
Misje to spotkania, które przemieniają serce. Tak o tym mówią wolontariuszki NINIWY, które zdecydowały się wyjechać na wolontariat misyjny. Ty też możesz.
Więcej informacji o Wolontariacie Misyjnym NINIWY znajdziesz TUTAJ.
oblaci.pl









