6 sierpnia| NINIWA Team

Moja Wielka Grecka Wyprawa, dzień 2. Znikające kładki i teleportacja

Drugi dzień, trzeci kraj, pierwsza polowa msza…

Pobudka klasycznie o 5:00. Ciężko się zwlec, ale presja czasu sprawia, że wszyscy wstają. Co poniektórzy zmarzli i słabo się ogarniają, ale to nie ma znaczenia, bo za chwilę trzeba ruszać.

Pierwszy odcinek przebiega dość spokojnie – jakieś małe podjazdy na rozgrzewkę.

Za to już po drugim śniadaniu musimy się przeprawić na drugą stronę rzeki, więc wybieramy fajną kładkę. Dalej – zdziwienie, bo ścieżka rowerowa okazuje się trasą przez spore kałuże i jazdę skrajnym poboczem. Jako GPS-owy myślę sobie, że za tę decyzję spuszczą mi w najlepszym przypadku powietrze z opon, ale dalej trasa okazuje się naprawdę dobra – gładki asfalt – więc chyba zapomnieli o tym do kolejnego postoju.

Po drodze docieramy do świeżo rozkopanego przejazdu kolejowego. Cóż, trzeba przenosić rowery, które z sakwami ważą czasem grubo ponad 30 kg. Niefajnie, ale kto mógł to przewidzieć?

Jedziemy dalej, a tam… tym razem brak kładki na rzece – niespodzianka! Ruszamy więc wąziutką ścieżką po wałach wzdłuż rzeki i docieramy do innej kładki. Czasem musi być coś takiego, żeby nie było za nudno na trasie.

Robimy szybkie zakupy na obiad i jedziemy pod kościół, aby odprawić pierwszą polową mszę. Obok jest mały park, gdzie finalnie suszymy namioty i jemy obiad.

Szybka odprawa – na tyle szybka, że jako druga grupa przypomniałem sobie, iż wczoraj ustaliliśmy krótszą trasę. A pierwsi już pojechali. Cóż, próbujemy szczęścia inną drogą. I dojeżdżamy na postój o 16:59. Druga grupa dołącza wraz z ojcem o 17:25 i muszą jeszcze zrobić zakupy, a my już ogarnięci. Wyjazd o 18:00, czyli mieliśmy aż godzinę przerwy, ale ććć… – nie wszyscy muszą o tym wiedzieć. W oficjalnej wersji użyliśmy przycisku „teleport”.

(przerwa na roweropedię)

Przycisk „teleport” – czasem tak się zdarza, że grupa, która wyjeżdża jako druga, dociera jako pierwsza – i to w taki sposób, że o. Patryk ma zagwozdkę, jak to się dzieje. Tak właśnie powstał „przycisk teleport” jako wyjaśnienie anomalii, jakie wprowadzają różne aplikacje nawigacyjne w różnych grupach.

(koniec przerwy na roweropedię)

Jedziemy 4,5 km na nocleg do „Stajni u Indianki” – na polu. Ojciec z dziewczynami zagadują. Jedna właścicielka się zgadza, druga ma przyjechać za 30 minut, więc czekamy. Siadamy w grupce – dziewczyny się rozciągają, inni rozmawiają. Pada cytat: „Tracimy czas, ale zyskujemy przyjaźń.”

I… bum – nie ma zgody na nocleg. Ruszamy dalej, 3 km do wioski. W głowie modlę się, żeby coś się udało, bo na horyzoncie mało cywilizacji, a fajnie jednak się umyć.

Docieramy do wioski, dzielimy się na dwójki – i po paru minutach mamy spam na grupce WhatsApp: „Mamy nocleg!”. Po krótkiej analizie ojciec decyduje i docieramy do jednego domu, gdzie proponują ognisko… ale szybko zapominamy o tej możliwości.

Szybki prysznic i kolacja – czekamy jeszcze na kilka osób, które zagadały się ze Słowakami. Nie pytajcie jak i po jakiemu…

Dzień wygrywa Aleksander, który smaży sobie karkówkę na patelni – po prostu mistrz kuchni. Zainspirował mnie do gotowania.

Cóż – jako że jestem też GPS-owym, kończę pisać ten fragment o 0:29, bo wcześniej trzeba było zjeść, rozłożyć namiot, umyć się i zaplanować trasę, żeby uniknąć niemiłych niespodzianek w postaci kostki brukowej, która boli w zadek po przejechaniu 337 km… i tak dalej.

O dziwo w namiocie jest mega ciepło. Aż miło pomyśleć, że jesteśmy coraz bliżej ciepłych Aten. Co prawda od godziny pada, więc wkładam stopery do uszu i…

Dobranoc…

Adam Ludwisiak


Bilans dnia:

  • dystans: 164 km
  • czas jazdy: 8 h 08 m
  • suma przewyższeń: 717 m
  • średnia prędkość: 20,0 km/h

Dystans całkowity: 337 km

Nocleg: Plavecký Štvrtok, Słowacja

niniwa.pl

Redakcja portalu niniwa.pl

WYDARZENIA Czytaj więcej
NAJNOWSZE WPISY: